Drugi, podobnie jak na 1000 m, był Holender Jenning de Boo - 33,88, trzeci Kanadyjczyk Laurent Dubreuil - 34,26.
26-letni Żurek znów może mówić o pewnym pechu we włoskim igrzyskach. Zawodnikowi KS Pilica Tomaszów Mazowiecki do brązu na 1000 m zabrakło 0,07 s, a w sobotę - w jego koronnej konkurencji - od podium dzieliło go 0,09.
Brak medalu to jednocześnie pewne rozczarowanie, bo Polak świetnie spisywał się w Pucharze Świata, był drugi w klasyfikacji końcowej na 500 m, za Stolzem, ale w sześć z dziewięciu startów zakończył w czołowej trójce.
Do sobotniej rywalizacji w Milano Speed Skating Stadium przystąpiło 29 zawodników. Wśród nich była trójka Polaków. Oprócz Żurka, na starcie stanęli Piotr Michalski, polski „pechowiec” z Pekinu, gdzie również dwukrotnie setne sekundy dzieliły go od medalu, i Marek Kania. Pierwsze wyścigi udowodniły, że stawka jest bardzo wyrównana. Zawodnicy niemal w każdej parze poprawiali rekord toru.
Jako pierwszy z biało-czerwonych pojechał Michalski - piąty zawodnik igrzysk w Pekinie - z Joepem Wennemarsem. Holender to mistrz świata 2025 na 1000 m, który w Mediolanie w środę powtarzał bieg na tym dystansie po tym, gdy rywal przeszkodził mu przy zmianie torów. Michalski (35,10) prowadził po starcie, ale później dał się wyprzedzić przez rywala (34,89).
W ósmej parze rywalizował Kania. Jechał z Japończykiem Tatsuyą Shinhamą, mistrzem świata 2020 w wieloboju sprinterskim z Hamar. Warszawianin dobrze się zaprezentował, choć na ostatnich metrach lekko go zachwiało. Azjata (34,46), był szybszy od Polaka zaledwie o 0,02 s.
Kolejny z panczenistów, Kanadyjczyk Laurent Dubreuil zaliczył najszybsze otwarcie zawodów i chwilo został posiadaczem rekordu olimpijskiego - 34,26.
Kolejna dwójka zawodników pojechała poniżej 34 s. Celujący w Mediolanie w cztery tytuły Stolz zanotował 33,77, czym poprawił rekord olimpijski, a De Boo - 33,88. To spowodowało, że Żurek miał arcytrudne zadanie do wykonania.
- W takim biegu się nie kalkuje. Zawodnicy zaczynający z małego toru będą mieć teoretyczną przewagę, gdyż to wynika z fizyki. Żurek pod tym względem miał dobre losowanie - mówił w studio TVP Sport czterokrotny uczestnik igrzysk Paweł Zygmunt.
Polak to ostatni zawodnik, który przed igrzyskami pokonał Stolza. Dokonał tego zaledwie trzy tygodnie temu podczas zawodów Pucharu Świata w Inzell. Żurek nie miał jednak szczęścia przy ustalaniu par, gdyż jego bezpośredni rywal w wyścigu - Sebas Diniz - do tej pory nie wyróżniał się wybitnymi wynikami. Holender w końcówce nawet trochę przeszkodził Polakowi w finiszu.
Gdy Żurek minął linię mety, minimalnie przed Dinizem, na tablicy wyników pokazał się czas 34,35, ale obok „czwórka”, która oznaczała, że szans na medal już nie było.
Ostatnia para nie zmieniła kolejności na czołowych lokatach. Kania skończył na ósmym miejscu, a Michalski był 24.