|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Mikołaj Placek w Radiu Kraków: polscy przedsiębiorcy powinni postawić na innowacyjność

Zawsze chciałem być przedsiębiorcą, żeby pracować dla siebie i na siebie. Nie było to łatwe, zwłaszcza na początku, bo początki biznesu zawsze są ciężkie, to jest ciężka harówa - powiedział w Radiu Kraków Mikołaj Placek, prezes firmy Oknoplast, który był gościem Macieja Zdziarskiego w audycji "Oko w oko" w poniedziałek, 24 lipca.

Posłuchaj rozmowy

fot. M.Zdziarski

Mikołaj Placek z dumą opowiadał o rodzinnej firmie, której stery przejął po ojcu. Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest innowacyjność i konkurowanie jakością, także na zachodnich rynkach, z których pochodzi dziś większość przychodów firmy.

Gość Radia Kraków tłumaczył, że produkcja i sprzedaż okien to nie tylko sposób na zarabianie pieniędzy, ale także okazja, by obserwować różnice między gustami różnych nacji. – Niemcy są bardzo pragmatyczni. Dla nich najważniejszą kwestią przy wyborze okna jest jego jakość, termoizolacja, czyli mówiąc kolokwialnie: czy okno zapewni ciepło – mówi prezes Placek. – Z kolei Włosi cenią design, to, jak okno wygląda, jaki ma profil, w jakich jest kolorach.

W czasie rozmowy Mikołaj Placek opowiadał także, jak funkcjonować na rynku, w którym wszyscy podpatrują wszystkich, a także jaką trzeba pokonać drogę, by dojść do miliarda złotych przychodów rocznie. Biznesmen z Krakowa tłumaczył także, dlaczego sponsorował Inter Mediolan, Borussię Dortmund i Olympique Lyon.

 

Zapis rozmowy Macieja Zdziarskiego z Mikołajem Plackiem, prezesem firmy Oknoplast.


Panie prezesie, czy trudno zrobić dobre okno?
Wydaje mi się, że nie. Rzecz w tym, że nie zawsze firmy chcą zrobić dobre okno. To wymaga zakupu materiałów odpowiedniej jakości, dobrania i wyszkolenia ludzi, którzy pracują bezpośrednio przy produkcji okien itd. Ale jeśli faktycznie chce się zrobić dobre okno, to się da.


A żeby zrobić dobre okno, trzeba lubić tę robotę?
Myślę, że tak, bo żeby robić coś dobrze, trzeba to lubić. Wszystko, czym dotychczas zajmowałem się w życiu, zwykle lubiłem i zawsze starałem się być najlepszy w tym, co robię.


Przed objęciem kierownictwa firmy przygotowywał się pan, pracując w każdym z działów. Czy to też zrobił pan z ochotą, czy dlatego że tata kazał?
Zrobiłem to z ochotą, ponieważ jestem osobą, którą fascynuje świat, i z czystej ciekawości pracowałem na różnych szczeblach zarządzania w firmie, na różnych stanowiskach. Przy okazji uczyłem się specyfiki danego stanowiska, bo zdawałem sobie sprawę, że w przyszłości być może przejmę firmę, i chciałem mieć o niej możliwie największą wiedzę.


Czy ojciec panu imponował jako ktoś, kto założył własny biznes?
Tak, imponował mi swoją pracą – tak jak zresztą i inni przedsiębiorcy – bo zawsze chciałem być przedsiębiorcą, żeby pracować dla siebie i na siebie. Nie było to łatwe, zwłaszcza na początku, bo początki biznesu zawsze są ciężkie, to jest ciężka harówa. Ale jeśli coś robi się dobrze, to efekty przychodzą po kilku latach.


A jednak nie zawsze tak się dzieje, ludzie zakładają biznesy i plajtują. Na czym więc polega tajemnica sukcesu Oknoplastu?
Na pewno czynników odpowiedzialnych za sukces firmy jest wiele. Myślę, że w naszym przypadku to była przede wszystkim ciężka praca, zaangażowanie w to, co się lubi, chęć zrobienia czegoś dużego, z czego w przyszłości będziemy mogli być dumni. Chcieliśmy też pokazać, że my, Polacy, jesteśmy w stanie stworzyć duże przedsiębiorstwo, które stanie się liczącym graczem nie tylko na polskim rynku, ale przede wszystkim na rynkach Unii Europejskiej.


