Nie będzie tym razem drugiej tury dla kandydata w PiS w wyborach na prezydenta. Uzyskał pan we wczorajszym głosowaniu 17,5%, dokładnie 44 772 głosy, a jednak wczoraj po ogłoszeniu sondażowych wyników wpadł pan niemalże w euforię. Rozumiem, że uznaje pan ten wynik za sukces?
- Nie. To za duże słowo. Byłem dumny z tego wyniku. Sondaże, które pojawiały się ostatnio, także w Radiu Kraków, dawały mi 10% czy 9% popacia. Przebiłem dwa razy sondaż. To albo świetny wynik, albo sondaż był nieporozumieniem. Każdy zdecyduje, jaka opcja jest właściwa.
Sugeruje pan, że był na zamówienie robiony?
- Nie. Nie mam dowodów. Jak jednak sondaże dają mi 9%, a potem mam dwa razy lepszy wynik, a pani Gosek-Popiołek miała mieć dwa razy lepszy wynik, a ma dwa razy gorszy, to coś z tymi sondażami jest nie tak.
Po pierwsze nie dwukrotny, bo to jednak 18% by było. 17,5% to prawie...
- Tak. 2 razy 9 to 18. Miałem 17,5%.
Po drugie, on jednak był robiony chwilę wcześniej. Potem panu rosło w kolejnych sondażach. Było już gdzieś 13%...
- W ostatnim, ale inna sondażownia to robiła. Sondaże Opinii24 zaniżały mój wynik prawie dwukrotnie. Mam złe zdanie o nich. Jakby nie takie sondaże, które się rozmijały z rzeczywistością, wynik byłby lepszy. Ludzie wierzyli w słaby wynik, a okazało się, że wynik jest dobry. Żaden sondaż przedwyborczy nie dał mi aż takiego poparcia, stąd też ja jestem zadowolony, że udało się przebić sondaże.
Mimo wszystko, jak spojrzymy na ten pana wynik w wyborach, tylko jeden kandydat PiS w historii miał wynik gorszy od pana i procentowo, i jeśli chodzi o liczbę głosów. Pan wie, kto to był?
- Nie pamiętam. To musiało być dawno. Pewnie Zbigniew Ziobro.
Brawo. Zbigniew Ziobro w 2002 roku - 12,9% głosów. Poza tym wszyscy jednak mieli te wyniki lepsze.
- Prosta rzecz. PiS dziś ma wynik w sondażach ogólnopolskich najniższy od lat. Gdy pani Wassermann startowała na prezydenta, miała dobry wynik.
107 696 głosów.
- PiS miało wtedy w Polsce dwa razy większe poparcie. Dziś sytuacja jest inna. Wyniki mamy niższe. Ostatni rozłam mocno też wpłynął. To też jedna z przyczyn. Ja zbierając podpisy spotykałem się z ludźmi, którzy mówili, że nie podoba im się taki rozłam. To miało wpływ. Tym bardziej uważam, że wynik jest solidny. Skoro przebiliśmy sondaże, należy się cieszyć.
Rozumiem, że cieszy się pan nie tylko z tych 17,5%, ale też z nadciągającej niechybnie kariery parlamentarnej? Rozumiem, że za rok wybory i zostanie pan posłem. Pytanie, czy z Prawa i Sprawiedliwości, czy może właśnie z tego ugrupowania Mateusza Morawieckiego, o którym pan przed chwilą tak nieprzychylnie mówił...
- Startowałem w wyborach, żeby nie myśleć o przyszłych profitach.
Proszę pana. Zbędna skromność...
- Odwrotnie. Chciałem zawalczyć o Kraków. Jestem stąd. Dla mnie Kraków jest najważniejszy. Nie myślę o tym dzisiaj. Przed nami II tura wyborów. Zobaczymy, jak się głosy rozłożą. Nie myślę, co będę robił za rok. Chcę dalej pracować dla Krakowa jako radny. Będę rozliczał prezydenta, realizował swoje projekty. Na tym się skupię.
Nie skorzystał pan z okazji, żeby twardo odciąć się od ugrupowania Mateusza Morawieckiego...
- Mnie Rozwój Plus nie poparł.
Indywidualnie pan marszałek, pani Ścigaj i pan Kmita nawet to pana popierali.
- Mnie wspierał jasno marszałek Terlecki i minister Ścigaj. Jestem im wdzięczny. Pozostali posłowie nie dawali tego poparcia. To też spowodowało... Podobnie jak wypowiedzi Łukasza Kmity, który popierał Łukasza Gibałę. To sprawiło, że wynik mógł być jeszcze lepszy.
Widocznie nie mógł się zdecydować, bo pana też chwalił swego czasu.
- Jeszcze przed tym podziałem.
