- Generalnie eksperymentujemy z tymi podpórkami. Nie chcemy, żeby rowerzyści musieli zbyt długo czekać na przejazdach rowerowych, ale na niektórych skrzyżowaniach zdarza się, że trzeba zaczekać. Ludzie się chwytają sygnalizatorów czy znaków drogowych. Teraz montujemy takie podpórki, żeby było wygodniej - tłumaczy oficer rowerowy, Marcin Wójcik. "To wygodne. Nie muszę zsiadać z roweru. Pracuję jako kurier i to mi się bardzo przyda" - mówił napotkany rowerzysta.
Krakowskie podpórki wzorowane są na tych, które moża zobaczyć w Kopenhadze. Jak na razie powstało ich 15 i kosztowały 12 tysięcy złotych. Urzędnicy podkreślają, że jeżeli spodobają się rowerzystom to w przyszłości będzie ich więcej.
(Kuba Niziński/ko)