Baletowa premiera „Requiem” Mozarta, w choreografii i reżyserii Jacka Tyskiego, która odbyła się w sobotę 28 marca w Operze Krakowskiej, zabrzmiała przejmująco. Pokazała kruchość naszego świata i szybkość przemijania, co wyjątkowo dało się odczuć w dniu, w którym rozpoczęła się kolejna wojna. Ale premiera pokazała też, że oto mamy w Krakowie zespół baletowy z prawdziwego zdarzenia, który może zatańczyć absolutnie wszystko. Jackowi Tyskiemu, kierownikowi Baletu Opery Krakowskiej, po kilku latach pracy udało się zgromadzić świetnych tancerzy. I to doceniła wczoraj publiczność, która po spektaklu zgotowała artystom długą owację na stojąco.
Czy można zatańczyć „Requiem” Mozarta? To pytanie mnie nurtowało, bo przecież requiem to przede wszystkim msza żałobna. A połączenie mszy z tańcem w naszej kulturze, a zwłaszcza mszy żałobnej, praktycznie nie istnieje. Ale dlaczego nie spróbować? Przecież taniec, ruch, przekazuje te same emocje co muzyka i śpiew. Jeżeli więc potraktujemy tancerzy jak instrumenty, to okaże się, że partytura Mozartowskiego dzieła jest „wzmocniona” o dodatkowy skład. I z takiego założenia wyszedł choreograf. Zresztą Jacek Tyski po raz trzeci sięgał po „Requiem” Mozarta. Ale jak sam zauważył, za każdym razem inaczej. Widać, że ten temat go nurtował, nie dawał mu spokoju i dopiero w Operze Krakowskiej udało mu się z orkiestronu wydobyć solistów i stworzyć dzieło, o jakim myślał od zawsze.
Na pierwszym planie tej premiery byli oczywiście tancerze. Ale należy docenić muzyczne przygotowanie tego dzieła, którego się podjął Marc Moncusi, hiszpański dyrygent. Utwór ten, ostatnie niedokończone dzieło Mozarta, owiane tajemniczą legendą, spopularyzowaną przez słynny film „Amadeusz” Milosa Formana, jest skomponowany na orkiestrę, chór i czworo solistów.
Już samo połączenie tego świata muzycznego ze światem tanecznym na jednej scenie było wyzwaniem. Zwłaszcza dla śpiewaków: chóru i solistów: Zuzanna Caban-sopran, Monika Korybalska – alt, Jarosław Bielecki – tenor, Sebastian Marszałowicz – bas. Choćby dlatego że tempa były czasem trochę inne, przygotowane „pod tancerzy”, a poza tym na scenie przenikały się światy wokalne i taneczne, i w tych warunkach śpiewanie nie było łatwe. W ruchu, w reakcjach z tancerzami, w odgłosach kroków baletu, w permanentnym panowaniu nad przestrzenią, to nowość nawet dla operowych śpiewaków. Ale efekty okazały się znakomite. Wszystko razem „zagrało” tworząc spójne przedstawienie.
Nie jest to balet narracyjny. Tu nie ma historii. Tu raczej każda z części mszy przynosi inne nastroje, inne emocje. Każdy z widzów zapewne inaczej odbierze to wykonanie, bo też każdy ma swój świat wrażliwości. Niemniej dla mnie ten spektakl był niezwykle wzruszający. Z tanecznego punktu widzenia, bardzo emocjonalnie odebrałam duet w Lacrimosie (tańczyli Malika Tokkozhina i Yauheni Raukuts) oraz finał, gdy w pauzie przed ostatnimi akordami słychać było przyspieszony oddech tancerzy. Nie wiem czy był to zamierzony efekt, ale dla mnie stał bardzo symboliczny: nie uciekniemy przed swoim przeznaczeniem. Niezwykle mi się też podobała taneczna realizacja mozartowskich fug, gdy każde wejście kolejnego głosu w chórze i orkiestrze połączone zostało z wejściem kolejnych czwórek tancerzy. Polifonia przedstawiona ruchem idealnie oddaje założenia kompozytora.
