Od wczoraj zamiast ośmiorga kandydatów mamy siedmioro kandydatów, ale rezygnacja Jana Hoffmana nikogo chyba nie zaskoczyła. „Quasi-kandydatura Hoffmana to ustawka, a rezygnacja i poparcie dla Łukasza Gibały to spłata zobowiązań” - tak mówią pana kontrkandydaci. Zaprzeczy pan?
- Ja podziwiam mecenasa Hoffmana. W przeciwieństwie do wielu polityków, potrafił schować do kieszeni swoje ambicje i poprzeć kogoś innego dla dobra miasta, żeby zwiększyć szanse na to, że skończy się w Krakowie model prezydentury partyjnej i wygra kandydat obywatelski. To nas łączy.
Trzeba przypomnieć, że wsparł pan inicjatywę referendalną prawie dwoma milionami. Za inicjatywą referendalną stał Jan Hoffman. Teraz on się wycofuje i popiera pana. Powiem tak bardzo delikatnie. Nie róbmy z logiki kurtyzany.
- Wsparłem inicjatywę referendalną, bo chciałem, żeby Krakowianie mogli przy urnach zdecydować, czy im się podobają rządy Aleksandra Miszalskiego, czy im się nie podobają. Zdecydowali. Nie ma w tym nic złego. Jan Hoffman nie miał takich zasobów finansowych jak Aleksander Miszalski, żeby wyrównać chociaż trochę to boisko, tego wsparłem. Czy gdyby on dzisiaj miał 25% w sondażach, czy by się zrzekł kandydowania?
Oczywiście, że nie.
- Właśnie. To nie była ustawka. Próbował, ale wiedział, że miał małe szanse.
Kim będzie Jan Hoffman? Jakie będzie miał stanowisko w magistracie, jeśli to pan będzie prezydentem?
- Nie wiemy, czy jakiekolwiek. Takie decyzje nie zapadły, bo najpierw musimy wygrać. Natomiast ja uważam, że to jest człowiek kompetentny, merytoryczny, więc nie wykluczam, że znajdzie swoje miejsce w magistracie, jeśli wygram wybory.
Widzi pan dla niego miejsce w magistracie. Raczej jako prawnik, czy zastępca prezydenta?
- Chciałbym, żeby takie osoby pracowały w magistracie, ale jest za wcześnie, żeby obsadzać stanowiska.
Wiceprezydent?
- Za wcześnie jest na takie deklaracje.
Jak pan odpowiada na to słynne pytanie, które już krąży w sieci? Przeczytam. „W powieści ‘Lalka’ Stanisław Wokulski wykorzystuje majątek i pozycje swojego rodu, by zdobyć uznanie społeczne oraz miłość samej Izabeli. Ta sytuacja przypomina trochę kandydaturę Łukasza Gibały, który walczy o prezydenturę z wykorzystaniem pieniędzy jego i jego rodziny”. Czy zgadza się pan z tym stwierdzeniem?
- Wokulski był postacią pozytywną. Wykorzystywał majątek dla dobra kraju. Chciał zbudować silniejszą Polskę. Polski wtedy nie było, bo były zabory, ale generalnie chciał wzmocnić tkankę społeczną w Polsce. Ja chcę to zrobić w Krakowie. Wykorzystuję swoje prywatne pieniądze, swój majątek, żeby demokracja była mocniejsza w Krakowie.
Czyli Łukasz Gibała jest jak Wokulski dziś w Krakowie?
- Dla mnie to schlebiające porównanie.
Ostatnio też pojawiły się publikacje dotyczące nieruchomości pana i pana rodziny. Dlaczego nie podaje pan liczby mieszkań, lecz sumę ich powierzchni w oświadczeniach majątkowych?
- Kupiłem trzy mieszkania koło siebie, żeby je połączyć. Zrobiłem to. To funkcjonalnie jedno mieszkanie. Wpisuję jedno duże mieszkanie w oświadczeniu majątkowym. Chciałbym, żeby wpisywać zawsze w oświadczeniach prawdę. Tam jest napisane w szablonie, żeby wpisywać stan faktyczny. To jest stan faktyczny.
Kandydat, który dysponuje pokaźną liczbą nieruchomości i jednocześnie jest tak antydeweloperski, no to dobrze by to nie wyglądało.
- Wyglądałoby to źle i byłoby niezgodne z faktami, bo nie mam trzech mieszkań. Jakbym napisał, że mam trzy mieszkania, to ktoś by mi pomyślał, że w jednym mieszkam, dwa komuś wynajmuję, jakieś Airbnb albo jakiś najem krótkoterminowy, a to po prostu była nieprawda. Ja w tych trzech mieszkaniach mieszkam. To jedno mieszkanie. Jest jedna kuchnia, jedno wejście
W księgach wieczystych jak jest?
