To koniec zabawy w kotka i myszkę - nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii ułatwi policji ściganie producentów dopalaczy. Ta mieszanka trucizn jest popularna wśród  młodzieży i, dzięki internetowi, ogólnie dostępna. Od 1 lipca obrót zakazanymi substancjami będzie bardzo utrudniony, bo na listę szkodliwych substancji wprowadzono sto czternaście nowych specyfików.

"Sole kąpielowe", "wyciągacze wilgoci", "produkty kolekcjonerskie" - trucizny,które wypalają mózg


Dopalacze są groźniejsze od tradycyjnych narkotyków, unikają ich nawet użytkownicy znanych środków psychoaktywnych. Dlaczego? Bo  zażywanie dopalaczy to jak gra w rosyjską ruletkę. Użytkownicy spodziewają się pobudzenia, euforii czy  halucynacji. A mogą skończyć na ostrym dyżurze z uszkodzonym mózgiem, sercem lub wątrobą. W przypadku zatrucia samymi narkotykami lekarze znają ich skład, wiedzą jak reagować, co podać pacjentowi. A jeśli mają do czynienia ze środkiem o niewiadomej recepturze mają ograniczone możliwości niesienia pomocy zatrutym. I to może doprowadzić do tragedii.

Zapis rozmowy Adama Piśki ze Stanisławem Bobulą, psychologiem.

Co się dzieje? To wakacje czy coś nowego się pojawiło na rynku?

- Jedno i drugie. Pojawiła się jakaś substancja, która działa tak, że ludzie nie są w stanie sobie z tym poradzić. Do tego są wakacje, młodzi ludzie nie mają co robić i sięgają po to co sięgali także podczas roku szkolnego. Substancja ich jednak przerosła.


Czyli to nie wakacje jako takie są przyczyną tego, że tak duża ilość dzieciaków sięgających po te środki jest rejestrowana? Oni w ciągu roku też po to sięgają, ale o tym nie wiemy?

- To zbieg kilku okoliczności. Młodzi maja czas, nie są po 8 godzin w szkole. Spożycie substancji rośnie. Drugi czynnik to sytuacja, że od 1 lipca kolejne substancje zostały zakazane i kreatywni chemicy wymyślili nowe. Jak widać takie, które działają mocniej. To trzeci czynnik – nowa substancja, która powoduje koniec w szpitalu. Jak substancje działają delikatnie to nikt do szpitala się nie zgłasza.

 

Dlaczego dzieciaki sięgają po takie środki?

- Przyczyn jest kilka. Można je rozłożyć na 3 grupy. Pierwszy czynnik to czynnik osobowościowy – nieumiejętność radzenia sobie ze stresem, emocjami, obniżony system wartości czy niska samoocena. Druga grupa to czynniki środowiskowe – kwestia rozbitych rodzin, rodziców, którzy nie potrafią wychować. Trzeci czynnik to sprawa genetyki. Są osoby bardziej podatne na uzależnienia. Te osoby są wstanie uzależnić się od wszystkiego, także od biegania czy chodzenia na siłownię. Dochodzi do tego też kwestia czasu. Co z nim zrobić? Nie jest tak, że wszyscy wyjeżdżają. Młodzi często nie potrafią spędzać wolnego czasu. Widać to w szkole. Oni mają czasami luźną lekcję i nie potrafią się zorganizować. Jak im się nie pokaże ciekawej gry to oni są bezradni. Im kto się bardziej nudzi, tym głupsze pomysły przychodzą do głowy.

 

Mówi pan o oczywistościach, ale często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jak dzieci nie mają zajęcia to nie szukają go sami. Jak rozmawiać z dziećmi? Jak tłumaczyć, że środki po które sięgają nie są co prawda zabronione, ale nie są dla nich dozwolone?

- One są nieodpowiednie dla każdej osoby. Wiek nie ma znaczenia. Zahaczył pan o ważną rzecz, czyli o czynniki chroniące przed zachowaniami ryzykownymi. Nie chodzi tylko o uzależnienia. To też wczesna inicjacja seksualna. Chodzi o rozmowę, ale nie od czasu do czasu. Chodzi o bliską relację. Jak takie relacje są w rodzinie, rozmawiamy z dzieckiem o różnych sprawach, dziecko czuje, że ma w nas oparcie i zaufanie to nie próbuje problemów rozwiązywać same. W szkole relacje z nauczycielami też mogą wpłynąć na to, że dziecko jest bardziej odporne na zachęty. Warto rozmawiać o tym jakie skutki ma przyjmowanie różnych substancji. Jednak dopiero 25 letnia osoba czuje, że coś się może jej stać. Kilkunastolatek tych konsekwencji zdrowotnych nie czuje.

 

Dopiero 25-latek?

- Zależy od tego jak komu mózg dojrzewa. Od 25 roku życia ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że czeka ich śmierć. Chyba że w rodzinie mamy z tym do czynienia. Wtedy wcześniej zdajemy sobie z tego sprawę.

 

Adam PIśko/ Ewa Szkurłat/ ko/jg