|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Minister Józefa Szczurek-Żelazko w Radiu Kraków: pielęgniarka to zawód z przyszłością

Przekonuję młodzież, która stoi przed wyborem swojej ścieżki zawodowej, że zawód pielęgniarki jest zawodem atrakcyjnym, a będzie jeszcze bardziej – mówiła na antenie Radia Kraków Józefa Szczurek-Żelazko, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, która była gościem Macieja Zdziarskiego w audycji "Oko w oko" w poniedziałek, 19 czerwca.

Posłuchaj rozmowy

fot. M. Bartkowicz

Minister Szczurek-Żelazko podkreślała szczególną rolę pielęgniarek w systemie opieki zdrowotnej. Zwróciła jednak uwagę, że zmiany społeczne i polityczne w ostatnich kilkudziesięciu latach zmarginalizowały tę profesję. – Zawód pielęgniarki stracił na prestiżu społecznym (...) wiele pielęgniarek odeszło z zawodu, a nowych osób nie przyjmowano do pracy. Panie, które kończyły studia, nie znajdywały zatrudnienia, więc albo się przebranżawiały, albo wyjeżdżały za granicę. W efekcie mamy potężną lukę pokoleniową, która w tej chwili daje o sobie znać ze zdwojoną siłą – tłumaczyła minister.

Odpowiedzią na brak pielęgniarek są konkretne działania rządu, o których Józefa Szczurek-Żelazko opowiedziała w Radiu Kraków. Jest to m.in. przyjęta przez Sejm ustawa, która ma zniwelować różnice płac między zawodami medycznymi. – Pielęgniarka z wyższym wykształceniem ze specjalizacją będzie mogła zarabiać porównywalne kwoty co lekarz – wyjaśniła. Dodała, że Ministerstwo Zdrowia wystąpiło do rektorów uczelni z prośbą o zwiększenie liczby miejsc na kierunkach pielęgniarskich. Powołano także zespół, którego zadaniem jest opracowanie strategii rozwoju pielęgniarstwa w Polsce.

Minister mówiła także o wyzwaniach związanych ze starzeniem się społeczeństwa. – Powinniśmy zrobić wszystko, aby seniorzy jak najdłużej pozostawali sprawni fizycznie, społecznie i zdrowotnie, tak by mogli być samowystarczalni. A kiedy tej sprawności zabraknie, opiekę muszą zapewnić sprawnie działające instytucje. Zwróciła uwagę na potrzebę kreowania odpowiedniej polityki senioralnej. – Działania na rzecz seniorów podejmowane są w różnych obszarach, zarówno przez samorządy, jak i przez organizacje pozarządowe. System państwowy stwarza ponadto warunki do rozwoju takich instytucji – wyjaśniła. Apelowała także, aby starości nie traktować jako problemu. – Czy na przykład problemem są małe dzieci? Wcale nie – przyjmujemy je z radością mimo wielu trudności, jakie potrafią sprawić. Tak samo powinniśmy postrzegać starość – zaznaczyła minister.

Na koniec opowiedziała o swoich doświadczeniach związanych z kierowaniem brzeskim szpitalem, pracy w sejmiku województwa i pracy poselskiej. - Zawsze koncentrowałam się na konkretnych zadaniach, które mają być wykonane w kilkuletniej perspektywie - wyjaśniła.

 


Zapis rozmowy Macieja Zdziarskiego z wiceminister zdrowia Józefą Szczurek-Żelazko


Maciej Zdziarski: Naszym gościem jest wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko, poseł na sejm z okręgu tarnowskiego, wcześniej radna województwa małopolskiego i dyrektor szpitala w Brzesku. Jest pani dopiero drugą po ’89 roku pielęgniarką w kierownictwie Ministerstwa Zdrowia po Krystynie Sienkiewicz z lat 90., prawda?
Józefa Szczurek-Żelazko: Tak jest. Pierwszy raz po dwudziestu kilku latach kolejna pielęgniarka pracuje w ścisłym kierownictwie Ministerstwa Zdrowia.


