Swą historię oparł na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce we wczesnych latach 90. we Francji, gdy powstała tam organizacja Act Up walcząca o poprawę sytuacji osób zarażonych wirusem HIV i zmagających się z Aids – nie tylko reprezentantów mniejszości homoseksualnych. Dzieło święciło w minionym roku triumfy na najważniejszych międzynarodowych festiwalach, w tym w Cannes i w Wenecji. Zostało też uznane najlepszym filmem we Francji zgarniając aż sześć prestiżowych Cezarów.
To film ważny i odważny z kilku powodów. Nie tylko dlatego, że opowiada o ważnym momencie w społecznej historii Europy, ale również dlatego, jak podpowiada reżyser, że wyczuwalny jest w nim smutek związany ze stratą tych wszystkich ludzi, których podziwialiśmy, kochaliśmy i z którymi się śmialiśmy. „Jednak staram się skupić na tych z nas, którzy przetrwali i wciąż walczą z chorobą” - powiedział Campillo. Aktualność „120 uderzeń serca” jest zadziwiająca. Trudno oprzeć się wrażeniu, że akcja rozgrywa się „tu” i „teraz”, a nie w latach 90., kiedy to aktywiści z Act Up inicjowali szereg wydarzeń mających na celu zwrócenie uwagi na problem osób zarażonych wirusem HIV; wdzierali się do do szkół i edukowali młodzież w szkołach, rozwieszali plakaty z „krzyczącymi” hasłami, mówili o śmierci podczas – wesołych z gruntu – tęczowych parad, obrzucali sztuczną krwią przedstawicieli firm farmaceutycznych. Wszystko po to, by świat wreszcie usłyszał o potrzebach i problemach chorych na Aids.
„120 uderzeń serca” skupia się jednak nie tylko na tym, co publiczne, ale też pokazuje osobisty wymiar nieuchronnej tragedii. Z bohatera zbiorowego powoli wyłaniają się jednostki, których historie budzą poruszenie. W parze ze śmiercią idzie bowiem miłość, z której nie chcą rezygnować nawet ci, na których śmierć czeka już za najbliższym rogiem.
O filmie „120 uderzeń serca” Robina Campillo rozmawiamy dziś o godz. 18.30 w programie „Kinowyprawy” Radia Kraków. Gościem Uli Wolak będzie Ola Starmach z Kina Pod Baranami.
Urszula Wolak