W połowie stycznia 1945 roku, na kilka dni przed wyzwoleniem, Niemcy zdecydowali się ewakuować w głąb Rzeszy około 56. tysięcy więźniów z obozu Auschwitz-Birkenau. Prowadzono ich pieszo w ekstremalnych warunkach między innymi do Gliwic i Wodzisława Śląskiego. Dla wielu skrajnie wyczerpanych więźniów marsz był ponad siły.
- Ta odległość, te 60 kilometrów do dziś zaznaczone jest mogiłami, w których złożone są ciała więźniów. To osoby, które zmarły z wyczerpania, głodu, zimna. Ci, którzy podejmowali próbę ucieczki, byli rozstrzeliwani przez konwojentów z SS - mówi Radiu Kraków Teresa Wontor-Cichy historyk z Centrum Badań Muzeum Auschwitz.
Według szacunków historyków podczas ewakuacji obozu mogło zginąć nawet do 9. tysięcy więźniów. Część pochowano w zbiorowych mogiłach w miejscowościach położonych przy trasie przemarszu.
- 19 stycznia 1945 roku niemiecki burmistrz Brzeszcz nakazał zebranie wszystkich ofiar Marszu Śmierci leżących przy drogach ewakuacji od Rajska aż po graniczną Wisłę. Zebrano 18 ofiar, które w tym dniu pochowano na cmentarzu w Brzeszczach - opowiada Dagmar Kopijasz z Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau.
Dla upamiętnienia ofiar Marszów Śmierci w piątek z Oświęcimia do Gliwic wyruszy III Bieg Pamięci ze Światłem Pokoju. Organizuje go katowicki oddział IPN oraz uczniowie z Zespołu Szkół Technicznych z Chorzowa.