Długo trzeba było na to czekać. Dlaczego?
- Myślę, że powód jest banalny: zbyt mało pielęgniarek angażuje się w życie społeczne i polityczne. Może najwyższa pora to zmienić, tak by pielęgniarki wzięły sprawy w swoje ręce i nie tylko realizowały się zawodowo w swojej profesji, ale również działały na niwie społecznej, w samorządach – ja tak rozpoczynałam swoją działalność – a potem w życiu politycznym.


Czy można sobie wyobrazić system opieki zdrowotnej bez pielęgniarek?
- Absolutnie nie! Myślę, że żaden system na świecie nie jest w stanie funkcjonować bez pielęgniarek. Pielęgniarstwo ma bardzo długą tradycję. Odgrywa ważną rolę nie tylko w procesie leczenia i rehabilitacji pacjentów, ale przede wszystkim – i może na tym trzeba by się skupić – w promocji zdrowia, w profilaktyce, w kształtowaniu postaw prozdrowotnych, począwszy już od postaw kształtowanych u maleńkich dzieci.


Pytam o to, bo od lat w systemie brakuje pielęgniarek. Przyzwyczailiśmy się też, że tzw. biały personel ma niewielkie zarobki i że od lat, raczej bezskutecznie, próbuje walczyć o swoją pozycję.
- Rzeczywiście w ostatnich kilkudziesięciu latach zmiany społeczne, a później także polityczne, w dużej mierze zmarginalizowały zawód pielęgniarki. W latach 90., kiedy próbowano wprowadzić gospodarkę rynkową do placówek służby zdrowia, „racjonalizowano” wydatki poprzez zwalnianie pielęgniarek. Ta grupa zawodowa została najbardziej ze wszystkich poszkodowana w procesach przekształceniowych w publicznej opiece zdrowotnej, a to spowodowało, że zawód pielęgniarki stracił na prestiżu społecznym. To jest też źródło problemów, którym obecnie musimy stawiać czoła, ponieważ w międzyczasie wiele pielęgniarek odeszło z zawodu, a nowych osób nie przyjmowano do pracy. Panie, które kończyły studia czy też szkoły pielęgniarskie, nie znajdywały zatrudnienia, więc albo się przebranżawiały, albo wyjeżdżały za granicę. W efekcie mamy potężną lukę pokoleniową, która w tej chwili daje o sobie znać ze zdwojoną siłą.

 

Obecnie nawet młody lekarz w niewielkiej miejscowości może zarabiać godziwe pieniądze w publicznym szpitalu, a pielęgniarka – nie. Czy to jest problem, który da się rozwiązać?
- Myślę, że miarą prestiżu zawodu – oprócz takich kwestii jak wykształcenie czy kompetencje – jest właśnie sposób wynagradzania. Niestety w ostatnich kilkudziesięciu latach pielęgniarki były bardzo słabo wynagradzane. Z czasem zaczęły się dopominać o godne wynagrodzenia i od kilku lat sukcesywnie otrzymują podwyżki w ochronie zdrowia. Ostatnio Sejm przyjął ustawę o minimalnym wynagrodzeniu zasadniczym pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych i regulacja ta obejmie również pielęgniarki. Pielęgniarki będą mogły uzyskać konkretne, wymierne podwyżki wynagrodzenia zasadniczego, a w ustawie dokładnie określono ścieżkę dojścia do tego wynagrodzenia. Ustawa zniweluje nierówności między poszczególnymi zawodami medycznymi i pielęgniarka z wyższym wykształceniem ze specjalizacją będzie mogła zarabiać porównywalne kwoty co lekarz.


