|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Pavarotti. Piękny człowiek

Film jest fantastyczną opowieścią o artyście, który udowodnił, że operę można pokochać i który zrobił więcej dla popularyzacji tego gatunku, niż wszyscy razem wzięci najsłynniejsi śpiewacy XX wieku. Bo to właśnie Luciano Pavarotti wyprowadził muzykę operową z teatrów, najpierw do amerykańskich klubów a później na stadiony. Potraktował operę – bądź co bądź sztukę elity – jak produkt popkultury. I odniósł globalny sukces. Sprawił, że przeciętny miłośnik muzyki, głównie muzyki rockowej dostrzegł w operze piękno; potrafił się nią wzruszyć . To właśnie dzięki Pavarottiemu, opera jako gatunek, której przecież jeszcze nie tak dawno wieszczono koniec, stała się niezwykle popularna, a teatry operowe zyskały wiele nowej publiczności.

fot: YouTube

Nie uchroniło to Pavarottiego od fali krytyki. Głównie zarzucano mu, że chałturzy za gigantyczne pieniądze. Rzeczywiście, zarabiał wiele, jak gwiazda pop, ale też umiał się dzielić wspierając  i angażując się w wiele akcji charytatywnych. Pozostawił po sobie spory majątek, o który rodzina walczyła, co mogliśmy śledzić na łamach także polskich tabloidów. Ale o tym w filmie nie będzie. Zobaczymy obraz będący piękną biografią, pięknego człowieka.  Człowieka bez skazy, otoczonego kochającą rodziną. A przecież pamiętamy, że nie koniecznie tak było.

Film opowiada życie śpiewaka, od jego początków aż po śmierć. I opowiada w sposób fascynujący, jakby to był film fabularny, mający odpowiednio wyznaczone punkty kulminacji.  Narracja wciąga, a widz prowadzony jest zgrabnie  przez reżysera. Ale, to nie przeszkadza. Nawet więcej, tego się w ogóle nie czuje. I trudno się dziwić. Film zrobił  65-letni Ron Howard, bardzo sprawny amerykański aktor i reżyser. Jako aktor – nie osiągnął tak wiele – choć zagrał w 33 filmach (jako aktorskie dziecko debiutował w wieku 18 miesięcy, a poważne role dostawał już od 5 roku życia). Ale, jako reżyser – 37 filmów – jest twórcą głośnych i nagradzanych filmów takich jak m.in.: "Kod da Vinci", "Apollo 13", czy "Piękny umysł",  za który otrzymał 2001 roku Oscara.

Luciano Pavarotti jest bardzo wdzięczną postacią na film.  Łączył w sobie wiele sprzeczności. Jedna z nich to ta, że robił wrażenie zwykłego człowieka, jakby jednego  z nas, a jednak był gwiazdą zaliczaną do największych na świecie. Jeżeli do tego dodamy talent i przepiękny głos o niespotykanej tenorowej barwie, który się zdarza bardzo rzadko, a także ujmującą osobowość, pewnego rodzaju szczerość i bezpośredniość, to wiemy już dlaczego to właśnie on zrobił wielką karierę. Miał w sobie tyle wspaniałych cech, niezbędnych by podbić świat, no… i znalazł się we właściwym miejscu i czasie. A także spotykał na swojej drodze odpowiednich ludzi.  Zresztą w filmie, Pavarotti mówi, że jego ojciec miał piękniejszy głos od niego i że lepiej śpiewał. Ale widać, czegoś zabrakło, bo kariery nie zrobił i pozostał piekarzem, śpiewającym w operowym chórze w Modenie.

Wielkim atutem filmu są nigdy wcześniej niepublikowane materiały archiwalne, a także wypowiedzi współpracowników Pavarottiego, menedżerów, robiących czasem wrażenie wręcz gangsterów kultury, a także śpiewaków:  Jose Carrerasa, Placido Dominga, z którymi tworzył legendarny team – Trzech Tenorów. Ale wypowiada się też Bono – frontman U2, czy też najbliższa rodzina artysty. Nie brakuje opowieści pierwszej żony i córek Pavarottiego z tego małżeństwa, a także drugiej żony – Nicoletty, młodszej od tenora o 34 lata. Poślubił ją w 2003 roku, miał wtedy blisko 70 lat. Prasa bulwarowa nie oszczędzała śpiewaka. Ale artysta był szczęśliwy, co zresztą widać na filmie, krótko szczęśliwy, bo zmarł cztery lata później.

