„Aferim!”
Reż. Radu Jude
Prod. Rumunia/Bułgaria/Czechy/Francja 2015
Na polskim plakacie rumuńskiego filmu czytamy, że jest on skrzyżowaniem „Papuszy” Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze z „Rękopisem znalezionym w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa. To dość powierzchowne skojarzenia, choć przyznaję, że podczas oglądania nowego filmu Radu Jude oba te tytuły przemknęły mi przez głowę. Podobnie jak „Dawno temu na Dzikich Zachodzie” Sergio Leone czy któryś z sowieckich easternów, bo opowieści rumuńskiego reżysera śmiało można by nadać tytuł „Dawno temu na Dzikim Wschodzie”.
Akcja pełnej suspensu i nieoczekiwanych zwrotów akcji opowieści – przedstawionej w poetyce kina drogi – rozgrywa się w roku 1835 na Wołoszczyźnie. Bezkresne przestrzenie tej urokliwej krainy przemierza dwóch jeźdźców – policjant Constandin i jego syn Ionita, który stara się mu pomóc w poszukiwaniach zbiegłego cygańskiego niewolnika. Uciekł pewnemu wysoko postawionemu szlachcicowi, ponadto podejrzany jest o kradzież i uwiedzenie mu żony. W długiej i uciążliwej podróży Constandin, który z niejednego pieca chleb już jadł, i jego syn-żółtodziób, który „nie zna jeszcze życia”, spotykają ludzi różnych narodowości, przekonań i religii – Rumunów, Węgrów, Turków, Rosjan, chrześcijan, Cyganów i Żydów, bogatych i biednych, wolnych i niewolników. Wszyscy bez wyjątków pielęgnują w sobie przesądy i uprzedzenia wobec „innych” czy „obcych”przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Ten atrakcyjny film drogi, urzekający czarno-białą fotografią, plastyką i kompozycją kadrów, jest właściwie przypowieścią o tym, co w nas nie najlepsze, a jednocześnie pieczołowicie pielęgnowane. Jeśli kiedyś już usłyszeliśmy, że ziemia jest płaska, trudno nam uwierzyć, że jest inaczej. Jeszcze trudniej, że nie jesteśmy jej pępkiem. Znakomite kino na ten trudny czas, w którym się znaleźliśmy. Gorąco polecam.
Jerzy Armata