- Ta sprawa jest sprawą innego kalibru. Chodzi o to, że zamiast powiedzieć, że Artur Ławrowski nie został ponownie powołany powiedziałem, że został odwołany. To sprawa semantyczna. Dlatego sąd nie zarządził przeprosin, ale sprostowanie. To drobny błąd językowy, który sprostuję. On nie ma wpływu jednak na to, że moja 4-letnia krytyka Jacka Majchrowskiego jest zasadna - mówi Łukasz Gibała.
Z kolei Monika Chylaszek - rzeczniczka prasowa prezydenta Majchrowskiego - zaznacza, że pozew w trybie wyborczym został wniesiony do sądu, bo słowa wypowiedziane przez Gibałę były ewidentnym kłamstwem. "Są konkursy na dyrektora szkoły. Gdy ten pan tego konkursu nie wygrał, prezydent Majchrowski napisał pismo do pani kurator z prośbą, żeby dyrektor tę funkcję mógł dalej pełnić" - mówi.
Wyrok w tej sprawie jest prawomocny. Gibała ma 24 godziny na opublikowanie sprostowanej informacji na pierwszej stronie krakowskiego dodatku Gazety Wyborczej.
Przypomnijmy, poszło o wypowiedź Łukasza Gibały na jego konwencji wyborczej 23 września. Mówiąc o Arturze Ławrowskim - byłym dyrektorze Zespołu Szkół Integracyjnych - kandydat na prezydenta powiedział, że "odwołali go urzędnicy Majchrowskiego".
"To kłamstwo" - odpowiadał prezydent. Wyjaśniał, że Artur Ławrowski nie wygrał konkursu na stanowisko dyrektora, a jego powołaniu sprzeciwiła się później także małopolska kurator oświaty. Łukasz Gibała przyznaje, że rzeczywiście Ławrowski nie wygrał konkursu, ale - jak twierdził - zdecydowały o tym głosy urzędników magistratu, dlatego nie wycofał się ze swych słów.
(Dominika Kossakowska/Joanna Orszulak/RK/ko)