To nietrafiona inwestycja – tak kupcy oceniają wybudowane za kilka milionów złotych unijnej dotacji targowisko w Limanowej. Od początku otwarcia w 2015 roku obiekt świeci pustkami. Handlowcy nie wynajmują tam stoisk, lecz sprzedają towar w blaszanych garażach tuż obok obiektu. Problemem nie są stawki za czynsz. Jak podkreślają kupcy, boksy są za małe i nie można do nich podjechać samochodem.
- Wszystko trzeba wnosić z jednego piętra na drugie – podkreśla jeden z kupców. "Musiałbym osobiście wnosić na plecach. Wyobraża pan sobie wnoszenie tony ogórków na miejsce, a jak się nie sprzeda - ponowne wynoszenie?" - pyta handlowiec.
Kupców nie przekonują również wymieniane przez władze miasta zalety boksów, czyli dostęp do bieżącej wody, prądu, czy możliwość zamknięcia ich antywłamaniowymi roletami. "Co z tego jeśli nie można w nich zaprezentować całego towaru. 4 czy 6 metrów to żadna przestrzeń. 20 m2 to minimum, rolnik zwykle ma sporo towaru – podkreślają kolejni sprzedawcy. Handlujący i klienci mówią też wprost, że nowe targowisko to nieprzemyślana inwestycja.
Tym samym od momentu otwarcia w 2015 roku targowisko niemal cały czas stoi puste. Ożywa jednie w okresach przedświątecznych, kiedy miasto organizuje tam okolicznościowe jarmarki. Swoją rolę spełnia tylko parking.Jeśli sytuacja nadal będzie się utrzymywać władze miasta nie wykluczają zmiany przeznaczenia budynku. Został on wykonany w taki sposób, żeby obecna konstrukcja mogła utrzymać jeszcze trzy kondygnacje. "Wówczas ten poziom, tzw. zerowy, można by przeznaczyć na cele hadlowe, usługowe, a nad tym mogłyby powstać jeszcze dwie kondygnacje mieszkań" – wyjaśnia burmistrz Władysław Bieda.
Rozbudowa będzie możliwa, gdy jednak minie termin trwałości unijnego projektu, z którego miasto zdobyło dotację na budowę targowisko. Związku z tym nadbudowa będzie możliwa dopiero za półtora roku.
(Bartosz Niemiec/ew)