|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
12 630 62 06 (reklama)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
reklama@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Kmdr Zbigniew Przybyszewski

Kmdr Zbigniew Przybyszewski fot: Wikipedia

Komandor Zbigniew Przybyszewski, urodził się w 1907 roku. Był absolwentem Wydziału Morskiego Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu. Skończył też kurs Oficerów Artylerii Morskiej i odbył praktykę artyleryjską we Francji. Pływał też jako I oficer artylerii na niszczycielach: ORP „Burza” i ORP „Błyskawica”. Nic dziwnego że z artylerią morską, a dokładnie nadbrzeżną związał swoją wojskową karierę.

Jego przyszłość czekała na Helu gdzie latem 1935 roku, z fabryki szwedzkiego Boforsa, dostarczono cztery działa, kalibru 152 mm. Stanowiska baterii rozmieszczono w odstępach około 90-metrowych i starannie zamaskowano. Na Helu powstały także obiekty towarzyszące - centrala artyleryjska, schrony amunicyjne i koszary dla załogi. W 1937 roku kontradmirał Jerzy Świrski nadał uroczyście baterii imię kmdr. Heliodora Laskowskiego, który zmarł nie doczekawszy całkowitej realizacji swojej koncepcji. Przybyszewski objął dowództwo baterii pod koniec 1938 roku.

Oczywiste było, że bateria helska, od pierwszych dni wojny, będzie głównym celem nalotów Luftwaffe - i tak też się stało. Polskie działa miały okazję odezwać sie dopiero 3 wrzesnia, kiedy bateria helska, wspólnie z okrętami "Wicher" i "Gryf", podjęła skuteczną walkę z okrętami Kriegsmarine zmuszając je do odwrotu. Niestety tego samego dnia, obie polskie jednostki pływające zostały zatopione i od tej pory, na baterię dowodzoną przez Przybyszewskiego, spadł obowiązek obrony półwyspu, z którego artylerzyści wywiązali się wzorowo. 25 września helskie działa stoczyły pojedynek z niemieckimi pancernikami „Schleswig-Holstein” i „Schlesien”. Niemcy nic nie wskórali, ale kapitan Przybyszewski został ranny i na trzy dni musiał zdać dowództwo. Do linii wrócił 28 września i pozostał na stanowisku do końca. To głównie jego i jego artylerzystów zasługą było to, że Niemcy nie byli w stanie przeprowadzić desantu na Hel i półwysep skapitulował dopiero w październiku jako przedostatnie regularne ognisko oporu w Polsce. Dzięki postawie Zbigniewa Przybyszewskiego, do końca utrzymano dyscyplinę wśród załogi i sprawność sprzętu, którym dowodził. A nie było o to łatwo - na samym Helu zdarzały szię przypadki załamania i dezercji - ale nie wśród obsady dział.

Po wojnie Hel wzięło w posiadanie ponownie Wojsko Polskie i ponownie dowódcą został Zbigniew Przybyszewski, który wrócił z niewoli i awansowany został do stopnia komandora podporucznika. Niestety, w 1952 roku w sfingowanym przez władze komunistyczne procesie został skazany za rzekomą zdradę i rozstrzelany. Tak PRL "podziękował" jednemu z ostatnich, którzy we wrześniu złozyli broń

73%
27%