Bohater, by poprawić jakość swego obecnego życia, postanawia powrócić do tamtego nie do końca – jak się okazuje – beztroskiego okresu, by…. nauczyć się przeżywania siedmiu podstawowych uczuć. Ta utkana z fragmentów podróż do przeszłości obfituje w szereg komicznych sytuacji, ale niesie ze sobą również moc wzruszeń i smutnych refleksji. Jak odnaleźć szczęście? Jak uporać się z traumą dzieciństwa? Jak wreszcie odpowiedzieć na pytanie kim się jest? To pytania, które zadaje swoim bohaterom i widzom Marek Koterski.
W rolę sfrustrowanego inteligenta Adasia (znanego dobrze z poprzednich filmów reżysera) wciela się syn reżysera Michał. W „7 uczuciach” obserwujemy genezę kultowej postaci i dowiadujemy się, dlaczego bohater stał się neurotycznym, samotnym i nieszczęśliwym człowiekiem jak z „Z dnia świra” czy „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Powrót do dzieciństwa Adasia stał się dla twórcy doskonałą okazją do wybrania niekonwencjonalnej drogi w celu sportretowania tego okresu. Rolę dzieci grają bowiem u niego dorośli. Koterski sugestywnie podpowiada tym samym, że wejście w dorosłość wcale nie wyzwala z Gombrowiczowkiego „upupienia” wyniesionego z rodzinnego domu.
Ciekawych tropów w „7 uczuciach” znajdziemy znacznie więcej, tyle tylko, że reżyser nie do końca pragnie je rozwijać. Zmierza do oczywistej puenty okraszając ją dodatkową dosadnym komentarzem wypowiedzianym w dramatycznym tonie przez postać graną przez Sonię Bohosiewicz, byśmy my widzowie nie mieli przypadkiem wątpliwości, że wszyscy jesteśmy źle wychowani.
Urszula Wolak