Moment przełomu
W Polsce rokrocznie rodzi się coraz mniej dzieci, ewidentny pozostaje niski wskaźnik urodzeń żywych oraz ujemny przyrost naturalny. Pod tym względem kraj pozostaje w ogonie Unii Europejskiej i nic nie zapowiada zmiany tej sytuacji. Według wstępnych szacunków GUS w 2025 roku zarejestrowano 238 tysięcy urodzeń żywych wobec 406 tysięcy zgonów – to trochę tak, jakby z mapy zniknął Olsztyn. Bank Światowy podał, że wskaźnik dzietności w Polsce osiągnął rekordowo niski poziom – 1,099 (przy średniej europejskiej 1,38 dziecka na jedną kobietę), co hamuje proces zastępowalności pokoleń (by mógł on nastąpić wskaźnik powinien osiągać 2,1). Starzenie ludności oraz depopulacja niektórych regionów następują w błyskawicznym tempie, co ma poważne konsekwencje dla rynku pracy, systemu emerytalnego, zdrowia publicznego, pomocy społecznej, edukacji. Należy więc podjąć próbę zrozumienia, co kryje się za tak ukształtowanym krajobrazem demograficznym. Najczęściej podawane argumenty i dyżurne interpretacje dotyczą: słabego wsparcia (zwłaszcza finansowego) dla rodzin z dziećmi, braku mieszkań albo kiepskich warunków lokalowych, wysokich kosztów kredytów hipotecznych, ograniczonej infrastruktury żłobkowej i przedszkolnej. Równie często wskazuje się na paraliż decyzyjny wywołany pandemią Covid-19, prekarność i niepewności zatrudnienia, dojmujące poczucie niestabilności i egzystencjalnego niepokoju, toczące się konflikty zbrojne.
Oczywiście nie można odmówić racji tym twierdzeniom, jednak nie wydają się one w pełni przekonujące. Nie przynoszą też satysfakcjonujących i wyczerpujących odpowiedzi, gdyż ich uniwersalizujący wymiar tylko zgrubnie dotyka specyfiki polskiego społeczeństwa i nie wyjaśnia, dlaczego akurat polskie kobiety – w przeciwieństwie do obywatelek innych państw – pozostają dość sceptyczne wobec możliwości zachodzenia w ciążę i rodzenia dzieci. Wszak kraje UE z najwyższą dzietnością (np. Bułgaria, Rumunia, Węgry) nie należą do szczególnie zamożnych czy wysoko zorganizowanych pod względem opieki, wsparcia socjalnego i pomocy udzielanej rodzinom, podobnie nie funkcjonuje tam żaden wyjątkowo skuteczny, wzorcowy aparat zachęt lub benefitów promujących postawy pronatalistyczne. Względnie podwyższoną dzietność zachowują także Czechy i Francja – kraje silnie zlaicyzowane, zsekularyzowane i podtrzymujące świecki model państwa. Te obserwacje podważają uzasadnienia, iż religijność, wiara, przynależność do Kościoła katolickiego, wartości pro-life i konserwatyzm obyczajowy mają pozytywny wpływ na plany i starania prokreacyjne.