Reżyser ma co opowiadać. Pokazuje życie i karierę wielkiego artysty, od kopciuszka, czyli od skromnego nauczyciela i chórzysty aż po globalną gwiazdę. A wszystko zaczyna się w Modenie, gdzie w 1935 roku urodził się Luciano. Uczył się śpiewu początkowo w swoim mieście u profesora Arriga Poli, a później na studiach u Ettore Campogallianiego w Mantui. W 1961 zadebiutował jako Rudolf w „Cyganerii”  Pucciniego, w dwa lata później wystąpił na deskach Covent Garden, w 1965 w La Scali, a w 1968 w Metropolitan Opera. Zrobił błyskawiczną karierę.  

Jednocześnie reżyser zderza w filmie wizerunek artysty tworzony przez menedżerów na potrzeby mediów, ze światem prywatnym, nawet dość intymnym. Ron Howard wmontował w film prywatne fragmenty kręcone domową kamerką przez Nicolettę, przez co podglądamy prywatność wielkiej gwiazdy, prywatność domową, znaną tylko najbliższym. Można się też uśmiechnąć oglądając w filmie fragmenty starych programów telewizyjnych, wywiadów śpiewaka, czy jego występów np. w telewizjach śniadaniowych. Artysta ma w sobie sporo wdzięku i do dziś z ekranu kokietuje widzów.

Mocną stroną filmu jest muzyka. Tak na prawdę to ona buduje cały film, podkreśla napięcie i przede wszystkim wzrusza. Bo ten film jest niezwykle wzruszający. Dawno nie słuchałam płyt Pavarottiego i właściwie już zapomniałam jak pięknie śpiewał i jak niezwykły miał głos. Ale nagrania archiwalne wykorzystane w filmie z różnych wykonań śpiewaka i z różnych lat przypominają z jak wielkim artystą mieliśmy do czynienia. Zresztą w czerwcu wyszła płyta ze ścieżką dźwiękową z tego obrazu i podejrzewam, że będzie się cieszyła ogromną popularnością. Bo w filmie wykorzystano największe hity m.in.: arię „Nessun Dorma” z opery „Turandot” Puciniego ( The John Aldis Choir, Wandsworth School Boys Choir, London Philharmonic Orchestra/Zubin Mehta, nagranie 1972);  arię „Una furtiva lagrima” , z opery „Napój miłosny” Donizettiego (English Chamber Orchestra/Richard Bonynge);  arię „La donna è mobile” z opery „Rigoletto” Verdiego; (London Symphony Orchestra/Richard Bonynge); czy „Vesti la giubba”z opery „Pajace” Leoncavalla (nagranie live, Philadelphia Orchestra/Riccardo Muti). I dla mnie ten właśnie utwór okazał się bardzo wzruszający… Oczywiście nie zabrakło słynnego „ O sole mio” z koncertu Trzech Tenorów w Rzymie z 1990 roku i z wielu innych występów.

Warto przypomnieć, że Pavarotti specjalizował się w repertuarze bel canto, szczególnie w operach Belliniego, Donizettiego, Rossiniego ale także późniejszych twórców Verdiego i Pucciniego. W tym repertuarze jego głos brzmiał doskonale. Potrafił śpiewać niezwykle wysoko: aż do dźwięku d dwukreślnego.  To rzadkość. Najsłynniejsze jego partie pochodzą z „Napoju miłosnego” i z „Córki pułku”, dwóch oper Donizettiego, a także z oper Verdiego: „Rigoletto” i „Aida”;  oraz z „Carmen” Bizeta i „Toski” oraz „Turandot” Pucciniego. Ale przede wszystkim piękny głos i świetną technikę potrafił wykorzystać do przekazania ogromnych emocji.

Tego w filmie nie zobaczymy – bo z punktu widzenia reżysera, to nic nieznaczące fakty – ale tylko przypomnę, że Pavarotti był dwa razy w Polsce. Pierwszy raz wtedy, gdy jeszcze nie był sławny, w 1964, w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, a drugi raz w 1995, kiedy to wystąpił w sali Kongresowej w Warszawie.

Piękny film! Trzeba go koniecznie zobaczyć!

 

86%
14%