Obydwa zespoły przystąpiły do tego meczu notując kiepską serię – w pięciu ostatnich spotkaniach wywalczyły tylko po jednym punkcie.

W przypadku Wisły jest to o tyle zrozumiałe, że kilku kluczowych zawodników nie może grać z powodu kontuzji.

Przed meczem ze Śląskiem ze składu wypadł Matej Palcic, ale na środku obrony zastąpił go Lukas Klemenz, który akurat wyleczył uraz. Zagrał także inny rekonwalescent - Vukan Savicevic.

Mecz, który toczył się w trudnych warunkach atmosferycznych, przy mocno padającym deszczu, lepiej zaczęli goście, którzy już w 7. minucie objęli prowadzenie. Łukasz Broź dośrodkował z lewego skrzydła, a Marcin Robak tylko dołożył nogę i piłka wpadła do siatki

Krakowianie odpowiedzieli niezłym strzałem z dystansu Rafała Pietrzaka, z którym poradził sobie Jakub Słowik. W 19. minucie z kolei Mateusz Lis popisał się dobrą interwencją, odbijając piłkę kopniętą przez Mateusza Cholewiaka.

Potem przewagę uzyskali wiślacy, którzy przeprowadzili kilka składnych akcji. W 27. minucie Paweł Brożek świetnie podał do Marka Kolara, który z kilku metrów oddał mocny strzał. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki.

Drugą połowę znowu lepiej zaczęli wrocławianie. W 48. minucie rzut wolny z około 20 metrów wykonywał Robert Pich i trafił w poprzeczkę. Bliski zdobycia bramki z rzutu wolnego był także Krzysztof Mączyński, po którego dośrodkowaniu piłka przeleciała tuż obok słupka.

Śląsk już do końca meczu posiadał optyczną przewagę, ale defensywa Wisły, którą tworzyło m.in. dwóch juniorów, nie popełniała błędów.

Goście bliscy zdobycia bramki byli tylko w 84. minucie. Wówczas to groźny strzał Robaka efektowną paradą wybił na rzut rożny Lis.

Śląsk po tym meczu wciąż pozostaje na piętnastym, spadkowym miejscu. Wisła z kolei wróciła na dziewiątą lokatę.

Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 1:1 (1:1).

Bramki: 0:1 Marcin Robak (7), 1:1 Marko Kolar (27).

PAP/AD