|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Kto ma rację: muzyk z małym wzmacniaczem czy krakowski Urząd Miasta?

Gitarzysta Bartek Postupalski wszedł w spór z miastem o używanie podczas występu ulicznego w okolicach Rynku Głównego w Krakowie, 7-watowego głośnika. Odmówił przyjęcia 50-złotowego mandatu, który chciała mu wystawić straż miejska, ponieważ - jak twierdzi - nic złego nie zrobił. Sprawa trafiła pod sędziowski młotek.

Posłuchaj materiału Tomasza Bździkota

Fot. T. Bździkot

W opinii muzyka ulicznego Bartka Postupalskiego tak ustawiony mały, siedmiowatowy wzmacniacz nie jest w żaden sposób uciążliwy. Artysta nie poczuwa się do żadnej winy. "Ani nie zagrażam zabytkom, ani środowisku. Są sytuacje, że same instrumenty nie wymagające nagłośnienia są bardzo głośne. Albo na przykład taki big band, gdzie są perkusje, trąbki..." - porównuje muzyk.

Samo karanie za używanie małego głośnika uważa za bezsensowne. Z przepisami ograniczającymi muzyków ulicznych od ponad dwudziestu lat walczy krakowski gitarzysta Robert Pieculewicz. Jak przyznaje, przez lata stawiano mu różne zarzuty. "A to że zakłócamy ruch – bo Rynek Główny miał status drogi publicznej. A to że naszą muzyką możemy uszkodzić strukturę zabytkowych murów. Przeszkadzamy takiej czy innej osobie, że przekraczamy normy natężenia dźwięku. Byłem karany grzywnami, a nawet kiedyś pracami społecznymi" – wylicza Pieculewicz. I jak dodaje, teraz największą zbrodnią muzyka jest używanie głośnika.

Urzędnicy jednak przekonują, że to wynika z polskiego prawa. Czy to, jak mówi Dariusz Nowak z krakowskiego magistratu, z miejskiej uchwały o parku kulturowym lub z ustawy z kwietnia 2001 roku o ochronie środowiska. "Tam jest zapis, który wprost mówi o tym, że zabrania się używania wszelkich urządzeń nagłaśniających. Zrobił się problem, bo ludzie, którzy rzeczywiście grają lub odtwarzają muzykę nie mogą używać tego typu środków" – wyjaśnia Dariusz Nowak.

Pozostaje jednak pytanie, czym jest tak naprawdę to "nagłośnienie". Niejednokrotnie zdarzało się, że zezwolenia na występy na Rynku może dostać na przykład muzyk grający na klawiszach, a w tym instrumencie - jak przekonuje Bartek Postupalski - przecież też jest głośnik, tylko wbudowany. "Nie wszyscy mają nagłośnienia. Nie chcę robić tu osobistych wycieczek. To sprawa zawiła, nie chciałbym w ten sposób kogoś skrzywdzić" – podkreśla Postupalski.

To, że faktycznie te przepisy nie są jasno skonkretyzowane przyznaje sam Dariusz Nowak. "Wszystko sprowadza się do cichej, średnio głośnej i głośnej muzyki. Pojęcia niesprecyzowane" – mówi.

Co więc zrobić, aby wszyscy artyści uliczni byli traktowani równo? Jak twierdzi Robert Pieculewicz, rozwiązanie jest proste. "Są określone normy natężenia dźwięku i wystarczy ich przestrzegać. Niezależnie od źródła, z którego ten dźwięk się wydobywa. To proste jak dwa razy dwa" – ocenia Pieculewicz. Podobnego zdania jest sam oskarżony. "Należałoby się zabrać do tego od tej strony. Jest zarządzenie prezydenta, że głośność nie może przekraczać 84 decybeli w odległości od 2 do 32 metrów. Z tym, że dla nas artystów są to konkretnie 2 metry. To przede wszystkim powinno być brane pod uwagę" – twierdzi artysta.

Dlatego też Bartek Postupalski złożył wniosek do sądu o eksperyment podczas kolejnego posiedzenia. Tak, aby zmierzyć głośność gry na gitarze elektrycznej z małego wzmacniacza i porównać ją z głośnością na przykład trąbki. Bo ważniejsze powinno być jak ktoś gra, a nie na czym.

Sprawa Bartka Postupalskiego została odroczona do 10 kwietnia. Być może wtedy w krakowskim sądzie odbędzie się także eksperyment z udziałem instrumentów.

 

 

(Tomasz Bździkot/ew)

86%
14%