Zgodnie z nimi do stycznia 2017 roku, pensja każdego pracownika miała wzrosnąć o 850 złotych brutto. Protestujący najpierw zablokowali skrzyżowanie ulic Piłsudskiego, Retoryka, Garncarskiej i Wenecji, a później przeszli przed Urząd Wojewódzki. Jak mówią niezadowoleni pracownicy - od 10 lat nie dostali podwyżek, a pracują za nieco więcej niż najniższą krajową.
Mówią zgodnie, że mają najniższe zarobki w kraju, a pracuja w weekendy i święta, na trzy zmiany. Czuwają nad bezpieczeństwem ludzi, więc żądanie podwyżek i ich wysokość nie jest wygórowane.
"Umowy się dotrzymuje, tak robią dżentelmeni, z podpisanych porozumień należy się wywiązać. Jeśli zostało złamane, to Solidarność jest zawsze po stronie pokrzywdzonego. Płace w naszym kraju powinny iść w górę, bo wszystko idzie w górę, tylko nie pensje" -mówi Krzysztof Kotowicz z prezydium zarządu małopolskiej Solidarności, a pracownicy podkreślają, że dostają na rękę 1.700 złotych. "Obiecanki-cacanki, a my jesteśmy cały czas oszukiwani, rząd z nas zadrwił. Delikatnie mówiąc, nie jest dobrze" - dodają.
"Rozumiemy racje pracowników, ale na podwyżki musimy mieć pieniądze" - tak o dzisiejszym proteście pracowników Wód Polskich mówią przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Jak mówi Michał Kania z biura prasowego ministerstwa - w tym momencie trwają negocjacje ze związkowcami...
W dzisiejszym proteście wzięły udział również delegacje pracowników Wód Polskich w Wrocławia i Rzeszowa.
Joanna Orszulak/bp