I właśnie na koncert Akademii Muzycznej „Penderecki - 88. rocznica urodzin” chciałam przede wszystkim zwrócić uwagę, bo był to wyjątkowo wzruszający wieczór, zorganizowany nie tylko przez uczelnię, ale także Stowarzyszenie Ludwiga van Beethovena i KBF. Koncert odbył się 23 listopada – a więc dokładnie w dniu urodzin – w Sali Audytoryjnej im. Krzysztofa Pendereckiego w ICE Kraków i zgromadził tłumy. Wieczór ten był wzruszający nie tylko dlatego, że na widowni zasiadła rodzina Krzysztofa Pendereckiego, przyjaciele, znajomi, uczniowie, społeczność akademicka i mieszkańcy Krakowa, ale przede wszystkim dlatego, że muzyka Mistrza wybrzmiała w bardzo młodej interpretacji.

Na scenie pojawili się studenci AM w Krakowie – chór i orkiestra – około 200 osób, młodych, zaczynających swoją muzyczną drogę. Młode zespoły poprowadził Maciej Tworek, profesor AM, dyrygent, który przez ostatnie 15 lat współpracował z Krzysztofem Pendereckim, przygotowując wspólnie z Mistrzem orkiestry na całym świecie, a i często już później współprowadząc z kompozytorem poszczególne wykonania.

I właśnie ta młodość, ta świeżość wykonania zafascynowała mnie najbardziej. Patrząc na tych młodych muzyków, zdałam sobie sprawę, że dla nich Krzysztof Penderecki jest postacią historyczną, encyklopedyczną; są przecież zbyt młodzi, aby mieli szansę go poznać, albo razem z nim pracować. Być może też dla wielu z nich było to pierwsze zetknięcie się z muzyką Krzysztofa Pendereckiego od strony wykonawczej. I właśnie wykonanie młodych artystów okazało się bardzo entuzjastyczne i ten ich entuzjazm udzielił się także publiczności.

Inna sprawa, że dyrygent Maciej Tworek ma w sobie ogromne ciepło i empatię, czym zniewala młodych muzyków; widać, że oni wykonują tę muzykę, najlepiej jak potrafią, grając i śpiewając dla swojego profesora-dyrygenta. A poza tym wydaje mi się, że w tej chwili Maciej Tworek należy do najlepszych interpretatorów muzyki Krzysztofa Pendereckiego i to się czuje.

Wieczór, który wypełniła muzyka Jubilata, otworzył napisany w 1997 roku na tysiąclecie Gdańska „Hymn do św. Wojciecha”, następnie zabrzmiała „Lacrimosa” z „Polskiego Requiem”. I tu solistką była Iwona Hossa, fantastyczna sopranistka, która przez 17 lat współpracowała z Krzysztofem Pendereckim i w swoim repertuarze ma – jak powiedział mi po koncercie – wszystkie jego dzieła wokalno-instrumentalne. Na finał zabrzmiała II Symfonia „Wigilijna”, pochodząca z lat 1979-80, skomponowana w stylistyce wręcz romantycznej. Wiele tu wspaniałych tematów, świetnej harmonii i potężnej instrumentacji. A uważny słuchacz na pewno wychwyci powtarzany kilka razy cytat z kolędy „Cicha noc”, skąd zapewne wziął się podtytuł tego utworu, zresztą nadany przez wydawcę.

To był bardzo udany wieczór. Publiczność nagrodziła wykonawców długimi brawami. A ja słuchając tej muzyki, myślałam przede wszystkim o fenomenie Krzysztofa Pendereckiego, artysty, który się nie dał zaszufladkować, który starał się zawsze być sobą. Co nie było łatwe w tamtych czasach. Zwłaszcza że Krzysztof Penderecki komentował muzyką rzeczywistość, a to nie wszystkim się podobało.

Choćby taka „Lacrimosa”. Jej historia powstania jest wręcz filmowa. W licznych źródłach znajdziemy informację, że 1980 roku Penderecki otrzymał zlecenie od Solidarności na napisanie utworu, który uświetniłby ceremonię odsłonięcia pomnika upamiętniającego ofiary "wydarzeń grudniowych" w Stoczni Gdańskiej. A dokładnie, jak wspominał kompozytor, zadzwonił do niego Lech Wałęsa i powiedział: „Czy pan się podejmie napisania utworu na odsłonięcie pomnika, bo pańscy koledzy odmówili? Czy pan się nie boi?”.

Wraz ze skomponowaniem „Lacrimosy” rozpoczyna się historia „Polskiego Requiem” – utworu, który powstawał 25 lat i poświęcony był postaciom związanym z historią naszego kraju . W ciągu następnych lat powstały kolejne części: w 1981 roku „Agnus Dei” pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego; w 1982 roku „Recordare” z okazji beatyfikacji o. Maksymiliana Marii Kolbego. Później „Dies Irae” zadedykowane zostało ofiarom Powstania Warszawskiego, zaś „Libera Me” upamiętniła ofiary Zbrodni Katyńskiej (m.in. te fragmenty Requiem zostały użyte w filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy). W 1993 Penderecki dodał część „Sanctus” do utworu, a następnie w 2005 roku dokomponował „Chaconne” dedykowaną papieżowi Janowi Pawłowi II.

Słuchając koncertu, myślałam też o tym, że Krzysztof Penderecki, który pochodził z Dębicy, miasta przed wojną wielokulturowego, potrafił w swoich utworach połączyć Wschód z Zachodem i tradycję z nowoczesnością. Wyrósł z buntu najpierw przeciw tradycji, później awangardy, ale wrócił do tradycji. Zarzucano mu wiele zwrotów stylistycznych. Ale on ciągle powtarzał, że chodzenie własną drogą wymaga błądzenia i kluczenia. Bo aby iść do przodu trzeba się czasem cofnąć. Nie pisał dla poklasku. I pewnie dlatego jego muzyka jest szczera, uniwersalna i tak wspaniale przechodzi próbę czasu. Zwłaszcza wykonywana przez młodych artystów ma wielka moc. I to się dało odczuć na koncercie Akademii Muzycznej w Krakowie.