Czy z biegiem lat zmieniła się funkcja okna? Czy nie jest tak, że kiedyś okno było po prostu oknem, a dzisiaj jest czymś więcej?
Rzeczywiście tak jest. Z mojego punktu widzenia w latach 90. i na początku nowego wieku okno było postrzegane po prostu jako materiał budowlany. Służyło do tego, by domownicy mieli kontakt ze światem zewnętrznym.


W końcu nie ma domu bez okna.
Zgadza się. Ale obserwując trendy architektoniczne i wnętrzarskie, postanowiłem nieco zmienić postrzeganie funkcji okna. Zaczęliśmy tak je konstruować, żeby nie były wyłącznie materiałem budowlanym, ale stały się także elementem dekoracyjnym wnętrz; żeby o wyborze okna decydowały również kwestie estetyczne – tak, by pasowało ono do koloru mebli, do podłogi, ogólnie – do wyposażenia domu.


W pierwszych latach po przemianach ustrojowych ważną funkcją okna była jego szczelność. Niedawno powiedział pan jednak, że dzisiaj ważne jest to, by okno dawało odpowiednio dużo światła. Czy faktycznie doszło do takiej zmiany na przestrzeni lat?
Jeśli chodzi o termoizolację, to okno nadal musi spełniać odpowiednie kryteria. Natomiast dzisiejsze okna są już tak szczelne, że nie ma sensu walczyć o większą termoizolację. Jest to możliwe, ale z ekonomicznego punktu widzenia byłoby nieopłacalne.


Trzeba by zapłacić za bardzo szczelne okno dużo więcej, niż wyniosą oszczędności na ogrzewaniu?
Zgadza się. W dzisiejszym budownictwie projektuje się domy i mieszkania z coraz większymi przeszkleniami, ludzie chcą mieć lepszy kontakt ze światem zewnętrznym. Większe okno daje więcej światła, a światło sprawia, że czujemy się lepiej. Doszedłem więc do wniosku, że zaprojektuję okno, które będzie przepuszczało więcej światła przy zachowaniu podobnych gabarytów okna. Zmniejszyliśmy ramy okienne i skrzydła, to pozwoliło powiększyć szybę, a w rezultacie takie okno przepuszcza do pomieszczenia ok. 22% więcej światła.


Czy inne firmy pana naśladują? Bo jest to, zdaje się, bardzo konkurencyjny rynek?
Tak, konkurencja w branży jest w Polsce bardzo duża. Szacuję, że producentów okien w całej Polsce jest ok. 2 tys. Funkcjonuje wiele małych zakładów stolarskich i niewielkich firm produkujących okna. Radzą sobie na rynku, nie mając wielkiej marki. Znalazły swoją niszę i w niej funkcjonują.


To niezwykle ciekawe. Czy na europejskim rynku polskie okno ma już swoją renomę?
Tak, Polska jest dzisiaj największym eksporterem okien w Unii Europejskiej. Zdominowaliśmy wiele krajów, zwłaszcza krajów Unii Europejskiej, jak Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania czy Wielka Brytania. Tam radzimy sobie bardzo dobrze. Aczkolwiek polscy producenci okien, którzy działają na rynkach Europy Zachodniej, konkurują głównie niską ceną. Z perspektywy czasu nie jest to najlepsza strategia biznesowa, bo w końcu znajdzie się ktoś tańszy.


W Azji na przykład.
Właśnie tak. Ale widać już pewne przebłyski tego, że polscy przedsiębiorcy powoli zaczynają dbać o budowanie swoich marek na rynkach zagranicznych, co jest dobre i dla nich, i dla polskiej gospodarki.


Czy mieszkańcy poszczególnych krajów mają różne preferencje okienne, różna gusta? Jacy są np. Niemcy pod tym względem?
Niemcy są bardzo pragmatyczni. Dla nich najważniejszą kwestią przy wyborze okna jest jego jakość, termoizolacja, czyli mówiąc kolokwialnie: czy okno zapewni ciepło.


A cena?
Cena sama w sobie – nie. Istotniejsza jest relacja ceny do jakości. Dla Niemców okno musi być solidne i w możliwie najatrakcyjniejszej cenie.


