Jednak Małgorzata Morawska z krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego przekonywała w Poranku Radiu Kraków, że ustawy o szkolnych sklepikach nie należy odrzucać. "Potraktujmy ją jak pierwszy krok w dobrą stronę" - mówiła.
Małgorzata Morawska dodała, że bardzo dużo zależy też od rodziców - od tego, jakich nawyków nauczą swoje dzieci. A to ważne już od pierwszego roku życia, potem jest już za późno.
Zapis rozmowy Piotra Jędrzejewskiego z Małgorzatą Morawską z krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego.
Minął miesiąc od wprowadzenia nowych zasad sprzedaży w sklepikach i stołówkach szkolnych. Zniknęło śmieciowe jedzenie. Czy jednak zniknął problem?
- Chyba nie. Słyszałam, że rozwinął się czarny rynek w szkołach i batoniki są w wysokich cenach.
Ponoć 10 złotych za Marsa.
- To nie prowadzi do niczego dobrego.
Co zrobić w takim razie?
- Konieczna jest edukacja dzieci i rodziców. Rodzice muszą zdać sobie sprawę z problemu. Musimy reagować na bieżąco i wprowadzać dobre nawyki żywieniowe od początku. Początek to pierwszy rok życia.
Od pierwszego roku?
- Tak. Wtedy dziecko zaczyna jeść normalne pokarmy. Jak wtedy nie nauczymy dziecka wybierać odpowiednich rzeczy to wprowadzanie zdrowych nawyków w wieku 5,6 lat to jest późno.
To rodzice robią z dzieci grubasy?
- Troszkę tak. Żyjemy w biegu. Rodzice nie mają czasu. Łatwiej jest dać pieniążek. Jak dzieci widzą, że inne dzieci jedzą chipsy i drożdżówkę to potem wyśmiewają inne dzieci jedzące kanapki zrobione w domu. To szczyt wstydu.
Naprawdę? Wydaje się, że nic lepszego nie ma.
- Dla nas tak, ale dzieci widzą to inaczej. Fajniejszym się jest jak się zjada chipsy czy batoniki. To się kupuje w sklepiku. Jak przynosi się coś z domu to jest się biednym. To złe przeświadczenie. Potrzeba rodziców, żeby to okiełznali.
Co piąte dziecko w szkole ma nadwagę. Otyłość to przyczyna cukrzycy, chorób krążenia, kamicy żółciowej czy zmian zwyrodnieniowych. Nie zastanawiamy się nad tym?
- To prawda. Jak rodzice widzą, że dziecko zaczyna tyć to myślą, że wyrośnie czy wybiega. Spotkałam się z dziećmi 3-letnimi, które były otyłe. Tego się nie wybiega. Dzieci zaczynają jeść rzeczy, które lubią: serki, mięso w panierce, zaczynają wychodzić do przedszkola bez śniadania. To pierwsze nawyki. Jak prowadzimy dziecko do przedszkola, nawet jak ma tam zaraz śniadanie, powinno coś zjeść w domu. Z domu nie wychodzi się bez śniadania. Potem jak pójdzie do szkoły, będzie wiedziało, żeby nie iść bez śniadania. To pierwsze rzeczy.
Jak rodzice mają przekonać młodego człowieka, który już się przyzwyczaił, że woli batonik od suszonego jabłka? Ma pani jakąś radę?
- To jest strasznie trudne. Jak dziecko się już tego nauczyło a rodzice dopiero zauważają problem i zabieramy batonik to będzie dziecko jadło po kryjomu. Trzeba to zrobić rozsądnie. Trzeba zaplanować rację słodyczy, nie można zabronić. To nie doprowadzi do niczego dobrego.
Rośnie bunt wśród młodych ludzi. Zawiązują się struktury na profilach społecznościowych. Dzieci przynoszą do szkół sól i słodycze. Jak to rozwiązać? Odrzucić tę ustawę, poprawić, napisać na nowo?
-To trudne pytanie. Odrzucić jej całkowicie nie możemy.
To pierwszy krok?
- Dokładnie. Coś trzeba zrobić. W ten sposób pokazujemy problem. Mówimy - popatrz na swoje dziecko. Nasi rządzący coś chcą z tym zrobić. Może nie wiedzą, w którą stronę iść. Tu trzeba edukacji z pomysłem.
Dobry kucharz z nazwiskiem, który wjedzie do szkoły i pokaże?
- To wzbudzi zainteresowanie. Może. Jak to będzie smaczne...
Anglicy mieli swojego kucharza, który zrobił rewolucję w szkołach. Jakieś skutki te akcje znanych ludzi chyba przyniosły. Powinniśmy iść tym tropem?
- Być może. Osoby, które są autorytetami dla dzieci mogą zrobić coś fajnego. Jak piłkarz czy tenisista powie, że trzeba zjeść śniadanie złożone z tego i tego to może dzieci chętniej po to sięgną?
Co powinno być na to śniadanie?
- Dobrym pomysłem jest zwykła kanapka. Pod warunkiem, że pieczywo nie będzie białe i pszenne. Masło, chuda wędlina, warzywa. Jak dziecko wypije mleko czy kakao to super.
Przed wyjściem do szkoły śniadanie podobne?
- Tak. To może być jakaś owsianka, na przykład na słodko. Same płatki kukurydziane czy słodkie płatki to nie rozwiązanie. To proste, ale te produkty mają wysoki indeks glikemiczny. Dziecko zje i za chwile jest głodne. Chce zjeść batonik. Jak dziecko ma obniżony poziom glukozy staje się niespokojne. Ciężko takie dzieci okiełznać. To musi się wolno uwalniać w organizmie.