- W księgach to trzy różne mieszkania. To główny argument moich przeciwników, że trzeba było wpisać taka fikcję prawną.
Według dziennikarzy Polityki z kolei działki należące do pana rodziny w gminach przylegających do Krakowa, mogą powodować konflikt interesów, jeśli doczekamy się ustawy metropolitalnej, zwłaszcza że szefem Stowarzyszenia Metropolia Krakowska jest prezydent Krakowa.
- Ja żadnych działek nie mam w Krakowie, ani pod Krakowem. Rodzina może mieć. Dobrze, że są poza Krakowem. Jakby jurysdykcja prezydenta była rozszerzona, to pan pewnie dobrze wie, że jest artykuł 26 KPA, który wyraźnie mówi, że w przypadku takiego konfliktu interesów te sprawy nie są rozpatrywane przez prezydenta. Dlatego na przykład jak chodzi o decyzje dotyczące metra, one zostały przeniesione do Oświęcimia, bo trasa metra idzie przez działki, których właścicielem jest rodzina prezydenta Miszalskiego. I tak samo było w tym przypadku. Jeśli metropolia kiedykolwiek powstanie, tego konfliktu interesów z tego powodu nie będzie, że będzie stosowany artykuł 26 KPA.
Podnosiła to Daria Gosek-Popiołek na debacie Telewizji Kraków i Radia Kraków. Również wróciła do tego wątku wczoraj. Jeśli przyjęta zostanie ustawa metropolitalna i będzie pan szefem Stowarzyszenia Metropolia Krakowska, jako prezydent Krakowa, to nie będzie problem?
- Nie. Będziemy wtedy stosować artykuł 26 KPA. Tego wymaga prawo. Jak chodzi o panią Darię, ja się zastanawiam, dlaczego ona wpisała w swoje oświadczenie majątkowe mieszkanie w Krakowie o powierzchni 70 metrów i wyceniła na 100 tysięcy złotych. To niecałe 1500 zł za metr kwadratowy. Powinna się skupić na swoich sprawach, a nie atakować kontrkandydatów za to, co robi ich rodzina.
100 tysięcy za mieszkanie to atrakcyjna cena...
- Prawda? Wiele osób by chyba kupiło mieszkanie za taką cenę.
Na debacie Radia Kraków i Telewizji Kraków Monika Piątkowska pytała o to, czy jak pan zacznie zwalniać ludzi z urzędu, to czy miasta nie czeka paraliż urzędniczy? Co więcej, nikt nie wie, kogo pan wprowadzi na ich miejsce. Kim są te osoby, które trafią na stanowiska osób zwolnionych przez pana?
- To dobrze, że nikt nie wie. Ja też nie wiem. Chcę konkursów. Jakbym wiedział, kto je wygra, byłyby one ustawione. Wiem, że politykom partyjnym może się to nie mieścić w głowie, ale tu będą rzetelne konkursy. Szanse będą miały osoby z wewnątrz magistratu, które teraz pracują na jakichś niższych stanowiskach. Będą mogły awansować. Szansę będą tez miały zainteresowane osoby z zewnątrz. Najlepszy będzie wygrywał.
Kto powinien się obawiać o swoje stanowisko w krakowskim magistracie?
- Wszystkie osoby zatrudnione z legitymacja partyjną, nie z klucza kompetencji.
Zostały zatrudnione przez Aleksandra Miszalskiego?
- Od tego zaczniemy. On zatrudnił w samym magistracie ponad 200 osób. Zrobimy taki przegląd, czy ktoś został zatrudniony dlatego, że ma kompetencje, czy dlatego, że ma legitymację partyjną. Przepytamy współpracowników, popatrzymy w CV, czy był konkurs, czy papiery zginęły. Byli dyrektorzy, że był niby konkurs, ale jakimś trafem nie ma dokumentów z tego.
Czyli zostali prześwietlonych około 200 osób tak na początek?
- W magistracie, plus w spółkach miejskich. Też poprosimy o listę tych osób, które zostały zatrudnione przez ostatnie dwa lata i będziemy się temu przeglądać. Natomiast moim zdaniem urzędnicy średniego i niższego szczebla mogą spać spokojnie, bo to dotyczy osób na stanowiskach kierowniczych.
Nie tak dawno w Telewizji Kraków mówił pan, że przez dwa lata prezydentury tak naprawdę niewiele można zrobić. Zajmie się pan głównie rozliczaniem swoich poprzedników?