Co więc mogłoby być powodem tego stanu rzeczy? Dotychczas większość odpowiedzi i interpretacji na temat niedzietności kobiet została sformułowana przez mężczyzn, którzy nie zatrzymywali się na wyliczeniu czynników strukturalnych, lecz sięgali po argumentację dyskredytującą. Najczęściej w oderwaniu od twardych danych i socjologicznie potwierdzonych trendów, męskie gremia zgodnie orzekły, iż winowajczyniami zapaści demograficznej są polskie kobiety. Uprawiając mansplaining, sformułowali całą listę zarzutów kierowanych pod ich adresem, które w paternalistycznym i oskarżycielskim stylu obarczały je winą, a nawet skazywały na karę. Nadrzędnym celem tej argumentacji było utrzymanie tradycyjnego porządku płciowego. Amerykańska feministka Rebeca Solnit, dekonstruując mechanizm mansplainingu, wskazuje jego funkcje: utrzymanie władzy i dominacji, naruszenie kobiecej wolności i godności, zawstydzenie, zastraszenie, dyskredytacja i pozbawienie wiarygodności kobiecego głosu, skłonienie do milczenia. Zarzuty były różnego autoramentu – począwszy od tych ciężkiego kalibru (uzależnienie od alkoholu, deficyty poznawcze), po bardziej łagodne, niemniej wciąż uwłaczające, które tłumaczyły niechęć do posiadania dzieci poprzez egoizm, próżność, wygodnictwo, lenistwo, nieodpowiedzialność współczesnych Polek. Nie zabrakło także wypowiedzi wypełniających kryteria hejtu i mowy nienawiści, w tym animalizacji, kiedy kobiety były dehumanizowane i porównywane do zwierząt – i w tym zestawieniu wypadały zdecydowanie na niekorzyść. Zjawisko jest bardzo niepokojące, gdyż ceną za falę tych oskarżeń, które tę znieważającą retorykę usankcjonowały i uczyniły elementem oficjalnego dyskursu, może być zwrot ku nieliberalnym i antydemokratycznym wizjom ładu społecznego. Narracyjne strategie przenoszenia winy oraz wyrażania pogardy to woda na młyn mizoginów, inceli, zwolenników ideologii neofaszystowskich. I choć jeszcze kilka lat temu, czytając Opowieść Podręcznej Margaret Atwood, można było łapać dystans i oddychać z ulgą, myśląc, że pisarka grubo przesadziła, to sięganie w kontekście niedzietności kobiet po sankcyjny i seksistowski dyskurs, sprawiło, że książka po raz kolejny ukazała swój dystopijny wymiar.
Mężczyźni i demograficzny problem – kilka niewdzięcznych uwag
O co więc chodzi z recesją demograficzną w Polsce? Spróbujmy oddać głos kobietom i posłuchać, co mają do powiedzenia w tej sprawie – dlaczego unikają zachodzenia w ciążę z rodakami, i z bardzo umiarkowanym entuzjazmem myślą o założeniu z nimi rodziny? Nasuwa się tu niewygodna hipoteza, kompletnie ignorowana w mainstreamowej debacie na ten temat – taka mianowicie, że przyczyn problemów z demografią można upatrywać w postawach i zachowaniach wielu mężczyzn, a konkretnie: w zjawisku regresu męskości.
Nie tylko badania empiryczne, lecz także pobieżna obserwacja wskazują, że męskość jest w poważnym kryzysie wynikającym głównie z poczucia niedopasowania do nowo powstałych ról, funkcji, oczekiwań z tą męskością związanych lub z niej wynikających. Procesy feminizacji spowodowały, że dawny paradygmat relacji męsko-damskich stał się archaiczny i dysfunkcjonalny, co rodzi w wielu młodych mężczyznach ponure poczucie niezrozumienia i nieprzystosowania. Wielu nie wie, skąd pozyskać kompetencje emocjonalne, komunikacyjne i relacyjne, które posłużyłyby jako mechanizmy adaptacyjne i pozwoliłyby sprostać rosnącym wymaganiom stawianym przez kobiety. Proces socjalizacji w wielu przypadkach nie przygotował ich na zmianę społeczną wynikłą z emancypacji kobiet; zabrakło wzorów oraz postaci godnych naśladowania. Pozostają więc zagubieni, samotni, bezradni. Jak wskazują Philip Zimbardo i Nikita Coulombe w swojej książce pod symptomatycznym tytułem Gdzie ci mężczyźni, obie płcie zamieniły się miejscami – już nie kobiety są „słabą płcią”, ponieważ stali się nią mężczyźni. Wielu z nich jest przerażonych dorosłością, ponieważ ta nieodłącznie wiąże się z odpowiedzialnością, wiarygodnością, dojrzałością emocjonalną, samodzielnością, której niektórym brakuje. Wirtualny świat zastępuje im bezpośrednie kontakty z płcią przeciwną, a pornografia – intymność i zaangażowanie. Mają trudności z inicjowaniem i podtrzymywaniem bliskości i miłosnych relacji, budowaniem romantycznych związków, tworzeniem głębokich i symetrycznych więzi. Co więcej, wydają się sami stale potrzebować opieki i troski, co udaremnia postrzeganie ich jako potencjalnych partnerów, mężów i ojców. W rezultacie kobiety ich odtrącają – widocznej niedojrzałości i niesamodzielności nie chcą już zbywać wzruszeniem ramion lub akceptować z pobłażliwym uśmiechem. Wszakże nie po to intensywnie pracowały nad sobą i ze sobą, żeby teraz ten trud zniweczyć, porzucić ambicje i zrezygnować z marzeń – już przestały się naginać i poświęcać, za bardzo się lubią i cenią. Mężczyźni odczuwają to odrzucenie bardzo dotkliwie, natomiast nie są na tyle sprawczy i nie dysponują odpowiednimi narzędziami, aby się zmienić, ulepszyć, wydoskonalić. Reagują więc w sposób agresywny i wrogi, głównie stosując projekcję polegającą na przypisywaniu kobietom negatywnych cech czy właściwości (że są złe, samolubne, egocentryczne, nieczułe, zimne, wyrachowane). A stąd już tylko krok ku toksycznej męskości.
Ponieważ część mężczyzn żywi do kobiet urazę (że te poszły naprzód i nie oglądają się za siebie, że wysoko ustawiły poprzeczkę) oraz odczuwa strach, niepewność, niezadowolenie i gniew, to za wszelką cenę chce udowodnić swoją męskość poprzez niezdrowe formy działania, w tym instrumentalne traktowanie kobiet, sprowadzanie ich do roli obiektów seksualnych. W konsekwencji następuje powrót do patriarchalnie ramowanej męskości, która funkcjonowała tylko wówczas, gdy mogła dominować i czerpać z tej dominacji korzyści. Męskość ta, jako wyobrażenie i reprezentacja, była fantazją o zawłaszczeniu kobiety, podporządkowaniu jej sobie, uczynieniu jej posłusznej i oddanej, skolonizowaniu jej ciała, przejęciu nad nim władzy. To równoczesne dążenie do kontrolowania kobiecej seksualności poprzez, jak pisze Sherry Ortner, regulowanie dostępu seksualnego do kobiety, pilnowanie jej czystości, uzurpowanie sobie wyłącznego prawa do niej – traktowane jako element męskiej dumy i honoru. Zazwyczaj towarzyszy temu definiowanie kobiet przez pryzmat ich organów płciowych i funkcji rozrodczych oraz przedstawienie ich ciał jako przeznaczonych do reprodukcji i realizacji męskich popędów seksualnych. Kiedy kobiety stawiają opór i odmawiają podporządkowania się tym nakazom, to natychmiast są dyscyplinowane za pośrednictwem sankcji społecznych oraz przypisanych im instrumentów stygmatyzacji, wykluczenia i moralnej dyskwalifikacji. To wyjaśnia zdarzające się często histeryczne lub prostackie reakcje wobec deklaracji kobiet o świadomej rezygnacji z macierzyństwa, autonomicznym decydowaniu o własnej seksualności i cielesności, a także odstąpieniu od roli żony i matki, które przestały już dla nich być zaszczytne, nobilitujące, potrzebne czy użyteczne w sensie gwarantującym przetrwanie, przychylność ze strony innych, ogólną akceptację.
