Zwykle zaczyna się pięknie. Później pojawiają się codzienność i problemy. Janina i Stanisław Walczakowie, po 60 wspólnie spędzonych latach przyznają, że początki zawsze są trudne: było ciężko, mieszkania nie można było dostać, zarobki nie były duże i ledwo koniec z końcem można było związać, ale zgoda buduje a niezgoda rujnuje.
Takie podejście do wspólnego życia jest coraz rzadsze. Według psychologa społecznego Jerzego Rosińskiego - ostatnie 10 lat przyniosły zjawiska tymczasowości, niechęci do naprawiania, a co za tym idzie - nietrwałości więzi: ta tendencja mogła się przenieść z zachowań konsumenckich na inne obszary życia. Jak się nie podoba to zmieniamy, jak się psuje to wyrzucamy i kupujemy nowe, to w zakresie związków i relacji też mamy taką łatwość dostępności.
Innym powodem rozwodów jest niezależność finansowa kobiet czy po prostu fakt, że rozwód przestał być społecznym tabu. Zuzanna Malina, adwokat nie narzeka na brak pracy, mimo że aż 70% prowadzonych przez nią spraw kończy się już na pierwszej rozprawie bez orzekania o winie. W przypadkach bardziej skomplikowanych często pojawia się drobiazgowość partnerów: wracają do sytuacji, które wcześniej nie miały dla nich większego znaczenia - że nie posprzątał po sobie, że nie dba o dzieci, nie poświęca wystarczającej ilości czasu partnerowi.
Dla tych, dla których rozwód nie musi być ostatecznym sposobem rozwiązania problemu radę mają państwo Walczakowie: pokłócić się, a później przyjdzie wieczór i już jest dobrze. Jak się czubią, to się lubią - można się pokłócić, ale żeby nie być zawziętym jedno na drugie. Trzeba wybaczać.
Wzrost liczby rozwodów jest tendencją ogólną dużych ośrodków miejskich, takich jak Kraków, Tarnów czy Nowy Sącz. W 2005 roku odnotowano 3621 rozwodów, a 5 lat później aż 4780 w Małopolsce (ponad 1100 więcej!). Dane nie pozostawiają wątpliwości.
Magdalena Zbylut/bp