W latach 90., kiedy po przełomie otwieraliśmy się na relacje z innymi państwami, Niemcy importowali z Polski niemal wszystko. Czy po ćwierćwieczu to się zmieniło i dziś trudniej sprzedaje się na rynku niemieckim?
Niemcy, jak wiadomo, słyną z solidności i we wszystkim, co robią, stawiają na jakość. Pamiętam, że jak wchodziliśmy w 2004 r. na rynek niemiecki, było nam bardzo trudno z tego względu, że była to rozwinięta gospodarka. Nadal zresztą Niemcy są dużo większą gospodarką niż Polska. Długo zastanawiałem się, jak konkurować. Doszedłem do wniosku – odnosi się to zresztą do wszystkich krajów, w których działamy – że nie będę konkurował niską ceną, bo nasze produkty są solidne, dobre i powinny kosztować. Postanowiłem, że zacznę konkurować lepszą jakością, lepszym wyposażeniem. Po prostu będę produkował lepsze produkty niż przedsiębiorcy niemieccy.


Czy trzeba dużo wysiłku, żeby zdobyć sobie szacunek niemieckich kontrahentów?
Na pewno trzeba udowodnić, że nasz produkt faktycznie jest lepszy, a po drugie potrzeba lat pracy na rynku, żeby faktycznie mocno się w nim osadzić.


Innym rynkiem, na którym pan operuje, jest rynek włoski. Włosi podobno zupełnie inaczej podchodzą do okien.
Włosi są zdecydowanie mniej pragmatyczni niż Niemcy. Dla nich pewne techniczne aspekty są mało ważne.


Poza tym jest tam cieplej, więc może termoizolacja nie ma takiego znaczenia?
Jest cieplej, ale w takim wypadku termoizolacja odgrywa inną rolę. Tak jak na rynkach Europy Środkowej ważne jest to, by tracić jak najmniej ciepła zimą, tak na rynkach południowych, jak właśnie we Włoszech czy na południu Francji, okno ma zapobiegać stratom związanym z chłodzeniem wiosną czy latem.


Czyli żeby nie było za gorąco wtedy, kiedy jest bardzo ciepło?
Właśnie tak. Poza tym dla Włochów liczy się design – to, jak okno wygląda, jaki ma profil, w jakich jest kolorach.


Zaraz, ale czy okno nie powinno być białe?
Właśnie nie do końca. W Niemczech rzeczywiście tak jest – 70–80% okien, które tam sprzedajemy, jest koloru białego. Ale już na rynku włoskim ich udział stanowi ok. 40%, resztę stanowią okna przeróżnych kolorów – są ich dziesiątki do wyboru. Włosi bardzo zwracają na to uwagę.


Czy dzisiaj polska gospodarka jest ceniona na europejskich rynkach?
Myślę, że tak. Polska gospodarka całkiem nieźle radziła sobie przez ostatnie 25 lat. Naprawdę bardzo, ale to bardzo rozwinęliśmy naszą gospodarkę i w efekcie Polska jest coraz lepiej postrzegana na rynkach Europy Zachodniej.


A czy ma pan takie poczucie, że jest pan w czymś gorszy od niemieckich, włoskich czy francuskich firm?
Nie mam takiego poczucia. Uważam nawet, że jestem lepszy od nich z tego względu, że my mamy demokrację od 25 lat, a firmy moich konkurentów na rynkach Europy Zachodniej zostały założone 50, 60, nawet 100 lat temu. Myśmy musieli osiągnąć to samo co oni dużo szybciej, musieliśmy bardziej się starać. Myślę, że jest gros polskich firm, które dzisiaj są liderami w swoim segmencie na rynkach Unii Europejskiej.


Oknoplast jest też sponsorem kilku drużyn europejskich. Czy to wyraz snobizmu?
Nie, nie zostałem sponsorem ze snobizmu. Od początku zdawałem sobie sprawę, że muszę zbudować markę na rynkach Europy Zachodniej. Żeby funkcjonować na nich w dłuższej perspektywie i solidnie się tam osadzić, stwierdziłem, że sponsorowanie klubów będzie dobrym posunięciem, pozwoli budować markę Oknoplastu na rynkach zachodnich.


