Rzecznik narodowego przewoźnika lotniczego podał na platformie X, że PLL LOT „podjęły decyzję o zawieszeniu połączeń do Tel Awiwu do 15 marca włącznie oraz zgodnie z rekomendacją EASA (Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego - PAP) o odwołaniu rejsów do Dubaju i Rijadu do 2 marca”. LOT nie ma w swojej siatce połączeń do Kataru.
Moczulski we wcześniejszej rozmowie z PAP pytany o to, czy ze względu na zakłócenia w regionie, inne loty są opóźnione lub odwołane, informował, że reszta siatki połączeń jest realizowana zgodnie z planem.
W związku z sobotnimi nalotami przeprowadzonymi na Iran przez USA i Izrael, wiele państw z Bliskiego Wschodu zamknęło przestrzeń powietrzną. W sobotę rano do Warszawy zawrócony został samolot PLL LOT, który leciał do Dubaju. Narodowy przewoźnik informował ponadto, że wstrzymał czasowo loty do Izraela. Szef resortu infrastruktury Dariusz Klimczak wskazywał, że wszystkie rejsy LOT-u do i z Tel Awiwu zostały odwołane do godz. godz. 10.00, 3 marca.
Polski resort spraw zagranicznych w sobotę po południu informował również za pośrednictwem platformy X, że w związku z trwającą zakrojoną na szeroką skalę operacją militarną na Bliskim Wschodzie prawdopodobne są dalsze zamknięcia przestrzeni lub znaczne utrudnienia w ruchu lotniczym, także nad Jordanią, Arabią Saudyjską, Libanem i Syrią.
Loty w regionie odwołały m.in. brytyjska linia lotnicza Virgin Atlantic, Air Arabia, Norwegian Air Shuttle (z i do Dubaju), Air France (do i z Tel Awiwu i Bejrutu), holenderska KLM (na linii Amsterdam - Tel Awiw), Wizzair (połączenia z Izraelem, Dubajem, Abu Zabi i Ammanem; do 7 marca), Lufthansa (połączenia z Tel Awiwem, Bejrutem, Omanem; do 7 marca), Qatar Airways, Turkish Airlines (połączenia z Katarem, Kuwejtem, Bahrajnem, ZEA, Omanem), Bulgaria Air (połączenia z Tel Awiwem do 2 marca) i Air India do wszystkich krajów Bliskiego Wschodu.
Szef MSZ: pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w regionie Bliskiego Wschodu
Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że pewna liczba Polaków utknęła na lotniskach w regionie Bliskiego Wschodu. Zaznaczył, że są za nich odpowiedzialne linie lotnicze, a polscy konsulowie starają się do nich dotrzeć. Zapewnił, że aktualnie polscy obywatele nie są w niebezpieczeństwie.
Minister spraw zagranicznych pytany w TVN24 w sobotę wieczorem o to, czy może potwierdzić informacje, iż Polacy przebywający na Bliskim Wschodzie nie są w niebezpieczeństwie, odpowiedział, że „póki co, dzięki Bogu, tak”. - Ale jak wiemy sytuacja zmienia się co chwila, więc mam nadzieję, że tym razem wszyscy doceniają, że od wielu tygodni apelowaliśmy, aby nie udawać się do krajów Bliskiego Wschodu i bardzo proszę o traktowanie tych ostrzeżeń poważnie - odpowiedział Sikorski.
- Tydzień temu sam premier ostrzegał przed rozwijającą się sytuacją wokół Iranu. Tam, dzięki Bogu, mamy więcej pracowników ambasady, niż Polaków przebywających w Iranie, ale pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w tym regionie - zaznaczył minister. Dodał, że są za nich odpowiedzialne linie lotnicze, a polscy konsulowie starają się do nich dotrzeć.
Jak powtórzył „sytuacja zmienia się co chwila”. - Na dzisiaj bezpieczny jest Egipt i jeszcze są loty - ale to się może zmienić - z Jordanii i Arabii Saudyjskiej. Wydaje się, że najbezpieczniejsza droga wyjazdu, to już w tej chwili droga lądowa - ocenił Sikorski.
Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły w sobotę ataki na Iran. Minister obrony Izraela Israel Kac powiedział, że uderzenie ma charakter wyprzedzający. Prezydent USA Donald Trump potwierdził, że armia amerykańska rozpoczęła „dużą operację bojową”, zapowiedział, że Iran nie zdobędzie broni jądrowej i wezwał naród irański do przejęcia władzy w kraju. Iran w odwecie zapowiedział ataki na wszystkie bazy USA na Bliskim Wschodzie.
Sikorski pytany, na ile Europejczycy i Polska byli konsultowani przez USA i Izrael przed tym atakiem, odpowiedział, że „konsultowani, to za duże słowo, ale mieliśmy pewną wiedzę uprzedzającą, o której szczegółach nie mogę mówić”.