Już w najlbliższą niedzielę, na torze Albert Park w Melbourne odbędzie wyścig o Grand Prix Australii, inaugurujący rywalizację o mistrzostwo świata Formuły 1. Na ten sezon zaplanowano 21 wyścigów. Jednym z najważniejszych wydarzeń tej inauguracji będzie powrót Roberta Kubicy do stawki ścigających sie kierowców. Po raz ostatni wystąpił on w wyścigu Grand Prix F1 w 2010 roku. Wypadek podczas rajdu we Włoszech w lutym 2011 przerwał karierę 26-letniego wówczas krakowianina.
O zainteresowaniu powrotem Polaka do bolidu F1 świadczy najlepiej fakt, że Międzynarodowa Federacja Samochodowa na czwartkowaą, pierwszą konferencję prasową kierowców przed Grand Prix Australii, zaprosiła m.in. Roberta Kubicę. Kierowca zespołu Williams pojawi się w towarzystwie m.in obrońcy tytułu mistrza świata Brytyjczyka Lewisa Hamiltona z Mercedesa i Niemca Sebastiana Vettela z Ferrari.
Forma Polaka jest niewiadomą, ale głównym zmartwieniem Williamsa jest przygotowanie bolidu. W minionym sezonie brytyjski team zajął ostatnie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, a w lutym ponownie się nie popisał, dostarczając samochód na testy pod Barceloną z dwudniowym opóźnieniem. Kubica i jego partner z drużyny George Russell osiągali zwykle najgorsze czasy z całej stawki.
Wiele wskazuje na to, że rywalizację w sezonie 2019 znów mogą zdominować Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP) i jego najpoważniejszy rywal Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari). W 2018 roku toczyli dość wyrównany pojedynek, choć seria niepowodzeń (awarii i wypadków) włoskiego teamu znacznie ułatwiła zadanie Hamiltonowi, który sięgnął po piąty tytuł w karierze.
W poprzedzających sezon testach pod Barceloną Vettel uzyskał najlepszy czas, licząc wszystkie sesje, ale wynik Brytyjczyka był zaledwie o 0,003 s gorszy. Sprawdzian w Katalonii nie pomógł zatem określić, który z nich bardziej zasługuje na miano faworyta. Komentowano jedynie, że Ferrari wygląda na solidniejsze i mniej awaryjne niż w poprzednim sezonie.
PAP/TK