Edytuj
share
Mieszkańcy Myślenic domagają się fotoradaru przy niebezpiecznym zjeździe
Obawiamy się o swoje bezpieczeństwo i chcemy, by przy drodze stanął fotoradar – mówią mieszkańcy Myślenic. Chodzi o zjazd z zakopianki w stronę dzielnicy Zarabie.
Fot. Dominika Panek
Ten wjazd na zakopiankę to prawdopodobnie jeden z najbardziej niebezpiecznych odcinków dróg w Myślenicach. Chodzi o okolice Zarabia. Niemalże codziennie dochodzi tu do kilku kolizji.. Kierowcy, którzy szarżują na zakopiance nie widzą aut, które próbują włączyć się do ruchu.. Skutek jest taki, że dochodzi do zderzenia, a auta lądują bardzo często na znakach drogowych lub na ogrodzeniu jednej z prywatnych posesji. Mieszkańcy pobliskich domów boją się o własne bezpieczeństwo.
- Samochody na tym zakręcie wpadają w poślizg - mówi Zbigniew Hołuj, mieszkaniec Myślenic – obracają się lub obijają o inne samochody i przelatują przez skwer i uderzają o ogrodzenie. Czasami nawet trzy razy w ciągu dnia.
Inspektorzy Transportu Drogowego, którzy nadzorują radary, informują, że mieszkańcy powinni złożyć odpowiedni wniosek w sprawie ustawienia na tej drodze urządzenia do pomiaru prędkości. Na tym odcinku zakopianki obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h, jednak w tym przypadku kierowcy rzadko stosują się do znaków. Mieszkańcy twierdzą, że lekarstwem na ich bolączki mogłoby być postawienie fotoradaru.. To jednak nie takie proste. Najpierw problem musi rozwiązać zarządca drogi – mówi Marek Konkolewski z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego - te niebezpieczne fragmenty dróg trzeba modernizować. Niebezpieczny zkręt musi być dobrze wyprofilowany i oznaczony -
Fot. Dominika Panek
Dobra wiadomość jest taka, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad po licznych sygnałach mieszkańców, ale i policji przebuduje ten newralgiczny odcinek. Ale prace zaczną się dopiero we wrześniu, tak, by nie utrudniać życia wczasowiczom, którzy podróżują w stronę stolicy Tatr.
Będzie korekta tego zakrętu i wysepki, będzie oczywiście poszerzenie tej drogi i wymiana nawierzchni - mówi Iwona Miktur - Purchla z GDDKiA w Krakowie i dodaje, że znaki ograniczające prędkość na zakopiance drogowcy stawiają nie od parady. Wiele z nich stoi przed skrzyżowaniami, ostrymi łukami dróg lub przejściami dla pieszych. Nie byłoby więc tylu kolizji, gdyby kierowcy zwyczajnie zdejmowali nogę z gazu.