- Moja córka wracała ze szkoły do domu. Szła razem z kolegą. Do domu miała kilkadziesiąt metrów, ponieważ mieszkamy w sąsiedztwie. Kiedy rozdzieliła się z kolegą podszedł do niej nieznany mężczyzna i próbował wmówić, że rodziców nie ma w domu i prosili, żeby poszła z nim i poczekała na rodziców u niego w domu - mówi w rozmowie z Onetem pani Magdalena, matka dziewczynki. - Całe szczęście, że podobny schemat ćwiczyliśmy w przedszkolu. Mówiliśmy córce, że jak przyjdzie ktoś obcy i będzie twierdził, że rodzice go przysłali to ma mu nie wierzyć - wyjaśnia i dodaje, że córka po tym jak mężczyzna zaczął ją nagabywać uciekła do domu.

Pani Magdalena jak dowiedziała się od córki co się stało, wyszła z nią na zewnątrz i zaczęła szukać mężczyzny. Według relacji dziewczynki poszukiwany miał mieć ok. 180 centymetrów wzrostu, był w wieku 50-60 lat. Miał siwą i krótka brodę. Miał być niechlujnie ubrany.

Kobieta o zdarzeniu postanowiła natychmiast poinformować dyrekcję szkoły, do której chodzi córka o całym zajściu. - Niebawem lekcje miały skończyć kolejne dzieci, dlatego chciałem ostrzec dyrekcję - mówi. Na miejsce wezwana została także policja. - Mogę potwierdzić, że przyjęliśmy zgłoszenie. Obecnie trwają czynności wyjaśniające. Sprawdzamy monitoring, szukamy świadków, rozpytujemy mieszkańców - wylicza mł.insp. Sebastian Gleń, rzecznik prasowy małopolskiej policji.

Tymczasem okazało się, że w tym samym dniu nieznany sprawca zaczepił inną dziewczynkę - także uczennicę SP 34. Dziecko bawiło się na placu zabaw w pobliżu szkoły. Mężczyzna próbował ją namówić, aby poszła z nim do domu. Bezskutecznie. - Nie bagatelizujemy sprawy - zapewnia rzecznik małopolskiej policji.

 

 

 

 

(Autor: Dawid Serafin, Onet.pl)