Z obliczeń kuratorium wynika, że w Krakowie jest przynajmniej piętnaście placówek, w których już teraz uczy się za dużo dzieci. Kurator Barbara Nowak chce rozwiązać ten problem, bo jak uważa, w szkołach powinny odbywać się lekcje na jedną zmianę. Teraz zdarza się, że uczniowie kończą lekcje po godzinie 17:00, a część z nich musi uczyć się na korytarzu.
- Mój pomysł jest taki, że zorganizujemy spotkania w grupach, w których będą przedstawiciele szkół sąsiadujących ze sobą. Porozmawiamy o tym, czy nie można do szkół dysponujących miejscami przenieść całych klas, wraz z nauczycielami - mówi Nowak.
Jak zauważa Jolanta Gajęcka dyrektor szkoły podstawowej numer 2 w Krakowie - taki sposób rozwiązania tego problemu to burzenie społeczności szkolnej, którą buduje się latami - dla dzieci w klasach 1-3 tą najukochańszą panią i osobą znacząca jest ich wychowawczyni, ale to nie jedna osoba tworzy atmosferę i społećznośc szkoły, w której uczyli się do tej pory.
Na to rozwiązanie muszą się jednak zgodzić rodzice, którzy już teraz mówią, że nie po to posłali dziecko do konkretnej szkoły, żeby teraz ją zmieniać. "Bezpieczeństwo i komfort przebywania w przyjaznej szkolne jest. Teraz nauczyciel będzie przeniesiony razem z dzieckiem do innej placówki? Moje dziecko ma zostać w tej szkole. Stanowisko rodziców w naszej szkole będzie podobne. Ja sobie nie wyobrażam, żeby moje dziecko - uczennica klasy 4, sportowej - była przeniesiona do innej szkoły. Jako sportowiec jest przecież częścią drużyny" - mówią rodzice.
Pierwsze spotkania z rodzicami, dyrektorami szkół i nauczycielami w tej sprawie - kurator chce zorganizować po nowym roku. Będzie musiała ich przekonać do swojego pomysłu.
(Dominika Baraniec/ko/bp)