Zostało tylko dwoje kandydatów w Krakowie. Pan zamierza kogoś poprzeć, czy nie będzie pan nikogo popierał?
- Nie wiem jeszcze co zrobimy. Ja nie wierzę, że przyjdę, powiem – zagłosujcie na tego. To tak nie działa. Każdy ma swój rozum. Sami ludzie podejmą decyzję. Ja dziękuje swoim wyborcom za wsparcie, za 111 dni kampanii i prekampanii. Jestem wdzięczny za każdy głos poparcia. Ciężka praca popłaca. W II turze oni zagłosują zgodnie z własnym sumieniem.
Czyli nie będzie żadnych negocjacji, żadnej próby, żeby kandydaci obiecali, że spełnią jakieś pana postulaty? Nie będzie czegoś takiego?
- Na pewno będę zabiegał, żeby kandydaci deklarowali, czy będą realizowali najważniejsze elementy mojego programu, jak choćby rozwój strefy gospodarczej, walka z wykluczeniem inwestycyjnym. Wiemy, że obrzeża Krakowa są bardzo mocno niedoinwestowane. Będę mocno zabiegał o to u kandydatów. Zasugeruję może wyborcom, żeby to brali pod uwagę. To ważne. Może kandydaci zadeklarują poparcie dla moich projektów. To ważny element przy podejmowaniu decyzji wyborczej.
To który najważniejszy z tych projektów?
- Rozwój strefy gospodarczej. To ważne, bo Krakowianie są ambitni i potrzebują dobrej pracy. Zagraniczne korporacje odchodzą do Azji…
Za dużo zarabiamy.
- Zarabiamy coraz więcej, to jest rzecz dobra. Zmienia się świat, jest AI, firmy potrzebują mniej pracowników. Stąd też chcemy tutaj produkcję, przemysł, niskoemisyjne branże. Chcę zadbać też o ludzi wykluczonych, mieszkających na obrzeżach Krakowa. Oni proszą o chodniki, boją się o dzieci. Kandydaci powinni zapewnić, że ci ludzie zostaną dostrzeżeni.
Ja już kilka miesięcy temu słyszałem, jeszcze zanim Prawo i Sprawiedliwość się rozpadło, o jakichś takich rozmowach o pakcie o nieagresji z Łukaszem Gibałą między członkami Prawa i Sprawiedliwości, a tymże kandydatem. Pan coś wie na ten temat?
- Nie wiem. Paktu nie było. Jak kampania się zaczynała, powiedziałem sztabowcom, że to ma być uczciwe. Nie hejtujemy, gramy uczciwie. Tak się stało. Z mojej strony nie było wrogości. Były twarde pytania, ale uznaliśmy, że anonimowe konta to nie nasza gra. Takich ataków było bardzo mało. Jak były, robił to ktoś inny.
Wracając do pana Gibały. Gdyby wygrał, bo przecież to jeszcze nie jest przesądzone, chociaż szanse ma duże, i zaproponował panu, żeby został pan wiceprezydentem Krakowa, to pan by przyjął ofertę, czy nie bardzo?
- Ja wiceprezydentem Krakowa nie będę. Nie startowałem, żeby być wiceprezydentem. Chciałem zrealizować swój program wyborczy. Chciałem wygrać wybory. Wyborcy postanowili inaczej. Cieszę się z wyniku, ale liczę, że moje postulaty znajdą odzwierciedlenie w decyzjach nowego prezydenta. Ja nie kupczę stanowiskami. Nie zależy mi na pozycji. Nie startowałem dla siebie. Krakowianie muszą mieć lepiej. W kampanii zobaczyli, że tak jest. Dlatego wiceprezydentem nie będę.
W tym ewentualnym delikatnym wsparciu któregoś z kandydatów w drugiej turze będą się liczyć tylko argumenty z pana programu wyborczego, czy może też będzie się liczyć ideologia? Przypomnę wpis pani Wassermann sprzed dwóch lat. „Pan Łukasz Gibała opiera się jedynie na kwestionowaniu wszystkiego wokół, to człowiek, który w sposób haniebny manifestował pogardę dla konserwatystów” itd...
- Na pewno kwestie nie tylko programowe zdecydują. Tu wchodzi w grę rząd KO i premiera Tuska. Exit Polle pokazały, że Krakowianie źle odbierają rząd Donalda Tuska. Ja też pewnie się będę nieco tym kierował. Czy dla Krakowa i Polski jest dobrze, żeby znowu tu rządził przedstawiciel KO? Finalnie każdy sam zdecyduje. Sam nie zdecydowałem, czy kogoś poprę. Może będzie jeszcze jakaś debata. Ochłonę 2-3 dni i będą decyzje.