Pod względem plastycznym spektakl jest czysty, bardzo klarowny, w szarościach i bieli, z białoczarną górą w tle, która na naszych oczach rośnie i na koniec maleje (scenografia: Stefania Chiarelli). Zachwycają kostiumy zaprojektowane przez Martę Koncewoj, bardzo proste a jednocześnie z pomysłem. Zachwycają fryzury. W tym spektaklu przemyślany jest każdy szczegół.
Tak słuchając muzyki, pomyślałam, że największym paradoksem, ironią historii, żartem zza grobu jest fakt, że „Requiem” napisane w około 80 procentach przez Sussmayra, ucznia Mozarta i współpracownika, należy do najczęściej wykonywanych i najbardziej znanych utworów… Mozarta. Prawda jest taka, że Mozart pozostawił jedynie dwie pierwsze części „Requiem”: „Introit” i „Kyrie” oraz początkowe fragmenty części trzeciej. Po kilku taktach słynnej „Lacrimosy” rękopis się urywa. Na zlecenie żony kompozytora, Sussmayr dokończył dzieło. Na podstawie szkiców i ustnych uwag Mozarta uzupełnił „Sekwencję” i „Offetorium” oraz napisał trzy pozostałe części: „Sanctus”, „Benedictus” i „Agnus Dei”.
Teraz w Operze Krakowskiej, ta słynna muzyka otrzymała inny wymiar, taneczny, bardzo ciekawy i zmuszający do zastanowienia nad życiem i przemijaniem. Ale okazała się też nadzieją, bo jeżeli jest zespół baletowy, który dobrze tańczy, to może zobaczymy inne baletowe hity: Strawińskiego, Ravela, Debussy’ego, Prokofiewa…
Ale póki co trzeba zobaczyć „Requiem”, bo to przedstawienie ma siłę, energię i robi wrażenie.
***
Kierownictwo muzyczne | Marc Moncusí
Reżyseria i choreografia | Jacek Tyski
Scenografia | Stefania Chiarelli
Kostiumy | Marta Koncewoj
Reżyseria światła | Paweł Murlik
Projekcja | Piotr Bednarczyk
Asystenci choreografa | Gabriela Kubacka, Rafael Rivero Hervis, Alesia Smyrnova
Przygotowanie chóru | Andrzej Korzeniowski, Joanna Wójtowicz
Inspicjenci | Mateusz Makselon, Justyna Jarocka-Lejzak
SOPRAN | Katarzyna Oleś-Blacha (1.03, godz. 17:00), Zuzanna Caban (28.02, 1.03, godz. 11:00)
ALT | Monika Korybalska (28.02, 1.03, godz. 11:00),
Ewa Menaszek (1.03, godz. 17:00)
TENOR | Jarosław Bielecki (28.02, 1.03, godz. 11:00), Aleksander Kunach (1.03, godz. 17:00)
BAS | Sebastian Marszałowicz (28.02, 1.03, godz. 11:00), Adam Zaremba (1.03, godz. 17:00)
Balet - partie solowe
Malika Tokkozhina, Iyo Hataishi, Mariana Morfin-Sanchez, Mizuki Kurosawa, Sofia Manca
Javier Arés Cabeza, Yauheni Raukuts, Gabriele Togni, Matheus Tertuliano, Andrea Zulian
Balet - zespół
Agnieszka Chlebowska, Airi Fatjo, Bożena Kowalska, Greta Krajewska, Anastasiya Krasouskaya, Agata Steinke-Wojtala, Weronika Wilczyńska, Teresa Żurowska, Maja Skowron (uczestniczka programu Balet-Rezydent), Taȉsia Lydia Johanna Lohman (uczestniczka programu Balet-Rezydent), Alef Carvalho, Filippo Penco, Maciej Pluskowski, Flavio Valentino, Fabian von Lindern, Yauheni Yatskevich