Chęci są i to duże, niestety gorzej już z finansami. Mieszkańcy Nowego Sącza popierają uchwałę antysmogową, ale boją się, że z realizacją jej założeń nie będzie łatwo.
"Kogo będzie na to stać? Ja mam 20-letni piec robiony w Bieczu. Jakbym miał pieniądze, to już dawno bym go wymienił" - mówi jeden z mieszkańców.
Te obawy podziela też Grzegorz Tabasz. Sądecki przyrodnik od lat angażuje się w walkę o czyste powietrze w Kotlinie Sądeckiej. "Pula ludzi, których było stać na wymianę instalacji z dużą dopłatą, bo drugie tyle trzeba było wyłożyć, została wyczerpana. Zostali ci, których na to nie stać. Jesteśmy jednym z 6 najuboższych krajów Unii. Skąd mamy wziąć na to pieniądze? Uchwaliliśmy kolejnego gniota, który będzie leżał na półce. Jak przyjdzie tzw. "godzina zero", to się okaże, że król jest nagi..." - stwierdza Grzegorz Tabasz.
"Godzina zero" wybije 1 stycznia 2023 roku. Do tego czasu mają zostać wymienione wszystkie stare piece, z wyjątkiem pieców klasy 3 i 4, dla których przewidziano 10-letni okres przejściowy, do końca 2026 roku. Z punktu widzenia ekonomicznego okres przejściowy będzie w tym wypadku niezmiernie ważny. "W zamyśle tych, którzy przygotowywali uchwałę, jest objęcie wszystkich mieszkańców, ale z perspektywą czasową. Są jeszcze domy ze starymi kaflowymi piecami, które trzeba rozebrać i wstawić nowy ekologiczny piec. Tu może być problem" – zaznacza dr Grzegorz Przydatek z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu.
Druga kwestia dotyczy samego paliwa. Uchwała antysmogowa wprowadza zakaz spalania mułów i flotów węglowych zdecydowanie tańszych niż węgiel. Jerzy Czop, właściciel składu opałowego w Nowym Sączu przyznaje, że mieszkańcy zwracają uwagę na cenę węgla choć w ostatnich miesiącach zauważa wzrost zainteresowania ekogroszkiem. Tona tego paliwa kosztuje od tysiąca zł w górę, za tonę zwykłego węgla zapłacimy ok. 900 zł. Pozostaje jeszcze kwestia drewna. Uchwała mówi, że zabronione będzie spalanie drewna o wilgotności powyżej 20%. Tu pojawia się kolejny problem kontrolowania takich palenisk. "Jakie urządzenie jest potrzebne, by wynik pomiaru wilgotności nie był podważalny" - pyta Marta Wieciech–Kumięga, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska w sądeckim magistracie.
Odpowiednie paliwo i odpowiedni kocioł nie są jednak gwarancją sukcesu. Ważna jest też edukacja, bo nawet posiadając piec najnowszej generacji, trzeba umieć go obsługiwać. "Ludziom nie tłumaczy się, na czym polega rozpalanie takiego pieca. Jeśli nie użytkuje się tego, tak jak się należy, to mamy smog. Ludzie na przykład nie wiedzą, że do takiego pieca nie powinno się dokładać węgla w trakcie palenia" - zaznacza pan Tomek, który zajmuje się rozwożeniem węgla w Nowym Sączu.
Szacuje się, że w całej Małopolsce trzeba będzie wymienić 450 tys. pieców.
(Marta Tyka/ew)
Obserwuj autorkę na Twitterze: