Dla kibiców w Krakowie to najważniejszy mecz sezonu. Niestety oprócz prestiżu, to mecz dwóch drużyn z dołów ligowej tabeli. W tej sytuacji kibice w kraju bardziej ekscytują się walką o mistrzostwo Polski i grą o miejsce w europejskich pucharach. Już w niedzielę Legia świętować może bowiem mistrzowski tytuł.
W lepszych humorach przystąpi do Świętej Wojny Cracovia, która w środę wygrała z Wisłą Płock. Wisła po czterech kolejnych porażkach jest dwunasta z 28 punktami, Pasy mają jeden punkt mniej i plasują się tuż za Białą Gwiazdą. Ale z ostatnich siedmiu derbowych spotkań Cracovia na swoją korzyść rozstrzygnęła tylko jedną.
Prowadzący w tabeli ekstraklasy cztery kolejki przed końcem rozgrywek piłkarze Legii w niedzielę zagrają w Gdańsku z Lechią, która wydaje się najtrudniejszą z pozostałych warszawskiej drużynie przeszkód na drodze ku kolejnemu mistrzostwu Polski.
Stołeczny zespół ważny krok w kierunku obrony tytułu zrobił w środę, wygrywając w Gliwicach 1:0 z Piastem, którego nie pokonał w sześciu poprzednich spotkaniach. Legia ma 56 punktów i o sześć wyprzedza szczecińską Pogoń oraz o 10 Raków Częstochowa, który ma jednak do rozegrania zaległy mecz.
Lider pojedzie do Gdańska nie tylko podbudowany zwycięstwem na trudnym terenie w Gliwicach, ale i faktem, że od trzech meczów nie stracił gola. Z kolei Lechia po serii udanych występów w ostatnich pięciu tylko raz sięgnęła po komplet punktów, w przedostatniej kolejce w ostatniej chwili uratowała remis z Piastem (2:2), a we wtorek doznała porażki 0:3 z Lechem w Poznaniu.
Zespół trenera Piotra Stokowca jest wśród czterech ekip - obok Piasta, Zagłębia Lubin i Śląska Wrocław - z dorobkiem 38 punktów, walczących o czwartą lokatę. A to o tyle istotne, że w przypadku triumfu Rakowa w finale Pucharu Polski, czwarta drużyna ekstraklasy zagra w kwalifikacjach Ligi Europy. Za plecami Legii o wicemistrzostwo kraju walczą Pogoń i Raków, które odnotowały po trzy zwycięstwa z rzędu.
Portowcy nigdy nie sięgnęli po tytuł, a drugie miejsce w lidze zajęli dwukrotnie - w 1987 i 2001 roku. Z kolei Raków 2 maja powalczy w Lublinie z pierwszoligową Arką Gdynia o krajowy puchar, a lokata na ligowym podium będzie najlepszym osiągnięciem w niezbyt długiej historii występów w najwyższej klasie. Na początku sezonu takie uczczenie jubileuszu stulecia powstania klubu pod Jasną Górą było raczej tylko w sferze marzeń.
W najbliższej kolejce Pogoń w Mielcu zagra z przedostatnią w tabeli Stalą. Natomiast w Częstochowie będzie miało miejsce historyczne wydarzenie - Raków po raz pierwszy po powrocie do ekstraklasy w 2019 roku wystąpi na własnym stadionie. Do tej pory - przez prawie dwa sezony - podejmował rywali w Bełchatowie, gdyż jego obiekt nie spełniał wymogów licencyjnych i przechodził modernizację. PZPN warunkowo dopuścił go do użytku na jeden mecz - piątkowy ze Śląskiem, choć jeśli wszystko pójdzie dobrze piłkarze trenera Marka Papszuna zagrają na nim jeszcze w przedostatniej serii z Piastem. Oficjalne otwarcie przebudowanego stadionu zaplanowano na lipiec.
Równie zacięta walka jak o drugie i czwarte miejsca szykuje się o utrzymanie. Wszystko wskazuje na to, że rozegra się między beniaminkami z Mielca i Bielska-Białej, które mają po 21 pkt, a ich dystans do 14. Wisły Płock wynosi pięć. Górale w piątek podejmą Lecha Poznań, który we wtorek zakończył serię pięciu występów bez zwycięstwa.
Teoretycznie w lepszej sytuacji są mielczanie, których 5 maja czeka jeszcze zaległa potyczka z Rakowa na własnym boisku, choć poza tym w terminarzu mają tylko spotkania z ligową czołówką i wyjazd do Poznania na starcie z Lechem. W przypadku Podbeskidzia jest podobnie, więc kluczowy może być mecz w Bielsku-Białej z Wisłą Płock w przedostatniej kolejce.
PAP/MS/RK