Pielęgniarki znów zapowiadają protest, tym razem przed KPRM. Czy problemy tego środowiska da się w ogóle rozwiązać? O tym na antenie Radia Kraków mówił prof. Roman Nowobilski, szef Zakładu Rehabilitacji w Chorobach Wewnętrznych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Posłuchaj wypowiedzi
19 listopada pielęgniarki zapowiadają kolejny protest, tym razem przed kancelarią premiera. To grupa zawodowa, która chyba protestuje najczęściej. Tak trudno jest raz na zawsze rozwiązać problemy tego środowiska?
- Problem ochrony zdrowia - nie służby zdrowia, ponieważ nie brzmi to współcześnie - bardzo trudno jest rozwiązać, zarówno systemowo, jak i jednorazowo. To jest proces i to są zmiany, które dotyczą też całej struktury osób zatrudnionych w lecznictwie, w tym pań pielęgniarek. Ten proces będzie pewnie rozłożony w czasie.
Pielęgniarstwo to służba?
Zwraca pan uwagę na to, że sformułowanie „służba zdrowia” jest tutaj być może nieadekwatne. A czy dziś do pielęgniarek mówi się „siostro”? To jest też pytanie, czy protesty pokazują również pewną grę statusów. Statusu lekarza i statusu pielęgniarki.
- Nie chciałbym wprost wypowiadać się w imieniu pań pielęgniarek, bo być może to jest pytanie bezpośrednio tam adresowane. Czy to jest służba? W jakimś stopniu pewno tak. Misja być może też leży u podstaw wyboru zawodu medycznego. Ale to są także realia i wymagania, które stawia życie. Również kwestie statusu społecznego, finansowego.
Na pewno są osoby, które wykonują zawód - nie tylko medyczny - z dużym poczuciem misji. Janusza Gajosa zapytano kiedyś o misję, powiedział: Ja po prostu idę do roboty, wykonuję pracę. Myślę, że tutaj w dużej mierze też tak jest. Co do „siostry” – nie chcę wypowiadać za panie pielęgniarki. Bardzo je szanuję.
Mówię o grze statusów, ponieważ pamiętam dyskusje sprzed kilku miesięcy dotyczącą pielęgniarek. I te bardzo gorące komentarze, że 8 tysięcy pensji dla pielęgniarki to jest jednak zbyt mało. Tyle zarabiają pielęgniarki najlepiej wykwalifikowane. Pamiętam też wywiad z szefem NFZ-u w Gazecie Wyborczej – mówił, że lekarze potrafią zarabiać i 100 tysięcy miesięcznie. To pokazuje przepaść.
- Myślę, że z ta kwota to wielki nadmuchany balon. Doba ma tylko 24 godziny i to nie są już te czasy, gdzie równolegle można było ciągnąć kilka etatów.
Niewątpliwie rozwój zawodowy, świadomość przyszłych pielęgniarek, czy też już pielęgniarzy, wzrasta. Uczestniczę w obronach doktorskich i te stopnie otrzymują pielęgniarki. Prodziekanem jest pani profesor Agnieszka Gniadek - pielęgniarka i profesor tytularny wydziału nauk o zdrowiu. Mówimy więc o bardzo dużych osiągnięciach naukowych. Albo profesor Maria Kózka, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa.
Położne filarami oddziałów
Pielęgniarki chcą być wynagradzane zgodnie z ich kwalifikacji, a nie według kwalifikacji wymaganych na konkretnym stanowisku. Słusznie?
- Biorąc pod uwagę – i tu myślę, że klinicyści przyznają mi rację – pracę, na przykład na oddziale intensywnego nadzoru medycznego, oddziale intensywnej terapii, czy też praca na stacjach dializ i z pacjentem, który poddawany jest regularnie dializoterapii, to mówimy o bardzo wyspecjalizowanych zespołach (podobnie jak zespoły kardiochirurgiczne). To nie jest tak, że wyszkolony zespół nagle można zastąpić zespołem innym. W położnictwie panie położne są nieraz filarem na swoich oddziałach. Kolejny aspekt: żeby mogły funkcjonować oddziały, musi być na nich odpowiednia liczba położnych czy pielęgniarek. Więc byłbym ostrożny z tą gradacją, że osoba mająca większe kwalifikacje miałaby zarabiać tyle samo. Uważam, że ta gradacja jest słuszna, tak jak w wielu innych zawodach.
(…).
Chcą też zachęt dla młodych, żeby zostawały, po ukończeniu cyklu edukacyjnego, w zawodzie. Pan bierze udział w procesie kształcenia pielęgniarek, więc pytanie: jak je zatrzymać w zawodzie?
- To są dwie kwestie. Status zawodowy się podnosi. Pewne czynności - również w warunkach szpitala, kliniki - które kiedyś wykonywały pielęgniarki, są dziś wykonywane również przez personel niższego szczebla (mówię o czynnościach okołomedycznych). Stabilna sytuacja finansowa, możliwość kształcenia dalszego – to ważne. Pielęgniarki i pielęgniarze mogą podnosić swoje kwalifikacje w pięcioletniej szkole doktorskiej i dostawać co miesiąc stypendium, całkiem przyzwoite. To jest pełna ścieżka rozwojowa, taką, jak mają lekarze czy fizjoterapeuci. A więc to się nie różni niczym, to są te same szkoły. Ścieżka jest otwarta. I tam finanse również są lepsze; myślę, że powinny być jeszcze lepsze.
Ostatnio prowadziłem zajęcia z przyszłymi pielęgniarkami i pielęgniarzami, była pełna sala. Zazwyczaj jest to 80-90 procent, a mówię tylko o nieobowiązkowych wykładach. To jest ogromna zmiana, widzę ją od kilku lat.
Jeszcze jeden argument podnoszony przez pielęgniarki, zresztą od lat: średnia wieku w tym zawodzie to 55 lat.
- To wiek dojrzały, w którym można korzystać ze swoich szerokich kompetencji. Nie widzę problemu w tym, że pracują osoby, które mają 55 lat, olbrzymie kompetencje i wiedzę. I jeszcze potrafią te umiejętności przekazać młodszym.