Ale czy naprawdę ludzie kupują pańskie okna dlatego, że wpłaca pan pieniądze na funkcjonowanie klubu piłkarskiego?
Nie chodzi tylko o samo finansowanie klubów. W zamian kluby dawały mi pewien pakiet usług, jak obecność marki podczas meczów, na stadionach, na strojach piłkarzy.


Jakie kluby pan sponsorował?
Były to trzy drużyny: Inter Mediolan, Borussia Dortmund i Olympique Lyon. Byliśmy ich głównym sponsorem. Dzięki temu posunięciu dzisiaj Oknoplast jest jedną z najbardziej znanych marek okiennych na rynku Unii Europejskiej.


Bo ludzie się zainteresowali, co to za facet z Krakowa, który wykłada portfel i mówi: „Chcę sponsorować wielką piłkę”?
Myślę, że rzeczywiście się zainteresowali, bo pozyskałem bardzo wielu klientów właśnie na tych trzech rynkach. Na każdym z nich Oknoplast jest jedną z wiodących firm okiennych.


Czyli był to normalny biznesowy wydatek, który się kalkulował?
Absolutnie. To zwykły biznesowy wydatek, który się opłacił. Tak jak wspomniałem, dzisiaj Oknoplast nie dość, że jest jedną z najbardziej znanych marek okiennych na rynku Unii Europejskiej, to jest również piątym największym producentem okien PCV w Europie.


Mówi się, że rynek pracy w Polsce się zmienił, że nie ma już rynku pracodawcy, ale jest rynek pracownika, i to zatrudniający się przebierają w ofertach. Czy pana zdaniem rzeczywiście tak jest?
Rynek oczywiście się zmienił i dobrze, że tak się stało, bo Polacy muszą zarabiać coraz lepiej. Ale jest to też inspirujące dla pracodawców – polscy przedsiębiorcy muszą w coraz mniejszym stopniu konkurować przez pryzmat niskich kosztów wytworzenia, a w zamian postawić na innowacje. Uważam, że to jest coś, co może stać się paliwem do rozwoju przez kolejnych parę lat i pozwoli konkurować w Europie.


Mówi pan jak premier Morawiecki, ale słyszałem, że wielu przedsiębiorców jest przyzwyczajonych do tego, że sprzedaje swoje produkty tanio i z dystansem podchodzą do słowa „innowacja”. Jak rozumiem, pan ma odmienne zdanie?
Tak. Wcale nie podchodzę z dystansem do innowacji, bo od początku funkcjonowania Oknoplastu stawiałem właśnie na innowacje.


A w jaki sposób można dokonać innowacji w budowie okien?
Na wiele sposobów. Można poprawić samo okno, ale i produkty do jego produkcji. Przez 25 lat funkcjonowania Oknoplastu wprowadziłem ponad 40 innowacji jako pierwsza firma w Europie.


Czy może pan podać przykłady?
Oczywiście. W 2002 czy 2003 r. jako pierwsza firma w Europie obniżyliśmy współczynnik przenikania ciepła, jeśli chodzi o ramę i skrzydło okienne. Wtedy popularnym rozwiązaniem były ramy o szerokości, załóżmy, 58 mm. Ja ją zwiększyłem do 70 mm, co było pierwszym krokiem w kierunku poprawy termoizolacji. To pozwoliło na dość dużą, skokową poprawę termoizolacji. Ale też wprowadzaliśmy innowacje estetyczne, chociażby różnego rodzaju kolory okien. W latach 90. ciągle przeważały w Polsce białe okna, a ja jako pierwszy wprowadziłem nowe kolory, które dzisiaj mają bardzo duży udział w rynku europejskim.


A czy chroni pan swoje pomysły, czy może to jest taki rynek, na którym wszyscy wzorują się na wszystkich?
Staram się chronić swoje pomysły, natomiast nie wszystko da się ochronić i nie wszystko można opatentować. Kolejnym trendem, który rozpocząłem, jest właśnie dążenie do coraz większych przeszkleń i zwiększania przepuszczalności światła. Taki trend obecnie panuje i nie tylko firmy w Polsce, ale również na Zachodzie, w Niemczech, Francji czy we Włoszech, zaczynają kopiować moje pomysły.


