Cleo (Yalitza Aparicio) i Adela (Nancy García García) pracują dla rodziny reprezentującej typową klasę średnią w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku w Meksyku. Pani domu, matka czwórki dzieci Sofia (Marina de Tavira) rozpaczliwie próbuje ratować swój rozpadający się związek, natomiast Cleo przeżywa pierwsze, miłosne uniesienia. Wkrótce jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikuje prawdę o jej związku. Starając się nadać nowy sens miłości i poczuciu solidarności w kontekście hierarchii społecznej, gdzie klasa i rasa są ze sobą pokrętnie splecione, Cleo i Sofia po cichu i w ukryciu zmagają się ze zmianami przenikającymi ich rodzinny dom. Ich osobisty dramat rozgrywa się równolegle z zamieszkami w kraju, w którym dochodzi do starć między wspieraną przez rząd milicją a demonstrującymi studentami.
„Roma” przywodzi na myśl słowa Antonioniego, który twierdził, że kobiety są dla niego najbardziej fascynującymi bohaterkami ze względu na szeroki (w przeciwieństwie do mężczyzn) wachlarz psychicznych przeżyć. U Cuaróna są nieprzewidywalne i nieodgadnione, silne i kruche, cierpiące i bezwzględnie kochające, wolne i skrępowane zarazem, znoszące upokorzenia, upadające i wstające z kolan, choć wiatr wieje im prostu w oczy.
„Roma” to bez wątpienia jeden z najlepszych filmów 2018 roku – portret kobiet, które jak udowadnia reżyser, nie powiedziały nam o sobie wszystkiego.
Urszula Wolak