Jak przekonał się reporter Radia Kraków, rzeczywiście cieszy się on dużą sympatią. "Jeżeli faktycznie się okaże, że zamkną, to szkoda. Zawsze można tu kupić dobre, świeże produkty. Ja na przykład kupuję tam biały ser" - mówi jeden z mieszkańców.
Monika Jacher z Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej z Miechowa przyznaje, że szansa na dalsze funkcjonowanie sklepu są niewielkie. „Gdyby te sześćset osób, które podpisały petycję, zostawiało codziennie choćby 10zł, to sklepik by ocalał – mówi – ale przy obecnych obrotach nie ma na to szans”. Byłaby to likwidacja po ponad 20 latach działalności.
Psycholog Stanisław Bobula mówi, że podpisanie petycji wydaje nam się skuteczną metodą działania, choć w rzeczywistości tak nie jest. I dodaje, że potrzebujemy stałości, bo zapewnia nam ona poczucie bezpieczeństwa w nieustannie zmieniającym się świecie. Lubimy też, gdy mieszkając w wielkim mieście jesteśmy rozpoznawani. W małych sklepikach to bardzo częste, w supermarketach już nie. Problemem jest brak czasu na robienie zakupów w małych sklepach.
(Grzegorz Krzywak/ew)
Obserwuj autora na Twitterze: