fot. archiwum
Małopolska biegaczka, dziś trenerka kobiecej kadry potwierdza, że zamierza wystąpić w Mistrzostwach Świata w narciarstwie klasycznym w Austrii! Kowalczyk jednak podkreśla: "...żadnych camebacków w Seefeld nie robię, tylko pomagam dziewczynom w sztafetach".
Justyna ma wystąpić właśnie w sztafecie, a także z sprincie drużynowym, ze swoją podopieczną, Moniką Skinder.
Utalentowana 17-latka, nazywana następczynią Kowalczyk, właśnie zaliczyła kolejny sukces: zdobyła złoty medal w sprincie techniką klasyczną podczas Zimowego Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy w Sarajewie. Wcześniej wywalczyła brąz na 7,5 km, również "klasykiem".
Informację o powrocie Justyny Kowalczyk do walki z najlepszymi wywołały prawdziwą furorę w Skandynawii.
"Kowalczyk, pomimo ogłoszenia przed niespełna rokiem sportowej emerytury, powraca na wielką scenę" - skomentował kanał norweskiej telewizji NRK.
Dziennik "Dagbladet" ocenił, że Kowalczyk i Skinder "mogą być fascynującym i zaskakująco silnym duetem".
Dziennikarze "Nettavisen" nazwał start słynnej zawodniczki "szokującym powrotem".
Również w Szwecji wiadomość odbiła się głośnym echem. Największy dziennik "Aftonbladet" nazwał decyzję Kowalczyk "bombą" i zasugerował, że rywalizacja - zwłaszcza w sprincie drużynowym - nabierze prawdziwych rumieńców.
Była rywalka Kowalczyk, Finka Aino Kaisa Saarinen skomentowała w rozmowie z telewizją YLE: "Wow! To szalone, lecz też i wspaniałe. Ja nie byłabym w stanie tego zrobić".
PZN jeszcze oficjalnie nie ogłosił składu reprezentacji na rozpoczynające się 20 lutego MŚ w narciarstwie klasycznym.
Nie jest wykluczone, że Kowalczyk wystąpi rówineż na swoim koronnym dystansie 10 km stylem klasycznym.
SKO/PAP