Eksperci przygotowali dla prezydenta miasta rekomendacje dotyczące polityki rowerowej. Wynika z nich jasno: przyszłością ma być tzw. rower publiczny 2.0, czyli system oparty na dłuższym użytkowaniu jednego roweru, a nie krótkich, okazjonalnych przejazdach.
Miasto już dziś rozwija taki model w ramach systemu LajkBike. To całoroczna usługa, w której mieszkańcy mogą wypożyczyć rower na miesiąc, kilka miesięcy, a nawet pół roku. Obecnie do dyspozycji jest tysiąc jednośladów – po połowie tradycyjnych i elektrycznych – i, jak pokazują dane, od wiosny do jesieni wszystkie znajdują użytkowników.
Jeszcze w tym roku system ma się powiększyć o kolejne 500 rowerów.
Chcemy rozwijać rozwiązanie, które już działa i cieszy się zainteresowaniem mieszkańców, zamiast inwestować w systemy, które w innych miastach tracą na popularności
– mówi prezydent Krakowa Aleksander Miszalski.
System LajkBike opiera się na prostym założeniu: użytkownik ma jeden rower na dłużej i korzysta z niego jak z własnego. Dzięki temu zna jego stan techniczny i częściej wybiera go jako środek codziennego transportu. W razie potrzeby sprzęt jest serwisowany przez miasto.
Z punktu widzenia miasta to także bardziej przewidywalny model – tańszy w utrzymaniu, mniej wymagający logistycznie i mniej podatny na chaos w przestrzeni publicznej.
Pieniądze przeznaczane wcześniej na kosztowne utrzymanie rowerów „na minuty” mają trafić przede wszystkim na rozwój infrastruktury. Bo to właśnie infrastruktura – jak podkreślają władze miasta – jest dziś największym wyzwaniem.
Najprostsze inwestycje mamy już za sobą. Teraz chodzi o to, żeby połączyć istniejące odcinki tras i zlikwidować tzw. białe plamy. Planujemy budowę kładek, przejazdów i tuneli, które poprawią spójność sieci
– zapowiada zastępca prezydenta Krakowa Stanisław Mazur.
Ile to będzie kosztować? Ponad 100 milionów złotych.