Zdania są podzielone. Minister Andrzej Adamczyk w czwartek na antenie Radia Kraków mówił o tym, że nowy pomysł jest legalizacją procederu, który ma miejsce od wielu lat. Jak mówi, młodzi kierowcy już teraz wsiadają za kierownicę i ćwiczą przed egzaminem pod okiem innych kierowców.
- Dlaczego zabraniać doszkalać się tym, którzy chcą uzyskać uprawnienia na prawo jazdy, jeżeli samochód będzie właściwie oznaczony? - pyta minister.
Andrzej Adamczyk: "Szkolenie kierowców nie może być przygotowaniem do zdania egzaminu"
Andrzej Adamczyk dodaje, że gdyby pomysł wszedł w życie, przyszli kierowcy pod opieką rodziców mogliby wyjeżdżać na wszystkie drogi oprócz autostrad i dróg szybkiego ruchu.
A czy sami kursanci uważają, że ćwiczenie pod czujnym okiem mamy lub taty to dobry pomysł?
- Niekoniecznie rodzic jest dobrym nauczycielem. Nie wiem, czy w jakikolwiek sposób rodzice mogą wpływać na bezpieczeństwo jazdy. Podejrzewam, że osoba, która jeździ, bardziej się będzie stresować tym, że zawsze będzie słuchać jakichś komentarzy. Rodzice przede wszystkim nie mają żadnych dodatkowych pedałów na miejscu pasażera. Są tylko i wyłacznie czynnikiem stresogennym. To nie jest żadna pomoc - mówią kursanci.
Sceptycznie do nowego pomysłu podchodzą również intruktorzy, którzy szkoleniem kierowców zajmują się zawodowo.
- Moim zdaniem, przy naszej kulturze jazdy, to nie jest dobry pomysł. Nigdy nie mamy pewności, kto będzie uczył jeździć. Sami widzimy na drodze, że ludzie czasami jeżdżą bardzo nieprzepisowo, więc nie ma pewności, że osoba, która będzie ćwiczyć z mamą czy z tatą, bedzie uczona poprawnie. Po drugie, samochód nie ma zapezpieczeń. Taki samochód musiałby być przystosowany do nauki jazdy - mówi Marek Niewiara - instruktor jednej z krakowskich szkół jazdy. Dodaje, że tym, którzy po 30 godzinach praktyki nie czują się pewnie za kierownicą, nie pomoże jazda z rodzicem, a dodatkowe lekcje z kimś, kto zna się na szkoleniu przyszłych kierowców.
Na pomysł nieco bardziej łaskawie patrzą policjanci ruchu drogowego.
- Odpowiedzialnośc musi leżeć po stronie tych, którzy siedzą w tym samochodzie i nadzorują tę jazdę. I wtedy będzie bezpiecznie - tłumaczy nadkomisarz Radosław Kobryś z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. Pomysł takich ćwiczeń pod okiem rodzica sprawdza się między innymi w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Czy będzie miał szansę sprawdzić się na polskich drogach? Zobaczymy.
Joanna Orszulak/jgk