Rejs, w którym uczestniczyłam nie był najbardziej spektakularny, nie pobiliśmy rekordu prędkości, nie był to rejs samotny, non stop, nasz jacht nie był ani najmniejszy ani największy. Nie była to też próba pływania na byle czym. Nie. Był to klasyczny, niekomercyjny rejs dookoła świata. Zorganizowała go grupa znajomych i porzuciwszy lądowe życie na prawie trzy lata zdecydowała się na przeżycie wspaniałej przygody. Nasz jacht, 14-metrowy stalowy kecz o "imieniu" Wassyl w zeszły czwartek dotarł do macierzystego portu w Szczecinie, kończąc wyprawę. Tak o swojej przygodzie życia opowiadała Natalia Ptasińska - krakowianka "z urodzenia i przekonania" - gość Anny Piekarczyk i Grzegorza Bernasika.