Przypomnijmy, trasa S7 na tym odcinku umożliwi szybszy dojazd z Warszawy do Krakowa, bez konieczności przedzierania się przez wąską krajową "siódemkę". Dzięki niej odkorkuje się też Kraków, bo auta nie będą musiały jechać do Warszawy przez centrum miasta.
Decyzja Generalnej Dyrekcji sprawia, że nie trzeba będzie zmieniać przebiegu trasy. Można się więc koncentrować na dalszym przygotowaniu tej inwestycji. To bardzo ważne, bo małopolski odcinek S7 ma być finansowany z oszczędności na przetargach. Nie można więc dać ministerstwu pretekstu do przeznaczenia pieniędzy na budowę innych dróg i autostrad, które byłyby bardziej zaawansowane.
S7 Kraków-Moczydło, bo o tym konkretnym ponad 50-kilometrowym odcinku mowa, ma więc w tej chwili ważną decyzję środowiskową. Trwają przygotowania do prac archeologicznych a także prace nad koncepcją, czyli wstępną fazą projektowania. Wszystko po to, aby jak najszybciej można było starać się o pozwolenie na budowę i ogłaszać przetargi. Wówczas nikt w ministerstwie nie powie, że pieniądze zostaną przeznaczone na inny projekt, bo ten małopolski nie ma szans powodzenia.
Małopolski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad liczy, że budowa tego ważnego odcinka ekspresówki ruszy w 2018 roku i zakończy się w 2022. Protestujący mieszkańcy teoretycznie mogą jeszcze złożyć skargę do Sądu Administracyjnego. Drogowcy zapewniają, że będą się starali ich przekonać, aby tego nie robili.
S7 z Krakowa do Moczydła będzie miała ponad 50 kilometrów długości. Budowa ma być podzielona na trzy odcinki.
(Maciej Skowronek/ko)
Obserwuj autora na Twitterze: