Miasto nie nadąża z wymianą ukradzionych elementów, bo ginie wszystko, co da się odkręcić, wyrwać, odpiłować. Metalową kratkę zastąpił więc betonowy potworek.
Codziennie mijam skup złomu. Często widzę tam policyjny radiowóz, częściej dantejskie sceny w wykonaniu złomiarzy, kłócących się o najnowszą zdobycz.
Dwóch panów taszczy zupenie nową rynnę. Na końcu ulicy widać policjanta z miejskim strażnikiem, panowie rzucają rynnę i uciekają.
Złodziejstwu już dawno przestałam się dziwić, dziwię się tym, którzy w skupach złomu przyjmują znaki drogowe, telekomunikacyjne kable, czy szyny.
Kilka lat temu wprowadzono zmiany w kodeksie karnym mówiące, że uszkodzenie lub kradzież urządzeń sieci wodociągowej, kanalizacyjnej, ciepłowniczej, elektroenergetycznej, gazowej, telekomunikacyjnej, kolejowej itd. jest przestępstwem niezależnie od wartości skradzionego mienia. Grozi za to do 8 lat więzienia. I co z tego? Prawdopodobnie większość tych - półprzytomnych zazwyczaj - panów nawet o tym nie wie.
Około 5 rano jadę Aleją Daszyńskiego. Jest ciemno, przy ogrodzeniu otaczającym planty " pracuje" z łomami w rękach trzech osobników. Zatrzymuję samochód i mrugam światłami. Brak reakcji. Dopiero kiedy wyciągam telefon i zaczynam wybierać nuumer uciekają, obrzucając mnie wyzwiskami. Gdyby ich przekleństwa miały moc sprawczą, padłabym trupem na miejscu.