Ewelina Kobryn czterokrotnie wraz z Wisłą CANPACK Kraków zdobywała mistrzostwo Polski, z Białą Gwiazdą sięgała też po Puchar i Superpuchar Polski, z Mercury Phoenix była mistrzynią WNBA, grając w UMMC Jekaterynburg mogła się cieszyć z triumfu w Eurolidze, a w barwach Galatasaray świętowała triumf w Eurocup. Teraz mówi: dość.
Marek Solecki: Przyznam szczerze, że byłem zdziwiony widząc Cię na trybunach hali przy Reymonta w czasie meczu z Olympiakosem Pireus, bo przecież wszędzie w Europie trwają już normalne rozgrywki, można powiedzieć, że sezon jest w pełni..
Ewelina Kobryn: Jestem w Krakowie, bo postanowiłam zakończyć karierę, choć właściwie jakiegoś oficjalnego zakończenia nie ogłaszałam, stąd wiele osób mnie o to pyta. Ludzie podchodzą do mnie i mówią: co tutaj robisz w hali. I dla wszystkich to zaskoczenie.
MS: Oglądałaś mecz Wisły Canpack z Olympiakosem Pireus, szkoda że awans wymknął się Białej Gwieździe, bo zabrakło niewiele...
EK: Tak, to niestety nie było miłe zaskoczenie, gdy w końcówce okazało się, że to jednak Greczynki zagrają w Eurolidze, a Białej Gwieździe pozostanie rywalizacja w Eurocup. Można powiedzieć, że stanęły naprzeciw siebie dwie dość wyrownane drużyny, niestety jeden punkt na korzyść Olympikosu zdecydował by przejść i awansować do Euroligi. Szkoda tego meczu, moim zdaniem najważniejsze rzeczy, które zadecydowały o zwycięstwie moim zdaniem jednak słabszej drużyny, to przegrana walka na tablicach, zerowa skuteczność ze strony naszej ławki no i oczywiście brak faulu w ostatnich sekundach meczu.
MS: Powiedzmy tym, którzy nie oglądali tego spotkania lub nie wiedzą jak wyglądała końcówka, że wiślaczki miały punkt przewagi /w pierwszym meczu był remis/, było 14 sekund do końca, piłka była w rękach greckiej drużyny, ale Biała Gwiazda miała tylko 3 faule na konice i mogła jeszcze można powiedzieć bezkarnie faulować 2-3 sekundy przed końcem, no i może to byłaby szansa na to by rzeczywiście to prowadzenie do końca utrzymać. Szkoda też na pewno tego wysokiego prowadzenia na wyjeździe, bo tam przecież krakowianki prowadziły kilkunastoma punktami. Pamiętajmy też, że nie grały w tym spotkaniu dwie bardzo ważne zawodniczki: Magdalena Ziętara i Justyna Żurowska-Cegielska...
EK: Tak na pewno bardzo ich brakowało, brakowało Magdy, wiadomo że jest znana z obrony, z takiego spokoju, który wprowadza na boisku. Ale raczej nie wolno tego zespołu skazywać, że może źle został zbudowany czy w niezbyt przemyślany sposób. Bo oglądałam już kilka meczów przedsezonowych i chwilami drużyna naprawdę dobrze funkcjonuje i dobrze wygląda. A przecież kilka zawodniczek z podstawowego składu doszło w ostatnich dniach przed najważniejszym meczem, więc i może trochę ciągle brakuje zgrania. Wydaje mi się, że pokażą charakter nie raz w sezonie i taki pazur jakiego się oczekuje od młodych graczy. Bo to charakteryzuje Wisłę na chwilę obecną.
MS: Zamiast Euroligi będzie więc trochę mniej prestiżowy EuroCup i duże logistyczne wyzwanie w poistaci meczów z drużynami z Kurska, Mińska i Stambułu.
EK: To bardzo ciekawy i wyrównany układ. Cała czwórka wydaje się być na mniej więcej tym samym poziomie. Na pewno nie wiemy jak wygląda druga drużyna Kurska, bo ten pierwszy, mocniejszy zespół zagra w Eurolidze. Ale to na pewno będą młode Rosjanki, żądne sukcesów, może też z jaimś wzmocnieniem z Ameryki, ale na pewno przyjedzie tutaj ta rosyjska młodzież i będzie ciekawie. Zespół z Mińska prezentuje sobą dość dobry poziom już od kilku lat w Europie, a Besiktas Stambuł to już znana marka, wcześniej walcząca w rozgrywkach Euroligi. Myślę, że to będą fajne, ciekawe spotkania na które warto przejść się i zobaczyć dziewczyny w akcji.
MS: Wisła CANPACK po raz pierwszy od 15 lat nie zagra więc w Eurolidze, ale kończąc karierę i patrząc na te minione lata, to tych pięknych chwil było wiele...
EK: Tak, przede wszystkim te mistrzowskie tytuły zdobywane tu w Krakowie, wiele spotkań w rozgrwkach Euroligi i choćby udział w turnieju Fina Four Euroligi czy po zmianie formuły Final Eight. Było też wiele pięknych momentów, gdy zdobywałam z innymi zespołami tytuły mistrzowskie w Rosji, Hiszpanii czy Turcji, i przede wszystkim mistrzostwo WNBA z Mercury Phoenix. W pamięci zostanie mi też wizyta w Białym Domu i spotkanie z prezydentem USA Barackiem Obamą po wygraniu ligi WNBA. Zostało mi też wiele przyjaźni i kontaktow z tych lat. A teraz wracam do Krakowa, choć już nie występujśc na parkiecie, bo nie wyobrażam sobie mieszkania gdzie indziej niż tutaj.
Marek Solecki/Radio Kraków