Dużo mówi się ostatnio o patriotyzmie gospodarczym, o tym, że ludzie zaczynają się zastanawiać, czy produkty, które kupują, dają miejsca pracy w Polsce. Pan jednak większość swoich produktów sprzedaje za granicą i udział tej sprzedaży rośnie w strukturze przychodów firmy. Czy dostrzega pan zjawisko patriotyzmu gospodarczego i czy w ogóle to jest dobry trend?
Nie wiem, czy ludzie bardziej się zastanawiają, od kogo kupują. Pewnie część tak, ale część nie. Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym, co to jest w istocie patriotyzm gospodarczy. Z jednej strony polskie firmy chciałyby, żeby Polacy kupowali tylko polskie produkty, a z drugiej strony polscy przedsiębiorcy są bardzo ekspansywni.


A więc patriotyzm gospodarczy – tak, ale tylko u nas.
Myślę, że dzisiaj, gdy wszyscy żyjemy w Unii Europejskiej, patriotyzm gospodarczy należy rozciągać raczej na granice całej Wspólnoty, a nie na konkretne, poszczególne kraje.


A czy niepokoją pana problemy, z którymi zmaga się obecnie Europa, jak choćby kwestie imigracyjne? Czy pana zdaniem z Europą dzieje się coś niedobrego?
Myślę, że to jest kolejny etap naturalnego rozwoju, od którego Unia Europejska nie powinna się odcinać. Jesteśmy wspólnotą państw i powinniśmy zacieśniać współpracę. Powinno się powołać centralny bank, powinniśmy myśleć o wspólnej polityce obronności. Myślę nawet, że warto by powołać wspólną armię i jeszcze bardziej zbliżać się do siebie, myśleć o sobie w kategorii jedności.


Czyli jednej półmiliardowej wspólnoty, która będzie mogła konkurować z innymi rynkami?
Właśnie tak. Dzisiaj wręcz musimy iść w tym kierunku. Proszę spojrzeć na Chiny, na Stany Zjednoczone, a nawet Indie – to z tymi krajami będziemy kiedyś musieli konkurować i jako duża wspólnota krajów, jako jeden kolektyw będziemy zdecydowanie silniejsi.


Wielu ekonomistów mówi, że Azja staje się dzisiaj biznesowym centrum świata. Czy w takim przedsiębiorcy jak pan wzbudza to raczej lęk, czy przeciwnie – jest to szansa na zdobycie kolejnego, choć bardzo odległego rynku?
Rynek azjatycki może być interesujący w dłuższej perspektywie, bo Chiny stale zwiększają import z krajów z Unii Europejskiej, szukają produktów lepszej jakości.


Czyli Chiny to już nie jest po prostu wielka tania fabryka, tylko bogacące się społeczeństwo, które ma swoje potrzeby?
Zgadza się. I myślę, że kiedyś faktycznie staną się bardzo dużym rynkiem zbytu. Już dzisiaj są jest chyba jednym z największych na świecie rynków dóbr luksusowych, więc widać, w którym kierunku zmiany będą podążać.


Rzeczywiście zapotrzebowanie na dobra luksusowe to zwykle dobry prognostyk rozwoju. A jak pan wyobraża sobie przyszłość swojego biznesu i rynku okiennego w ciągu kilku, kilkunastu najbliższych lat?
Wyobrażam sobie tak, że Oknoplast ma jeszcze dość dużo do zrobienia.


Lubi pan mówić w mediach, że pana celem jest miliard przychodów rocznie. Kiedy taki pułap zdoła pan osiągnąć?
Myślę, że realnie jest na to szansa w roku 2020 lub 2021. Żeby tego dokonać, konieczne jest jednak zwiększenie konkurencyjności i wprowadzenie kolejnych innowacji, o których już mówiłem. Chcę, żeby właśnie w tym kierunku rozwijała się firma. Już dzisiaj Oknoplast jest jedną z najbardziej innowacyjnych firm na rynku w Europie, ale chciałbym jeszcze bardziej postawić na innowacje i zrobić coś, czego do tej pory nie robiła żadna inna firma okienna.


A dużo pan pracuje?
Tyle, ile trzeba. Bywa różnie. Czasami pracuję 8 godzin, a czasami 12 czy nawet 16, w zależności od potrzeb. Średnio pracuję po 10–12 godzin, bo pracę z biura niekiedy przenoszę do domu, jeśli jest taka konieczność.


Bardzo dziękuję. Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu.
Dziękuję bardzo!

0%
100%