Czy wobec malejącej liczby pielęgniarek potrzebne są jakieś dodatkowe, wspierające zawody? Pojawiały się już pomysły powołania nowego zawodu: asystenta pielęgniarki.
- Bardzo szczegółowo analizujemy w Ministerstwie Zdrowia problem braku kadry pielęgniarskiej. W marcu minister zdrowia powołał zespół, którego zadaniem jest opracowanie strategii rozwoju pielęgniarstwa w Polsce. Częścią tej strategii będą również, oprócz wymagań dotyczących kształcenia pielęgniarek, zabezpieczenia socjalne czy kwestie wsparcia tego zawodu. Mam nadzieję, że kiedy zespół zakończy pracę – prawdopodobnie we wrześniu – zostanie nakreślona konkretna wizja rozwoju pielęgniarstwa. Zastanawiamy się między innymi nad sposobami uzupełnienia luki pokoleniowej, o której wspominałam. Niebawem wiele pielęgniarek odejdzie na emerytury, na co ma też wpływ ustawa zmniejszająca wiek emerytalny kobiet.


Może się okazać, że w ciągu kilkunastu lat na emeryturę przejdzie większość obecnie pracujących pielęgniarek.
- Dysponujemy szczegółowymi symulacjami i chciałabym podkreślić, że podejmujemy już konkretne działania, żeby temu przeciwdziałać. Wystąpiliśmy między innymi do rektorów uczelni, na których kształcone są pielęgniarki, o zwiększenie liczby miejsc na studiach pielęgniarskich. Bardzo nas cieszy fakt, że na wielu uczelniach jest więcej chętnych do kształcenia się w zawodzie pielęgniarskim niż dostępnych miejsc.

Jeśli zaś chodzi o stworzenie zawodu, który wspierałby pielęgniarki – pielęgniarki są osobami o wysokich kompetencjach, z wyższym wykształceniem medycznym, a w efekcie ostatnich zmian w prawie zyskały też możliwość przepisywania recept czy wypisywania skierowań na badania. Dlatego warto się zastanowić, czy kwalifikacje pielęgniarek nie są marnotrawione, kiedy wykonują dość proste czynności przy pacjencie.


Wymagające zwykłej pracy fizycznej.

- Tak, takiej jak chociażby transport pacjenta na badanie. Zastanawiamy się, czy nie zmodyfikować odpowiednio systemu szkolenia, choć już obecnie funkcjonuje zawód opiekuna medycznego – osoby te wspierają właśnie pielęgniarki w ich czynnościach pielęgniarskich. Być może należałoby się zastanowić nad modyfikacją tego zawodu bądź nad wykształceniem nowego, który przejąłby od pielęgniarek część obecnych czynności niewymagających wysokich kwalifikacji. Pielęgniarki mogłyby stać się osobami, które koordynują pracę pielęgnacyjno-opiekuńczą, organizują proces pielęgnowania pacjenta. W rezultacie kompetencje, które nabyły w toku kształcenia na poziomie wyższym, mogłyby zostać racjonalniej spożytkowane.


Gdyby dzisiaj miała pani kilkanaście lat i wybierałaby swoją drogę zawodową, czy zdecydowałaby się pani na zawód pielęgniarki?
- Myślę, że tak. Zastanawiałam się nad tym wielokrotnie. Myślę, że moja ścieżka zawodowa pokazuje, że jest to zawód z przyszłością, poza tym też wiele pielęgniarek pracuje na stanowiskach dyrektorów szpitali, są dyrektorami departamentów, dziekanami na wyższych uczelniach, zdobywają kolejne stopnie naukowe, robią doktoraty, habilitacje, zostają profesorami.