- Robieniem porządku, sprzątaniem bałaganu, przywróceniem normalności, bo było za dużo takich eksperymentów jak strefa czystego transportu, obejmująca prawie całe miasto. Za dużo kolesiostwa, za dużo nepotyzmu...
Kolesiostwo i nepotyzm. Proszę tutaj przykłady podać.
- Pan zna te przykłady. Żona posła PO jest wicedyrektorem w instytucji odpowiedzialnej za ochronę przeciwpowodziową, a z wykształcenia jest plastykiem. 19-letnia asystentka posła Miszalskiego do niedawna była rzeczniczką praw ucznia, a najgorzej napisała test ze wszystkich kandydatów. To są tego typu przykłady.
A nepotyzm? Rozumiem, że to nie były przykłady nepotyzmu.
- Tak. To przykłady kolesiostwa. Chociaż no jak mówimy o żonie, to chyba też jest nepotyzm To
od łacińskiego słowa nepos, czyli bratanek. Bratanek to nie żona, ale chodzi o pokrewieństwo.
Dwa lata zarządzania miastem, to będą igrzyska dla Krakowian w postaci zawiadomień do prokuratury na swoich poprzedników?
- Nie. To będzie spokój, stabilizacja i sprzątanie po poprzednikach. Będzie raport otwarcia, audyt. Krakowianie odetchną. Nie będzie festiwalu skandali jak do tej pory.
Coś dla Krakowian pan też zrobi w ciągu tych dwóch lat?
- Oczywiście. Przyjmiemy plan ogólny, który będzie stawał wyżej dobro mieszkańców nad interes deweloperów. Przywrócimy ceny biletów komunikacji miejskiej sprzed podwyżki, wzmocnimy komunikację miejską. Będą „superlinie”.Chodzi o to, żeby na najpopularniejszych trasach co pięć minut jeździły autobusy i tramwaje. Zrobimy porządek z najmem krótkoterminowym, wprowadzimy opłatę turystyczną.
To są oczywiście decyzje zapadające na poziomie parlamentu. Jak prezydent nie podpisze, trudno będzie to zrobić.
- Mam nadzieję, że prezydent Nawrocki stanie po stronie tych, którzy chcą mieć spokój i prawo do funkcjonowania w Krakowie w normalnych warunkach.
Mówił pan, że pierwsza decyzja to audyt. Dalej to jest aktualne? Pierwsza decyzja w magistracie nowego prezydenta Łukasza Gibała to jest audyt? Czy zmienił pan tę swoją agendę?
- Nie. Jest wiele ważnych rzeczy. Od audytu zaczniemy.
Ma pan już ten swój gabinet umeblowany? Wiadomo, kto będzie wiceprezydentem?
- Nie. Nie wiadomo. Nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Szanse są wyrównane. Byłoby dziwne, jakbym dziś obdzielał stanowiska w magistracie.
Druga tura niemal pewna. Monika Piątkowska prawdopodobnie również będzie w tej drugiej turze. Wszyscy spodziewali się takich zapasów w błocie, jak dwa lata temu, a na razie spokojnie.
- Też jestem zaskoczony spokojem. Dwa lata temu była bardzo brzydka, brutalna kampania. W czasie referendum były też trzy takie sytuacje, gdzie radni Platformy musieli przepraszać wskutek spraw sądowych, bo obrażali zwolenników referendum. Tu na razie jest dużo bardziej spokojnie. Teraz dopiero pojawiły się te dziwne ataki w Polityce związane z tym moim oświadczeniem, ale to są ataki bardziej merytoryczne. Sok z Buraka milczy, czyli taki główny hejterski portal Platformy. Wczoraj był brzydki wpis pani radnej Szczepańskiej. Mam nadzieję, że za niego przeprosi. Nie będę cytował, bo jest wulgarnym wpisem. Generalnie jednak w stosunku do tego, co było dwa lata temu, to ja jestem bardzo zbudowany. To jest kampania dużo bardziej stonowana, merytoryczna, spokojna. Mam nadzieję, że taka zostanie do 11 października, bo zakładam, że jednak będą dwie tury.
Rozumiem, że tak pan zaplanował przynajmniej tę część kampanii wyborczej. Stąd te apele podczas debat o to, by kontrkandydatki mówiły o sobie coś miłego?
- Tak. Zauważył pan to. Wielu mieszkańców zauważyło. Zamiast atakować, poświęcam swój czas, żeby kandydatki wzajemnie się chwaliły. To sympatyczne.