Choć policja nie prowadzi szczegółowych statystyk odnośnie drobnych kradzieży w sklepach, mundurowi przyznają, że problem jest coraz większy. "W ubiegłym roku przeniesiono granicę wartości kradzieży, rozdzielającej wykroczenie od przestępstwa" - tłumaczy Katarzyna Cisło z małopolskiej policji. Wcześniej, jeśli ukradliśmy coś o wartości powyżej 250 złotych, automatycznie stawaliśmy się przestępcami i groziła nam kara więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. W ubiegłym roku ustalono, że "dolna granica przestępstwa" będzie równa 1/4 płacy minimalnej.
Dziś to dokładnie 420 złotych. Za kradzieże poniżej tej kwoty grozi nam już nie więzienie, a kara grzywny. Ta zmiana miała odciążyć sądy, które każdego roku musiały rozpatrywać dziesiątki tysięcy spraw o niewielkie "przywłaszczenia". "Nowelizacja ustawy zachęciła niestety sporo osób do drobnych kradzieży. Dlatego, choć spadła liczba przestępstw, znacznie wzrosła liczba wykroczeń" - przyznaje Cisło.
Zmianę ustawy odczuli przede wszystkim właściciele stacji benzynowych i drobnych sklepów. Niektórzy z nich postanowili działać na własną rękę, wieszając na drzwiach wejściowych czy wrzucając do sieci zdjęcia osób z "nieuregulowanymi rachunkami". Nikt z zapytanych przez nas właścicieli nie chciał jednak sprawy komentować. Poza mikrofonem mówiono nam o prawdziwej pladze, o tym, że właściciele wielu sklepów sieciowych w "wydatkach stałych" kalkulują straty związane z kradzieżami. O tym, że w niektórych lokalach właściciele kupują specjalny zapas produktów, by móc uzupełniać ograbione półki. Oficjalnie nikt mówić jednak nie chce. Jedni tłumaczą się "nękaniem i szantażowaniem przez złodziei", inni "wizerunkiem firmy".
Czy więc umieszczanie "zdjęć wstydu" to dobry sposób na nieuczciwych klientów? Mecenas Michał Jaworski, choć przyznaje, że zmiana ustawy "o kradzieżach" do najbardziej trafionych nie należała, dodaje też, że samowolne wykorzystanie czyjegoś wizerunku również jest nielegalne. Jak mówi, zarówno kradzież, jak i bezprawne zasugerowanie, że ktoś jest złodziejem, należy uznać za praktyki naganne. Zgodnie z ustawą, jeśli "złodziej" poczułby się urażony zdjęciem wywieszonym na drzwiach, mógłby skierować sprawę do sądu i domagać się usunięcia godzącego w wizerunek zdjęcia, przeprosin, zadośćuczynienia czy też wpłaty danej kwoty na cele społeczne.
- Zachęcamy właścicieli sklepów, by zamiast na własną rękę wykorzystywać nagrania z monitoringu, po prostu zanieśli je do nas - mówi Katarzyna Cisło.
Policja zapewnia, że nawet w sprawie drobnych kradzieży zostanie uruchomione postępowanie. W dalszym ciągu jednak, jeśli wartość skradzionego towaru nie przekracza 420 złotych, najprawdopodobniej złodzieja czeka jedynie kara grzywny. Zgodnie z nową ustawą, każdego roku ta "dolna granica" będzie się przesuwała wprost proporcjonalnie do wysokości płacy minimalnej. W przyszłym roku ma ona wzrosnąć o 70 złotych. Złodziej nie trafi więc za kraty, jeśli ukradnie towar o wartości do 437,5 zł.
(Karol Surówka/ko)