Mam też wrażenie, że zmieniły się stosunki między lekarzami a pielęgniarkami i nie ma już takiej przepaści jak kiedyś.
- Tak, również to zauważam. Bardzo dobrze, że pielęgniarki są postrzegane przez lekarzy jako partnerzy. Jak sądzę, stało się tak dzięki temu, że pielęgniarki mają wyższe wykształcenie i mogą być partnerami w rozmowach o pacjencie. Niejednokrotnie też mają dodatkowe kwalifikacje z zakresu na przykład zarządzania czy nauk społecznych, co uzupełnia ich wiedzę – takich dodatkowych kompetencji nie mają czasem nawet lekarze. Ja obecnie przekonuję młodzież, która stoi przed wyborem swojej ścieżki zawodowej, że zawód pielęgniarki jest zawodem atrakcyjnym, a będzie jeszcze bardziej, kiedy ustalimy precyzyjnie miejsce pielęgniarki w zespole terapeutycznym.


Będąc radną województwa małopolskiego, kierowała pani Komisją Polityki Społecznej. Odnoszę wrażenie, że dobrze się pani tam czuła i że również dzisiaj stara się pani wypowiadać w kwestiach polityki zdrowotnej.
- Zarówno kwestie ochrony zdrowia, jak i kwestie polityki społecznej są mi bardzo bliskie i one wzajemnie się uzupełniają.


Ale nie ma wspólnego ministerstwa dla tych dwóch różnych obszarów. Istniało tylko chwilę w latach 90.
- Myślę, że obecny podział resortowy nie wpływa na współpracę między tymi obszarami, natomiast chcę podkreślić, że te kwestie wzajemnie się uzupełniają i osoby, które doskonale się orientują i w kwestiach ochrony zdrowia, i kwestiach polityki społecznej, lepiej rozumieją ich problematykę. Zajmowałam się tymi sprawami przez prawie dwie kadencje bycia przewodniczącą Komisji Polityki Społecznej w sejmiku województwa i wiele problemów, które omawialiśmy w trakcie spotkań komisji, dotyczyło również ochrony zdrowia.


Szpital, którym pani kierowała, był jednym z zaledwie kilku w Małopolsce, w którym funkcjonuje oddział geriatryczny. Dlaczego tak niewiele jest tych oddziałów mimo faktu, że nasze społeczeństwo się starzeje?
- Tak się składa, że Małopolska jest regionem, który ma bardzo dobry przyrost naturalny, i myślę, że nasze tradycje, jak i wsparcie Programu 500+ przyniosą konkretne efekty. Natomiast rzeczywiście na terenie całego kraju ten problem jest bardziej zauważalny, ponieważ opieka senioralna przez wiele lat była zaniedbywana, lub raczej: nie przykładano do niej odpowiedniej wagi. Wynikało to naszej kultury, z innej struktury rodzin. Kiedyś bliscy byli w stanie sami zapewnić wsparcie seniorom. W tej chwili coraz więcej jest rodzin jednopokoleniowych, dzieci widzą się z rodzicami często tylko w soboty i niedziele, bo młodzi ludzie wyjeżdżają do wielkich miast…


A niektórzy w ogóle opuszczają Polskę i w efekcie nie mogą opiekować się rodzicami.
- Zgadza się. To wszystko powoduje, że odpowiednia polityka senioralna staje się coraz bardziej istotna. Działania na rzecz seniorów podejmowane są w różnych obszarach, zarówno przez samorządy, jak i przez organizacje pozarządowe. System państwowy stwarza ponadto warunki do rozwoju takich instytucji. Co ważne, istotne są nie tyle same oddziały geriatryczne, ile ogólna opieka geriatryczna nad seniorami – bo problemem, który najczęściej dostrzegam w opiece nad seniorami, jest wielochorobowość i fakt leczenia jednej osoby przez wielu lekarzy.


Starszy człowiek idzie do neurologa, kardiologa, laryngologa, każdy z lekarzy zapisuje inne leki, a w efekcie okazuje się, że leki nie przynoszą korzyści.
- Właśnie tak. Często jest tak, że pacjenci mają reklamówkę leków, i nawet nie wiadomo, co jest lepsze: czy przyjmować je wszystkie, czy lepiej nie, bo taka ich ilość mogłaby nawet zaszkodzić.


