"Nie da się być w tylu miejscach naraz, a wszędzie obowiązki są takie same - zauważa Grażyna Ralska z ZNP. "W jednej szkole się pracuje i nie da się zmieścić czasowo z wszystkimi obowiązkami, a w pięciu szkołach te same obowiązki, bo to że ktoś jest zatrudniony na trzy godziny czy na pięć godzin to nie znaczy, że on ma w jakiś sposób nie wywiązywać się wobec zadań tej szkoły. Dyrektorzy oczekują, że ten nauczyciel będzie współuczestniczył w życiu szkoły" - dodaje Ralska.
Największy problem z zatrudnieniem w jednej szkole mają nauczyciele uczący języków obcych. Jedną z takich osób jest Pani Ania, która uczy języka hiszpańskiego... w czterech placówkach. Jak sama stwierdza - najwięcej czasu zajmuje jej przemieszczanie się między budynkami.
"Pierwszy problem był z organizacją godzin i z ułożeniem planu lekcji. W żadnej szkole nie jestem w stanie zbyt długo zostać. Nauczyciel powinien jednak kontakt z uczniami mieć nie tylko na lekcji, ale też poza. Również jest dużo spraw organizacyjnych, którymi należy się zająć poza godzinami typowymi przy tablicy" - mówi Pani Anna. Jak dodaje nauczycielka - w tym momencie ma dwustu dodatkowych uczniów, których musi zapamiętać i poświęcić im swój czas.
Jak stwierdza małopolska kurator oświaty Barbara Nowak - nauczyciele od zawsze dzielili swoją pracę przynajmniej na dwie placówki i nigdy to nie było problemem. Jak dodaje Nowak - to nie jest wina zmian w reformie edukacji:"Ja jestem nauczycielem z 35. letnim stażem i 19 lat byłam dyrektorem i zawsze miałam takich nauczycieli, którzy pracowali w jednej i drugiej szkole, bo są takie przedmioty, gdzie naprawdę jeżeli szkoła jest niewielka to nauczyciel na przykład muzyki ma problem z tym żeby był zatrudniony w jednej szkole, bo za mało jest lekcji muzyki w tej szkole i tego się nie zmieni" - przekonuje małopolska kurator oświaty.
Według kuratorium - takiego problemu by nie było, gdyby nauczyciele doszkalali się w różnych dziedzinach i mogli uczyć różnych przedmiotów w jednej szkole.
(Dominika Baraniec/jp)