Aleksander Miszalski przerwał milczenie po odwołaniu go ze stanowiska prezydenta Krakowa w referendum. W oświadczeniu opublikowanym na platformie X przyznaje, że chciał zbyt szybko wprowadzić zbyt wiele zmian.
„Nie zamierzam udawać, że wszystko robiłem dobrze. Chciałem w krótkim czasie uporządkować finanse Krakowa, przeprowadzić trudne reformy i rozpocząć ważne inwestycje. Dzisiaj wiem, że próbowałem zmienić zbyt wiele rzeczy naraz” – napisał.
Były prezydent podkreśla, że poniósł za swoje decyzje polityczną odpowiedzialność. Większość oświadczenia poświęca jednak Łukaszowi Gibale, którego zna od 18 lat. Przypomina ich wspólną działalność w Platformie Obywatelskiej i zarzuca mu, że dziś atakuje polityków, których wcześniej sam rekomendował na listy wyborcze.
"Wtedy wszystkich cenił, lubił i szanował dzisiaj wszystkich hejtuje. Szczere czy koniunkturalne? Później nasze drogi się rozeszły. W 2024 roku stanęliśmy naprzeciw siebie w wyborach prezydenckich. Dzisiaj słucham tego co mówi, co obiecuje i stwierdzam z całą stanowczością, że kłamie, manipuluje bądź wykazuje się podstawową niewiedzą. Jego działania są skalkulowane na dezinformację i ubrane w populistyczne hasła” – ocenia Miszalski.
Referendum i spór o wiarygodność Gibały
Miszalski wraca do referendum, w którym stracił stanowisko. Przekonuje, że Łukasz Gibała przedstawiał swoją rolę jako wspieranie obywatelskiej inicjatywy, choć jego stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców miało przekazać na kampanię referendalną wsparcie rzeczowe wycenione na niemal 1,9 mln zł. Według przytoczonego przez byłego prezydenta sprawozdania całkowite koszty kampanii wyniosły niecałe 2 mln zł.
„Krakowianie zostali po prostu OSZUKANI, że mowa o obywatelskim akcie, a chodziło tak naprawdę o dogrywkę do wyborów” – pisze Miszalski.
Odrzuca również zarzut, że miasto wydało 3,5 mln zł na gazetę, która miała służyć krytykowaniu referendum. Wyjaśnia, że wskazana kwota dotyczyła całego roku wydawania miejskiego pisma, a przed referendum ukazały się tylko dwa numery, poświęcone – jak zapewnia – codziennym sprawom miasta.
Miszalski odnosi się też do wypowiedzi Gibały o sześciu radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy mieli zgłosić gotowość do rozmów i ewentualnej współpracy. Przypomina, że 6 października krakowski sąd prawomocnie utrzymał rozstrzygnięcie nakazujące sprostowanie tej wypowiedzi.
Były prezydent zarzuca ponadto Gibale, że choć dziś deklaruje chęć współpracy z radnymi, podczas jego prezydentury nie przyjął żadnego zaproszenia na spotkanie.
Zarzuty o partyjne nominacje i pytania o rodzinne interesy
W oświadczeniu pojawia się również spór o zatrudnianie działaczy Koalicji Obywatelskiej w krakowskim magistracie. Miszalski nie zgadza się z twierdzeniem Gibały, że kierownicze stanowiska zajmuje około 100 osób związanych z KO. Według byłego prezydenta jest ich nie więcej niż 15 na 170 takich stanowisk.
"To jest to legendarne “kolesiostwo”? Tymczasem z jego kręgów padają już konkretne nazwiska osób które znajdą pracę w Magistracie czy spółkach (Urynowicz, Wąsowicz, Czop, Szopińska, Hoffman, Szczepan, Kędryna, Jantos, Bogdanowska, Kubiczek, Wałachowski)… Czy już zatem znają wyniki konkursów? Zresztą już 2024 r. w debacie dla Radia Kraków zapowiedział zatrudnienie ludzi ze swojego stowarzyszenia w UMK. Postawa Łukasza to nic innego jak perfidna hipokryzja" - pisze.
Miszalski zarzuca też Gibale zmianę stanowiska wobec Strefy Czystego Transportu. Przypomina, że w 2022 roku głosował on za jej wprowadzeniem, a obecnie opowiada się za ograniczeniem jej zasięgu. Były prezydent uważa, że wynika to z kalkulacji wyborczej.