Czyli najlepiej byłoby mieć jednego lekarza, który czuwa nad naszym leczeniem?
- Tak, i taki system chcemy stworzyć. Obecnie właśnie oddziały i poradnie geriatryczne są specjalistycznymi placówkami, które zajmują się seniorami. Jednak już obecnie to lekarz rodzinny, którego ma każdy z nas, powinien być osobą koordynującą leczenie. Zresztą w razie potrzeby lekarz rodzinny może dać skierowanie do geriatry. Ale rzeczywiście oddziałów geriatrycznych stale jest zbyt mało, co wynika z niewielkiej liczby specjalistów.


Jest zaledwie kilkuset geriatrów w Polsce.
- Tak, dlatego podejmujemy działania, aby zwiększyć liczbę osób, które ukończą tę specjalizację.


To swego rodzaju paradoks, bo starzejące się społeczeństwo jest efektem sukcesów medycyny, czy w ogóle naszego stylu życia, a jednocześnie niesie za sobą konsekwencje zdrowotne, które wymagają interwencji lekarzy.
- Chciałabym jednak przestrzec przed postrzeganiem starości jako problemu...


Tyle że bardzo często tak na nią patrzymy.
- I to właśnie powinniśmy zmienić w naszej mentalności. Bo czy na przykład problemem są małe dzieci? Wcale nie – przyjmujemy je z radością mimo wielu trudności, jakie potrafią sprawić. Tak samo powinniśmy postrzegać starość.


Ludzie starsi nierzadko czują, że są problemem, i próbują usunąć się na margines.
- Niestety tak, dlatego powinniśmy zrobić wszystko, aby seniorzy jak najdłużej pozostawali sprawni fizycznie, społecznie i zdrowotnie, tak by mogli być samowystarczalni. A kiedy tej sprawności zabraknie, opiekę muszą zapewnić sprawnie działające instytucje. W swoich biurach poselskich wielokrotnie spotykam się z przedstawicielami różnych instytucji i sygnały o braku pomocy dla osób starszych są przekazywane także przez lekarzy, szczególnie przez lekarzy rodzinnych. Wielokrotnie z nimi rozmawiałam. Lekarze wskazują na potrzebę stworzenia odpowiedniego systemu wsparcia, zwłaszcza dla rodzin, które nie są w stanie zapewnić opieki swoim rodzicom. To jest obszar działania dla służb państwowych, samorządowych. Czy powinien to być szpital? Raczej nie, bo myślę, że senior najlepiej czuje się w swoim domu, i powinniśmy stworzyć taki system, który da seniorowi poczucie bezpieczeństwa we własnym domu i poczucie, że gdy będzie potrzebował pomocy, to ją otrzyma.


Może właśnie kwestia starzejącego się społeczeństwa jest tym obszarem, który pozwoli znowu przybliżyć politykę społeczną do polityki zdrowotnej?
- Obszary działania poszczególnych resortów można różnie planować, ale myślę, że ważne jest kompleksowe podejście w konkretnych środowiskach – w gminie, w powiecie. Tam służby, mimo że podlegają pod różne resorty, bardzo dobrze działają i wspierają się wzajemnie. Obecnie w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powstają projekty stworzenia centrum usług socjalnych, które umożliwi komunikację ochrony zdrowia w sprawie zdrowia publicznego.


Czyli można powiedzieć: Program Senior+?
- Senior+ będzie realizowany przez panią minister Rafalską i będzie miał na celu instytucjonalną poprawę opieki nad seniorami.


