Równo o godzinie 18 wystartowało osiem spotkań 30. kolejki LOTTO Ekstraklasy. Nas najbardziej interesowały te, które odbywały się w Lublinie, Kielcach i Krakowie. Kolejno o punkty na tych obiektach walczyły Wisła Kraków, Bruk-Bet Termalica Nieciecza i zespół Cracovii - jako jedyny w roli gospodarza. O największą stawkę gra toczyła się w meczu Korony ze Słonikami. Obie drużyny były żywo zainteresowane walką o górną ósemkę. Problem w tym, że na pięciu chętnych - oprócz Bruk-Betu i korony także Pogoń Szczecin, Wisła Płock i Zagłębie Lubin - czekały zaledwie trzy miejsca. Wiele mogło rozstrzygnąć się więc właśnie w Kielcach.
Pierwsza bramka padła jednak w Krakowie, więc to od tego meczu zaczniemy. W 18. minucie na stadionie przy ulicy Kałuży, który był tego dnia wypełniony praktycznie po brzegi, prowadzenie objął Mistrz Polski. Legia, w której pierwszym składzie znalazło się miejsce między innymi dla Dominika Nagy'ego czy Tomasa Necida, za sprawą właśnie tego pierwszego znalazła drogę do bramki Pasów. Nagy zamienił na gola świetne prostopadłe podanie Mouilna. Skoro była mowa o personaliach - pos tronie Cracovii raz jeszcze w wyjściowym składzie znalazło się miejsce dla młodziutkiego Radosława Kanacha. Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się prowadzeniem Legii, ale w 42. minucie w niepozornej sytuacji ręką we własnym polu karnym zagrał Jędrzejczyk. Damian Dąbrowski nie zmarnował rzutu karnego, a do szatni piłkarze schodzili przy stanie 1:1.
Pasy dobrze skończyły pierwszą połowę, ale równie źle zaczęły drugą. W 50. minucie oko w oko z bramkarzem stanął Tomas Necid i tej okazji nie zmarnował. Szans na wyrównanie Cracovia miała kilka. Najgroźniejsza z nich miała miejsce w ogromnym podbramkowym chaosie, gdy ofiarnie piłkę wybijał ostatecznie Michał Pazdan. Wynik Pasom w ostatniej kolejce fazy zasadniczej się nie udał, udała się natomiast frekwencja i atmosfera na trybunach. Pojawiło się na stadionie ponad 12 tysięcy widzów - takiej frekwencji przy Kałuży nie spotyka się zbyt często. Wsparcie fanów będzie Pasom z całą pewnością potrzebne na finiszu sezonu. W dolnej części tabeli podopieczni Jacka Zielińskiego stoczą bowiem niezwykle ciężki bój o ligowy byt.
Cracovia - Legia Warszawa 1:2 (1:0)
Dominik Nagy 18', Tomas Necid 50' - Damian Dąbrowski 43' karny
Na stadionie w Lublinie z Górnikiem Łęczna grała Wisła. Jako że miejsce w ósemce było już pewne, a kilku piłkarzy się przed tym meczem wykartkowało, trener Kiko Ramirez dokonał kilku przetasowań w składzie. Pojawił się w wyjściowej jedenastce między innymi Matija Spicić, dla którego był to ligowy debiut. Na ławce rezerowych mecz zaczął natomiast Ever Valencia. Przechodząc do konkretów - trener Górnika Łęczna Franciszek Smuda mógł poczuć satystfakcję w 22. minucie, gdy jego podopieczni objęli prowadzenie. Bartosz Śpiączka najpierw przejął piłkę w środku pola, dograł do Grzelczaka, a później całą akcję zamknął zdobywając gola.
Obraz gry w Lublinie na korzyść Wisły mieli obrócić wprowadzani po przerwie rezerwowi. Na boisku pojawił się Paweł Brożek, a w tym samym momencie na placu gry zameldował się też debiutant - Valencia. Nie Brożek, nie Valencia, ale Arkadiusz Głowacki zdobył jednak wreszcie długo wyczekiwanego gola w 71. minucie. Kapitan Białej Gwiazdy grał przed laty w pierwszym w historii ligowym starciu tych ekip, a w Lublinie na bramkę głową zamienił rzut rożny wykonywany przez Małeckiego. Zaledwie osiem minut później swoje zrobił natomiast Grzegorz Bonin. Doświadczony zawodnik Górnika ograł Lloncha i wykończył akcję skutecznie. W doliczonym czasie kolejnego gola dołożył jeszcze Śpiączka, wykorzystując błąd Alana Urygi. Dla Wisły była to trzecia porażka w tym roku - trzecia na wyjeździe. Choć bardziej boli to, że Biała Gwiazda dała się ograć ostatniej drużynie w ligowej tabeli.
Górnik Łęczna - Wisła Kraków 3:1 (1:0)
Bartosz Śpiączka 22' i 90+2', Grzegorz Bonin 79' - Arkadiusz Głowacki 71'
Na koniec mecz w Kielcach, który mógł dać kibicom Bruk-Bet Termaliki powody do świętowania. Co godne podkreślenia, wreszcie na kielecką arenę powrócił doping. Wszystko za sprawą nowego prezesa Korony, który znalazł wspólny język z kibicami. Dla Bruk-Betu droga do ósemki niespodziewanie otworzyłą się przed tygodniem, kiedy Słoniki wygrały z Piastem Gliwice. To było dopiero pierwsze tegoroczne zwycięstwo, ale mogło ono stać się przepustką do bezpiecznej końcówki sezonu. W Kielcach trzeba było jednak walczyć o pełną pulę. Lepsze okazje w pierwszej połowie miała jednak Korona. W 17. minucie próbował Palanca, w 21. Kiełb. Raz zabrakło precyzji, raz pomógł Trela. Gol padł wreszcie w 57. minucie, a jego autorem był Dawid Nowak! Ten sam, który przed tygodniem zapewnił Bruk-Betowi trzy punkty, teraz zdobył jeszcze jedną niezwykle istotną bramkę. W tamtym momencie dawała ona Słonikom miejsce w ósemce bez konieczności oglądania się na rywali.
Takiego komfortu Bruk-Betowi pozazdrościć mogły pozostałe ekipy. Niespodziewanie z Lechią Gdańsk prowadziła Pogoń Szczecin, która obok Słoników przybliżała się do górnej części tabeli. Wracając do Kielc, w 76. minucie Bruk-Bet mógł prowadzić 2:0 - zabrakło tylko skutecznego wykończenia Misaka. Korona też nie ustawała w dążeniu do remisu. Szczególnie gorąco było w doliczonym czasie. Najpierw poślizgnął się jednak w kluczowym momencie Kiełb, a po chwili Abal oznalazł nawet drogę do bramki Treli. Sędzia liniowy dopatrzył się jednak spalonego i nie uznał tego gola, wywołując ogromne rozczarowanie na trybunach. Nic nie popsuło już świętowania podopiecznym Marcina Węglewskiego. Kapitalny ligowy finisz sprawia, że Słoniki utrzymały miejsce w górnej ósemce. Co prawda jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się to oczywiste, ale wiosenne zawirowania sprawiły, że w Niecieczy walka o tę bezpieczną strefę trwała do samego końca. Co najważniejsze - zakończyła się powodzeniem.
Korona Kielce - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:1 (0:0)
Dawid Nowak 57'
AD