W tym roku mija 50 lat od chwili, gdy sędziowie piłkarscy uzyskali prawo napominania i karania żółtymi i czerwonymi kartkami. Po raz pierwszy użyte zostały podczas mistrzostw świata w Meksyku. W regulaminie stosowania upomnień i kar czytamy m.in.: podstawą może być znieważenie lub zniesławienie, lub inne, wysoce niesportowe zachowanie. To sformułowanie: "wysoce niesportowe zachowanie" budziło zawsze i budzi do dziś moje wątpliwości.
Zrodziły się one w czasach, gdy praca radiowego sprawozdawcy odbywała się w zgoła odmiennych warunkach niż dziś. Stanowiska komentatorskie nie były zlokalizowane gdzieś wysoko na trybunach, skąd jest najlepsza widoczność, a przez to możliwość szybkiej analizy boiskowych wydarzeń, taktyki. A zatem w tamtych, zamierzchłych czasach komentowaliśmy tuż zza bocznej linii boiska, z poziomu murawy. To powodowało, że nie było możliwości niesłyszenia boiskowych reakcji piłkarzy. Ich spontaniczne reakcje na grę faul rywala, ale także na wiele decyzji sędziowskich, moim zdaniem - bardzo często przekraczały granice wyznaczone hasłem "wysoce niesportowe zachowanie". Ale doczekanie się kartkowych reakcji na tego typu sytuacje ze strony arbitrów, było niezmiernie rzadkie. Boiskowe "bluzgi" zyskały niemą akceptację, swoiste przyzwolenie.
Bywało, że w rozmowach z sędziami spotykałem taki argument: "przecież w tumulcie dopingu to wszystko ginie, my sami często nie słyszymy tego, co dzieje się kilkanaście metrów od nas". Można domniemywać, że do widzów, którzy też nie są jakże często koneserami literackiej polszczyzny, także.
Aliści pamiętam i taki okres, gdy ambicje realizatorów transmisji telewizyjnych powodowały, że sędziów wyposażono w mikrofony, które umożliwiały telewidzom doznania prawdziwego, boiskowego czucia atmosfery piłkarskiej walki. Tu już wrzawa stadionowych trybun niczego nie zagłuszała. Ale z tego eksperymentu wycofano się bardzo szybko. I na pewno jednym z powodów była rozterka dotycząca interpretacji słów "wysoce niesportowe zachowanie".
Nadszedł czas pandemii. Trybuny opustoszały. Realizatorzy transmisji telewizyjnych zmuszenie zostali do operowania dźwiękiem, można powiedzieć spreparowanym, manipulowanym, kompilacjami reakcji trybun, dopingu, gwizdów i euforii. To też wymuszone reakcje, mające na celu przygłuszanie dźwięków dobiegających prosto z boiska i z trenerskich ławek.
Ale sędziom tym razem już nic nie przeszkadza w odbiorze boiskowych i wokółboiskowych odgłosów. Jakie są tego konsekwencje? Chyba nie przesadzę, używając tego słowa. Lawina kolorowych kartoników adresowanych do osób - jeszcze jeden cytat ze stosownych przepisów - "uprawnionych do przebywania na ławce rezerwowych".
Temat do refleksji, do przemyśleń? Na pewno. Podzielę się też swego rodzaju refleksją i proszę nie traktować tego jako ucieczki od końcowego komentarza. Można powiedzieć "nihil novi sub sole". 50 lat temu, pierwszą w historii czerwoną kartkę ujrzał w 1970 roku w Meksyku nie piłkarz, ale niemiecki masażysta.
I jeszcze jedna uwaga związana z tym, o czym dzisiaj traktuję, a co mieści się w pojemnym haśle "Fair play". Czy aby o tej nadrzędnej w sporcie zasadzie pamiętano w PZPN, ustalając terminy spotkań w 1/8 finału Pucharu Polski? Mecze wyznaczono na 10 lutego. Zespoły ekstraklasy będą wówczas już po dwóch kolejkach ligowych. Drugoligowa Chojniczanka walkę o punkty rozpocznie w ostatni weekend lutego. Czy to są równe warunki?
Tadeusz Kwasniak RK