Skoro wywołaliśmy aluzyjnie Program 500+, to czy przynosi on dzisiaj rezultaty demograficzne? Bo mówi się o tym, że zlikwidował on problem biedy w rodzinach wielodzietnych, ale przecież celem programu miała poprawa demografii.
- Pierwsze wskaźniki, które się pojawiają, pokazują – choć może jeszcze niezbyt wyraźnie – że udaje się realizować ten cel. Pewne procesy wymagają czasu. Ale sam fakt, że rodziny mają lepsze warunki do wychowywania dzieci, do ich kształcenia, na pewno ułatwia podjęcie decyzji o potomstwie. I taki jest cel tego programu. Pierwsze efekty są już widoczne, a myślę, że kolejne lata wyraźniej to potwierdzą.


Jakie to dla pani doświadczenie - zamienić mandat radnej i funkcję dyrektora szpitala, na pracę poselską, a od kilku miesięcy również ministerialną?
- Myślę, że każda zmiana wymaga z naszej strony dużej aktywności i zaangażowania w poznanie nowych obszarów, w których zaczyna się działalność. Zanim zajęłam się kwestiami polityki zdrowotnej, czy to na poziomie wojewódzkim, czy na krajowym, przez lata pełniłam różnego rodzaju funkcje społeczne oraz zawodowe i pracowałam w różnych środowiskach. Moje doświadczenie życiowe i zawodowe spowodowało, że na pewno łatwiej mi rozwiązywać pewne problemy, a dzięki ponad 5-letniej współpracy z sejmikiem województwa małopolskiego widziałam już politykę w mniejszej skali. To pozwoliło mi poznać pewne niuanse polityczne, bo wcześniej skupiałam się na konkretnych czynnościach.


Jest plan do wykonania, więc trzeba go wykonać?
- Właśnie tak. Jest konkretny harmonogram i raczej czarno-biały, a nie w odcieniach szarości. Natomiast w życiu politycznym nauczyłam się jednego: że trzeba być bardzo ostrożnym w głoszeniu sądów, słuchać jak największej liczby osób, bo każdy ma swoje poglądy. Trzeba też umieć uczyć się od ludzi i być bardzo ostrożnym, bo słowa mają moc i nawet jednym słowem można wyrządzić krzywdę. W polityce ostrożność jest zalecana na każdym kroku.


Ale czy ta ostrożność nie jest czymś, co Jarosław Kaczyński nazywa imposybilizmem, taką niemożnością sprawowania władzy? Wydaje się, że ci, którzy zagłosowali na Prawo i Sprawiedliwość, zrobili to z powodu oczekiwania konkretnych zmian w Polsce.
- My jako Prawo i Sprawiedliwość mamy konkretne cele zapisane w swoim programie. Ale również każdy z nas, posłów, ma prawicowe poglądy i niezależnie od okoliczności staramy się postępować w zgodzie z linią programową partii. Natomiast mówiąc o ostrożności, mam na myśli angażowanie się w różnego rodzaju interesy czy gry społeczne, które z mojego punktu widzenia bardzo często nie prowadzą do niczego, a tylko eskalują konflikty.
W przypadku konkretnych działań kieruję się zaś pragmatyzmem. Jeżeli widzę, że należy zmieniać dany obszar, to konsekwentnie go zmieniam. Oczywiście słucham ekspertów czy osób, które mają dużo do powiedzenia. Ale zmieniam, co trzeba, i staram się być zadaniowa, aby wykonać to, co należy wykonać w danym obszarze.


Polacy od wielu lat narzekają na poziom opieki zdrowotnej. Czy ma pani poczucie, że kierownictwo resortu, którego jest pani częścią, może dokonać czegoś przełomowego?
- Myślę, że musimy nieco zmienić sposób narracji dotyczącej ochrony zdrowia. Jak popatrzymy na sukcesy, które odnosimy w polskiej medycynie, na przełomowe zabiegi, które wykonujemy...


