To jedno z najdziwaczniejszych miejsc, jakie widziałam w życiu. W ladzie chłodniczej poćwiartowane mięso, a nad nią Jezus Miłosierny w niebiańskiej poświacie, unoszący rękę w geście błogosławieństwa. Na drugiej ścianie Matka Boska łagodnym wzrokiem spogląda na skrwawione wątróbki. Wszędzie teksty modlitw.
Przyglądam się dłuższą chwilę tej scenie godnej mistrza absurdu - ani sprzedający, ani kupujący nie widzą niczego niestosownego w przedziwnym " wystroju" sklepu. Pani za ladą uśmiecha się do mnie przyjacielsko i przemawia spokojnym głosem: - Pan dał nam władzę nad zwierzętami. Tak napisano w Biblii - a to Słowo Święte.
- Radziłabym nie brać wszystkiego dosłownie - odpowiadam i pospiesznie wychodzę.
Zastanawiam się, czy właściciele sklepu z równą powagą traktują inny cytat? "Kto by pobił kijem swego niewolnika lub niewolnicę tak, iżby zmarli pod jego ręką, winien być surowo ukarany. A jeśliby pozostali przy życiu jeden czy dwa dni, to nie będzie podlegał karze, gdyż są jego własnością."
A może ten? "Nie wejdzie syn z nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana".
A noże ten cytat należy traktować dosłownie? " Sześć dni będziesz wykonywał pracę, ale siódmy dzień będzie dla was świętym szabatem odpoczynku dla Pana; ktokolwiek zaś pracowałby w tym dniu, ma być ukarany śmiercią."
Sklep opuszczam, odprowadzana wzrokiem Pani niezłomnej w swej wierze, wzrokiem pełnym współczucia dla istoty nieświadomej i błądzącej.
Niczego nie kupuję, bo mięsa nie jadam. Nie przyznaję się też, że weszłam tylko po to, żeby z bliska obejrzeć panoptikum.
Ze ściany patrzy na mnie Jezus Miłosierny, zdający się mówić " ...nawet wiara najsilniejsza nie pomoże bez uczynków."