Dzieje się dokładnie to, co oglądamy w tanich serialach science fiction. Z tą różnicą, że dzieje się to na naszym rodzimym Tik Toku i wcale nie jest śmieszne. Ktoś wziął algorytm, wrzucił hasło - "zrób mi apokalipsę w centrum Warszawy" i mamy efekt.
Tłum ludzi, reporterka z balkonu relacjonuje rewolucję, a wszystko spięte paskiem TVP Info. Tylko, że jak przyjrzysz się temu bliżej, włos jeży się na głowie. Nie z wrażenia, a z żenady. Sztuczna inteligencja wciąż ma gigantyczne problemy z podstawowymi rzeczami. Napisy na paskach informacyjnych wyglądają jak hieroglify po mocnym trzęsieniu ziemi. Transparenty protestujących noszą napisy w stylu Lorem Ipsum, albo jakieś kosmiczne esy floresy, których nie odczytałby żaden okulista.
Analizy pokazują zresztą niemal 75% pewności, że maczały w tym palce cyfrowe krasnale z AI. Co najciekawsze, to nie jest żaden unikalny polski kabaret. Euronews przyjrzał się tej sprawie i okazało się, że dokładnie ten sam szablon poszedł na eksport do całej Europy. W Portugalii, Francji, Niemczech czy w Wielkiej Brytanii krążą identyczne klipy. W Lizbonie reporterka stoi na niemal identycznym balkonie. Trzyma mikrofon jednej stacji, a na dole ekranu świeci się logo zupełnie innej.
To tak, jakby ktoś zamówił całą serię rewolucji w chińskim markecie internetowym. Poproszę jedną demonstrację w Warszawie i jedną dostawę do Lizbony. Najlepiej na wczoraj. Po co to komu? Odpowiedź jest brutalnie prosta. Zasięgi, wyświetlenia i czysta polaryzacja. Najpopularniejszy filmik w Polsce zdobył ponad 200 tysięcy wyświetleń, a algorytmy TikToka pieką pieczeń na ludzkich emocjach.
Ludzie kłócą się w komentarzach, nakręcają spiralę gniewu, a twórcy tego cyfrowego bubla liczą lajki i wyświetlenia. Takie fejki są dziś tanie jak barszcz i można je produkować masowo.