Mamy chociażby świetną kardiologię interwencyjną.
- Ale nie tylko! Wspaniałą mamy również okulistykę. Wykorzystujemy technologie medyczne, które prezentują poziom światowy. Z drugiej strony żaden system na świecie nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb zdrowotnych danego społeczeństwa. Poza tym myślę, że mieszkańcy krajów Unii Europejskiej czy krajów skandynawskich mają większe poczucie odpowiedzialności za swoje zdrowie. Wiedzą, że muszą dbać o zdrowie, uprawiać sport, zdrowo się odżywiać, ogólnie prowadzić zdrowy styl życia, czyli inwestować w swoje zdrowie.


My, Polacy, wierzymy bardziej w medycynę naprawczą. Trzeba iść do lekarza i lekarz nas naprawi…
- I łyknąć tabletkę! Tak jak wystarczy, że mechanik samochodowy przekręci odpowiednią śrubkę w samochodzie, tak nam właściwa tabletka doda zdrowia. Myślę więc, że trzeba zmienić ten sposób myślenia. Bo każdy z nas decyduje o stanie swojego zdrowia. Natomiast zdajemy sobie sprawę, że jest wiele rzeczy do poprawy.


Są kolejki, trudno dostać się do specjalisty…
- Tak, i dlatego w Ministerstwie Zdrowia powstają projekty, które mają na celu zlikwidowanie tych nieprawidłowości. W wielu obszarach wprowadzamy tak zwaną koordynowaną opiekę medyczną.


Co to znaczy?

- Będzie ona polegała na tym, że lekarz rodzinny bądź specjalista czy nawet lekarz w szpitalu po hospitalizacji pacjenta będą koordynowali dalszy ciąg leczenia chorego. Chcemy przede wszystkim wzmocnić podstawową opiekę zdrowotną, tak by większość problemów zdrowotnych rozwiązywał lekarz ogólny. Nie każdy pacjent, którego na przykład boli ucho, musi być leczony u laryngologa. Nie każdy pacjent, który ma ustabilizowaną cukrzycę, musi leczyć się u diabetologa czy endokrynologa. Tak samo z nadciśnieniem – nie musimy od razu iść na wizytę do kardiologa. W tej chwili poradnie specjalistyczne są jakby wyższym poziomem podstawowej opieki zdrowotnej. Niestety pacjenci nie do końca ufają lekarzom rodzinnym i często chcą, żeby to specjalista zajął się ich problemem. Musimy odwrócić ten sposób postępowania. Lekarze rodzinni są naprawdę bardzo dobrze przygotowani. To również są specjaliści z wiedzą obejmującą kilka dziedzin medycyny i to oni powinni koordynować oraz rozwiązywać problemy pacjenta, a lekarz specjalista powinien być głównie konsultantem. Jeżeli taki system wdrożymy, to dostępność specjalistów bardzo się zwiększy, a wiele problemów zostanie rozwiązanych, jeszcze zanim pacjent trafi do szpitala.


Na koniec chciałem zapytać: czy dwadzieścia kilka lat temu, kiedy była pani pielęgniarką, dyrektorem szpitala, a potem radną wojewódzką, myślała pani o tym, że zostanie wiceministrem zdrowia?
-Myślę, że jest mało osób, które tak dokładnie planują swoją ścieżkę kariery. Zawsze koncentrowałam się na konkretnych zadaniach, które mają być wykonane w kilkuletniej perspektywie. W Brzesku przejęłam szpital, który był w bardzo trudnej sytuacji finansowej, z brakami kadrowymi i technicznymi, i koncentrowałam się na najbliższych dwóch, trzech, czterech latach jego funkcjonowania. Nie myślałam, co będzie później. Podchodziłam zadaniowo do tego, by przeprowadzić szpital przez trudny okres restrukturyzacji, a niejako po drodze pojawiały się różne możliwości pracy społecznej, współpracy z organizacjami pozarządowymi. Potem wystartowałam do sejmiku województwa małopolskiego i tak to się potoczyło.


Bardzo dziękuję za wieczorne spotkanie w Radiu Kraków.
- Dziękuję.

21%
79%