Krótkie przesłanie na przyszłość
Wyeksponowanie opisanych wcześniej mechanizmów jest kluczowe, jeśli faktycznie zależy nam na stabilizacji i zbudowaniu nowego ładu społecznego. Powinien on opierać się na prawach człowieka, które wyznaczają granice ingerencji w życie innych osób oraz gwarantują prawo do autonomii, samostanowienia i podejmowania decyzji mających realny wpływ na własną biografię. Tymczasem silnie obecne tendencje do deprecjonowania kobiet i pouczania ich, jak powinny żyć, jakie cele i wartości uznawać za nadrzędne, wyrastają z patriarchalnego przekonania o prawie do dysponowania ich życiem i ciałem.
Zmiana tego porządku przyniosłaby korzyści obu płciom. Patriarchat – jak wielokrotnie podkreślała bell hooks – przyznaje mężczyznom władzę, lecz jednocześnie wyrządza im głęboką krzywdę. Amerykańska feministka zwraca uwagę na fakt, iż głównie na mężczyznach spoczywa odpowiedzialność za aktywne kontestowanie patriarchalnego ładu – w przeciwnym razie sami stają się jego ofiarami. To właśnie tutaj bierze swój początek kryzys męskości. Jak pisze w książce Gotowi na zmianę, „pierwszy akt przemocy, którego patriarchat domaga się od mężczyzn, nie dotyczy kobiet. Mężczyźni są zmuszeni do zaangażowania się w akty psychicznego samookaleczenia i uśmiercenia tych części własnego «ja», które odpowiadają za emocjonalność”. Z tego względu szczególną uwagę warto skierować właśnie w ich stronę i wesprzeć w radzeniu sobie z kryzysem męskości. Jego negatywne skutki można ograniczać poprzez edukację emocjonalną, promowanie równości i empatii w relacjach płciowych, rozwijanie kompetencji komunikacyjnych i relacyjnych, prezentowanie wzorców dojrzałej, odpowiedzialnej, wrażliwej męskości. Dopiero wzajemne porozumienie i wynegocjowanie satysfakcjonującego miejsca w społeczeństwie – zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn – może otworzyć nowy rozdział debaty o niedzietności.
Prawdopodobnie coraz większa część kobiet w Polsce nie będzie chciała podejmować roli macierzyńskiej, niemniej rozmowa na ten temat powinna zyskać zupełnie inny wymiar: wolny od oskarżeń, przemocy, presji i moralizowania. Społeczeństwo nieustannie się zmienia – i jest to jedyny pewnik. Zamiast kurczowo trzymać się mitów o „tradycyjnej” polskiej rodzinie, warto nauczyć się tę zmianę przyjmować i rozpoznawać w niej nowe ścieżki rozwoju. Wtedy więcej energii poświęcimy nie na obronę archaicznych wzorów kulturowych, lecz na budowanie porozumień opartych o partnerstwo, szacunek i wolny wybór.
Źródła:
Atwood, M. (2023). Opowieść podręcznej. Warszawa: Wydawnictwo Wielka Litera.
Główny Urząd Statystyczny. (2025). Ludność. Dostęp online:
https://ssgk.stat.gov.pl/10.2025/Ludnosc.html
hooks, b. (2022). Gotowi na zmianę. O mężczyznach, męskości i miłości. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
Ortner, S. B. (1974). Is female to male as nature is to culture? In M. Z. Rosaldo & L. Lamphere (Eds.), Woman, culture, and society (pp. 67–87). Stanford University Press.
Solnit, R. (2017). Mężczyźni objaśniają mi świat. Kraków: Karakter.
Zimbardo, P., & Coulombe, N. S. (2015). Gdzie ci mężczyźni. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Dr Justyna Tomczyk – adiunktka w Instytucie Dziennikarstwa i Stosunków Międzynarodowych UKEN. Specjalizuje się w zakresie women’s studies ze szczególnym uwzględnieniem aktywności obywatelskiej w sferze publicznej, ruchów feministycznych, polityki płci. Realizuje projekty badawcze dotyczące miejsca, roli, statusu kobiet w społeczeństwie. Absolwentka dwóch fakultetów: filologii polskiej oraz socjologii reklamy i komunikacji społecznej.