Przedsiębiorcy są zaskoczeni, ponieważ nigdy takich mandatów nie otrzymywali. Właściciel działającej od 28 lat kwiaciarni dostał mandat za nielegalne wystawianie towaru w wysokości 60 zł za jeden dzień ekspozycji kilku sztucznych bukietów. Właścicielka kiosku za ustawianie stojaka z gazetami otrzymała natomiast wezwanie do zapłaty 860-złotowego mandatu.
"Tutaj będzie miasto całkowicie wymarłe. Przecież ja wystawiałem kwiatki i nigdy nie było żadnego problemu. Nagle teraz jest problem. Przecież ludzie jak idą, to zobaczą tego kwiatka ładnego czy coś, ale oni by nie mieli prawdopodobnie na premie i na nagrody. To za komuny takiej elity nie było. Jak nie będzie ludzi kompetentnych na stanowiskach, tylko po układach, to trzeba zapomnieć, żeby cokolwiek się zmieniło" - mówi kwiaciarz.
Wincenty Żygadło, właściciel coctail barów w centrum miasta, również uważa, że ograniczenia w eksponowaniu towarów przyczynią się do jeszcze większego wyludnienia sądeckiej starówki. Zaznacza jednocześnie, że rozumie, iż władze miasta szukają dodatkowych źródeł dochodu. Nie rozumie jednak, dlaczego od razu posypały się wezwania do zapłaty.
"I władza, i my, obywatele, żyjemy ze sobą. Nie powinno się to dziać na zasadzie restrykcji od razu" - mówi Żygadło.
Adam Konicki, dyrektor Miejskiego Zarządu, podkreśla jednak, że opłaty wynikają z ustawy o drogach publicznych z 1985 roku.
"Taka stara zasad mówi, że nieznajomość prawa nie chroni przed jego skutkami. Każdy, kto zajmuje pas drogowy, jest zobowiązany uiścić opłatę za zajęcie tego pasa. Tutaj przedsiębiorcy są przez nas kontrolowani w pasie drogowym przez cały rok. Żadna nowość się w tym wypadku nie pojawia" - tłumaczy Konicki.
Miasto nie może odstąpić od opłat, twierdzi dyrektor Konicki i krytykuje poprzednie władze miasta, że ich nie pobierały, twierdząc, że w ten sposób naraziły one miasto na spory uszczerbek finansowy.
Jerzy Gwiżdż, były wiceprezydent Nowego Sącza, przyznaje, że opłaty nie były pobierane od drobnych przedsiębiorców. Poprzednie władze miasta zachęcały wręcz do większego eksponowania towarów.
"Myśmy starali się być przyjaznym urzędem dla przedsiębiorców. Uważaliśmy, że jeśli jest trudna sytuacja w centrum miasta, mówi tu o działalności handlowej, to trzeba wyjść sprzedawcom naprzeciw i nie utrudniać im życia, tylko dać im trochę zarobić. Wychodziliśmy z takiego założenia, że deptak nie jest miejscem przejezdnym i wobec tego niczemu nie grozi to, jeśli w formie estetycznej towar zostanie wystawiony przed sklep" - tłumaczy Gwiźdź.
Podkreśla również, że zwolnienie z opłaty jest możliwe.
"Jest co prawda ustawa o podatkach i opłatach lokalnych, która mówi, że za miejsca, w których się coś sprzedaje, trzeba pobierać opłaty. Opłacie targowej, zgodnie z tymi przepisami, nie podlega sprzedaż dokonywana w budynkach lub ich częściach. Tak naprawdę sprzedaż przecież odbywa się w budynku. Co prawda NSA mówi o tym, że wystawienie towaru można uznać za wprowadzenie do sprzedaży, ale w takiej określonej sytuacji, kiedy ten towar się mieści na jednej półce, nie przesadzajmy" - apeluje Gwiźdź.
Przedsiębiorcy, którzy czują się pokrzywdzeni decyzją Miejskiego Zarządu Dróg, zapowiedzieli, że odwołają się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
(Bartosz Niemiec/łk)
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze.
Zastrzegamy sobie prawo publikacji wybranych opinii.