Po siedmiu meczach bez zwycięstwa (pięć w lidze i dwa w Pucharze Polski) Zagłębie się przełamało i w końcu zwyciężyło. Duża w tym zasługa obrońców Bruk-Betu, którzy seryjnie popełniali błędy i lubinianie mogli strzelić jeszcze więcej goli. Sobotnie starcie było ligowym debiutem na ławce trenerskiej Zagłębia Mariusza Lewandowskiego.
Początek spotkania nieoczekiwanie należał nie do Zagłębia, które na własnym stadionie niemal w każdym meczu dyktowało do tej pory warunki, ale do Bruk-Betu. Goście wysoko podchodzili pressingiem pod gospodarzy, szybko przejmowali piłkę i atakowali na bramkę. Na efekt nie trzeba było długo czekać, bo już po dziesięciu minutach było 0:1. Po przejęciu piłki i szybkiej wymianie podań Martin Mikovic znalazł się sam w polu karnym i dograł do nadbiegającego Łukasza Piątka, który nie miał problemu z pokonaniem Martina Polacka.
Chwilę później po raz pierwszy odważniej zaatakowało Zagłębie. Po dośrodkowaniu pierwszy do piłki doszedł Patryk Tuszyński, ale jego strzał głową z kilku metrów był niecelny. Goście odpowiedzieli kontratakiem, po którym w sytuacji sam na sam znalazł się Szymon Pawłowski. Skrzydłowy gości nie przymierzył jednak dokładnie i Polacek zdołał odbić piłkę.
Po 20 minutach obraz gry zaczął się zmieniać. Bruk-Bet zaczął mieć problemy z utrzymaniem się przy piłce, nie potrafił poradzić sobie z pressingiem rywali i został zepchnięty do obrony. Lubinianie natomiast zaczęli seryjnie stwarzać sobie sytuacje bramkowe – najpierw strzelał głową Jakub Świerczok, a kilka chwil później Tuszyński.
Gol dla Zagłębia wisiał w powietrzu i w końcu piłka wpadła do siatki. Po dośrodkowaniu z prawej strony Świerczok zgrał głową do Tuszyńskiego, ten mu odegrał i Świerczok trafił do bramki. Fatalnie zachowali się w tej sytuacji obrońcy gości, którzy przypatrywali się tylko jak rywale odbijają piłkę głowami.
Pięć minut później Zagłębie wyszło na prowadzenie, I znowu nie bez winy byli obrońcy gości, którzy przypatrywali się jak Świerczok przyjął piłkę, podbiegł kilka metrów i uderzył.
Jeszcze przed przerwą napastnik Zagłębia zdołał skompletować hat trick. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Bartłomieja Pawłowskiego Lubomir Guldan zgrał piłkę głową do Świerczoka, a ten z metra również głową zdobył trzeciego gola.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Widząc słabość rywali w defensywie lubinianie przeprowadzali atak za atakiem, z dużą łatwością dochodząc do pozycji bramkowych. Po trzech minutach po wznowieniu gry było już 4:1. W zamieszaniu w polu karnym niezdecydowanie rywali wykorzystał Sasa Balic i z bliska trafił do siatki.
Podopieczni trenera Lewandowskiego nacierali dalej, a kolejne gole mogli zdobyć m.in. Świerczok, Pawłowski i Tuszyński. Zwłaszcza dużą ochotę do gry przejawiał ten pierwszy, który mimo iż po jednym ze starć z rywalem został uderzony w nos i zalał się krwią, wrócił na boisko i do końcowego gwizdka szukał czwartej bramki.
Poza Świerczokiem pozostali zawodnicy Zagłębia z czasem wyraźnie stracili już tak dużą ochotę do ataków. Oddali inicjatywę, cofnęli się na własną połowę i kontratakowali. Częściej przy piłce byli goście i swoją przewagę udokumentowali golem. Po ładnym zagraniu bardzo aktywnego Szymona Pawłowskiego w dogodnej sytuacji znalazł się Piątek i płaskim strzałem pokonał Polacka.
Bruk-Bet miał jeszcze inne sytuacje i może gdyby Dejan Janjatovic trafił z kilku metrów do siatki, ostatnie minuty byłyby emocjonujące. Tak się jednak nie stało i w końcówce wyraźnie obie ekipy czekały już na gwizdek.
KGHM Zagłębie Lubin – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 4:2 (3:1)
Świerczok 36', 41' i 45', Balić 48' - Piątek 10' i 77'
PAP/AD