MPK dementuje kolejne domysły internetowych „ekspertów”
W sieci po wczorajszym zderzeniu dwóch tramwajów przy ul. Bieńczyckiej w Nowej Hucie szybko pojawiły się spekulacje o rzekomym rozłączeniu wagonów, awarii hamulców czy fatalnym stanie technicznym składów. MPK stanowczo dementuje te tezy i apeluje, by nie wyciągać pochopnych wniosków przed zakończeniem śledztwa. Jak podkreśla rzecznik przewoźnika Marek Gancarczyk, „nie ma mowy o złym stanie technicznym tramwajów”, a rozchodzące się w internecie hipotezy nie mają potwierdzenia w faktach.
- Dementuję jednoznacznie, że wagony się rozdzieliły. Przed rondem Kocmyrzowskim stał skład wagonów 105Na. W ten wagon uderzył wagon linii 5. Szukamy przyczyny, dlaczego tak się stało. To, co widać na zdjęciach i filmach, to już efekt.
MPK odpowiada również na komentarze obciążające odpowiedzialnością motorniczego, zaznaczając, że na tym etapie takie osądy są przedwczesne. „Tego typu komentarze, wyciąganie wniosków są na razie nie na miejscu i naprawdę należy dać czas służbom, żeby dokładnie to wyjaśniły” – podkreśla rzecznik.
Przewoźnik zapewnia również, że oba składy miały aktualne badania techniczne, a ich wiek nie przesądza o bezpieczeństwie. Tramwaje są projektowane tak, by mogły wozić pasażerów nawet kilkadziesiąt lat, pod warunkiem regularnych przeglądów i modernizacji, które w Krakowie są prowadzone na bieżąco.
Gancarczyk przypomina w rozmowie z Radiem Kraków, że każdy tramwaj zanim wyjedzie na ulice musi przejść homologację i spełniać rygorystyczne normy bezpieczeństwa.
„Gdyby były niebezpieczne, nie mogłyby wyjeżdżać na ulice Krakowa” – zaznacza.
Wycofywanie najstarszych „stopiątek” ma związek z dostępnością i komfortem podróży, a nie z zagrożeniem dla pasażerów: chodzi m.in. o brak udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami czy niski standard wyposażenia.
Wzorowa akcja ratunkowa
Samo zderzenie wyglądało bardzo groźnie i wiązało się z dużą liczbą poszkodowanych. Ucierpiało łącznie 35 osób, jednak – jak relacjonuje MPK – większość odniosła lekkie obrażenia, takie jak potłuczenia, otarcia czy siniaki. Dziewięć osób przewieziono do szpitali.
Na miejscu błyskawicznie pojawiły się służby ratunkowe, a akcja była prowadzona sprawnie. „Parę minut po tym zdarzeniu już na miejscu pojawiły się pierwsze karetki. Każdy, kto potrzebował pomocy, mógł na nią liczyć” – mówi Marek Gancarczyk.
Co ciekawe, dokładnie taki sam scenariusz krakowskie służby ćwiczyły przed kilkoma tygodniami, by udoskonalić system współpracy pomiędzy strażą pożarną, pogotowiem i policją.
Stan motorniczego uległ poprawie
Dobre wieści płyną też ze szpitala Rydygiera. Najbardziej poszkodowany w wypadku motorniczy przeszedł już operację. Jego stan z ciężkiego poprawił się i określany jest jako średnio ciężki. Mężczyzna ma wielomiejscowe obrażenia nóg oraz twarzoczaszki. Znajduje się pod ciągłą obserwacją lekarzy i jest już przytomny.
Sprawę wypadku bada w tej chwili specjalna komisja. Tramwaje znajdują się w zajezdni, gdzie są wnikliwie analizowane przez ekspertów. Przyczyny wypadku również będzie wyjaśniać Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Krakowie.
Będzie postępowanie prokuratorskie ws. zderzenia tramwajów w Krakowie
Prokuratura będzie wszczynać postępowanie w sprawie spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. W środę do późnego wieczora na miejscu pracowała policja, prokurator oraz biegli.
- Być może na razie zostanie wszczęte postępowanie o umyślne spowodowanie katastrofy. Jest to przestępstwo zagrożone karą do lat 10. Wszystkie wersje będą badane, na pewno też będzie badane, czy to wina po stronie motorniczego, czy inne losowe zdarzenie. Tramwaje zostały zabezpieczone. Będzie badany ich stan techniczny, bo on mógł się przyczynić do tego zdarzenia - mówi prokurator Oliwia Bożek-Michalec z prokuratury okręgowej w Krakowie.