Osobny fragment poświęca działalności gospodarczej rodziny Gibały. Wskazuje na interesy deweloperskie jego brata, finansowanie inwestycji deweloperskich przez rodzinne firmy oraz grunty należące do rodziny w okolicach Krakowa. Pyta, czy objęcie przez Gibałę urzędu prezydenta nie wpłynęłoby na decyzje dotyczące miejskich inwestycji.
"Dla wielu z Was może to być szokujące, ponieważ w poprzedniej kampanii mówił, że jego brat nie ma nic wspólnego z deweloperką [Łukasz Gibała powiedział to w 2024 roku podczas przedwyborczej debaty w Radiu Kraków - dop. red]. Tymczasem jeszcze w 2024 roku, na jesieni, firma Gibałów wznowiła postępowanie w sprawie wycinki drzew na ul. Lea. Oprócz budowania, ich firmy zajmują się również finansowaniem deweloperów i na tym zarabiają. Tak, tymi deweloperami z którymi Łukasz - rzekomo - tak zaciekle walczy. Łukasz mówi, że setki działek jego rodziny w okolicach Krakowa nie kolidują z ewentualnym pełnieniem funkcji Prezydenta. Ale to też jest KŁAMSTWO. Prezydent ma przecież ogromne przełożenie na: transport aglomeracyjny, parkingi P&R, współpracę w Metropolii Krakowskiej, planowanie inwestycji na granicach miasta. Musimy sobie wszyscy zadać ważne pytanie: czy inwestycje miasta na obrzeżach będą realizowane dla większej korzyści Krakowian, czy może raczej dla większej wartości działek należących do Gibałów" - pyta Miszalski.
„Audyt, niestety, nie jest bankomatem”
Dużą część oświadczenia Miszalski poświęca finansom Krakowa. Zarzuca Gibale błędne wyliczenia dotyczące wpływów z turystyki, podatku CIT, kosztów funkcjonowania departamentów w magistracie i budowy przystanków kolejowych.
Według Miszalskiego likwidacja departamentów nie przyniosłaby zapowiadanych przez Gibałę ponad 10 mln zł oszczędności, ponieważ ich funkcjonowanie kosztuje około 2 mln zł. Były prezydent twierdzi też, że departamenty przyniosły miastu około 60 mln zł korzyści w pierwszym półroczu działalności.
Najwięcej miejsca poświęca jednak kosztom programu wyborczego Gibały. Wylicza, że przedstawione przez niego propozycje oraz postulaty jego stowarzyszenia oznaczałyby łącznie około 3,5 mld zł inwestycji i niemal 400 mln zł rocznych wydatków lub utraconych dochodów. Zaznacza przy tym, że jego wyliczenia nie obejmują między innymi budowy metra, tras Pychowickiej i Zwierzynieckiej czy wykupu Łąk na Klinach.
Miszalski przekonuje, że realizacja tych propozycji wymagałaby znalezienia dodatkowych 5–8 mld zł. Pyta, czy Gibała zamierza ograniczyć inne inwestycje, czy zwiększyć zadłużenie miasta.
"Audyt, niestety, nie jest bankomatem. Zastąpienie “kolesi” na swoich już oczywiście nie “kolesi” tylko “ekspertów” ze swojego stowarzyszenia nie rozwiąże sprawy. A Excel i budżet mają te paskudne cechy, że nie reagują na lajki na Facebooku. Nie da się w budżecie 11 mld zł znaleźć 1 mld zł oszczędności bez cięcia usług dla mieszkańców. Jeden miliard to cały transport, to 25% edukacji albo likwidacja wszystkich urzędów i zwolnienie wszystkich urzędników. Skoro nie audyt, to może Łukasz Gibała chce wykreślić inwestycje z Wieloletniej Prognozy Finansowej? Tylko pytanie brzmi które? Bo żeby znaleźć taką kwotę, potrzebne byłoby wykreślenie wszystkich inwestycji z 5 lat…" - pisze były prezydent.
Krytykuje również sposób przedstawiania przez Gibałę obietnic wyborczych.
„Za mało autobusów? Zwiększymy liczbę kursów. Za drogie bilety? Obniżymy ceny. Brakuje mieszkań? Wybudujemy. Deweloperka się szerzy? Nie wybudujemy. Potrzeba tramwajów, parków, parkingów? Zrobimy. Rośnie dług miasta? Oddłużymy” – wylicza.
Były prezydent popiera w wyborach Monikę Piątkowską, którą przedstawia jako doświadczoną menedżerkę, przygotowaną do zarządzania miastem i jego finansami. O Gibale pisze, że nie ma doświadczenia w kierowaniu dużą organizacją; zarzuca mu, że „dąży do jednego celu – kupienia sobie miasta”.